Czy to Francja jeszcze?

 

W Gaskonii czujemy się jak w domu. To najbardziej deszczowa część Francji, więc jest tu wprost nadzwyczajnie zielono.

 

Fot. shutterstock.com / Alison Cornford-MathesonDo tego – inaczej niż w najsłynniejszych okręgach winiarskich tego kraju – winogrady są tu dyskretnie rozsiane wśród pastwisk i pól porośniętych zbożami, tak że na pierwszy rzut oka wcale ich tu nie widać. Ot, swojski, wieśniaczy krajobraz, jak w Beskidzie Niskim. Tyle że powietrze krystalicznie czyste, więc i Tatry – pardon – Pireneje na horyzoncie większe i ładniejsze. No i żyje się tutaj najdłużej w Europie.

W tym uroczym zakątku Francji, do Francji wcale niepodobnym, gościnność i przyjaźń mierzy się liczbą spożytych kaczek i wypitych kieliszków armaniaku. Kiedy po trzech najtłustszych w życiu wieczorach uprosiliśmy naszych gospodarzy, by zamiast sześciodaniowej kolacji zadowolić się piknikiem na świeżym powietrzu z lekką przekąską, przecieraliśmy oczy ze zdumienia i zachwytu nad troskliwością Gaskończyków: przygotowali nam bowiem suchy prowiant, na który złożyły się: foie gras, udko kacze confit na zimno, kacze podroby w plastrach, pierś z kaczki z chrupiącą skórką, kacze skwarki, rilettes z kaczki, jabłko. Dzięki Panu Bogu Wszechmogącemu, że w dobroci swojej niezmiernej dopuścił w Gaskonii parę jabłonek…