Dobre zmiany

„Cóż to mogła być za wódka za ponad dwa tysiące złotych, podobno wyprodukowana gdzieś w Szczecinie?”

To pytanie zadała mi niedawno znajoma, usłyszawszy, że prezes Kaczyński wręczył takową w prezencie premierowi Orbanowi po spotkaniu w Niedzicy. Nie znając sprawy i szczegółów, wyjaśniłem jej, że zapewne była to butelkatyp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... pochodząca z przepastnych piwnic szczecińskiego Polmosu, gdzie w dębie leżakują ciągle duże ilości dobrej klasy spirytusu. „Podobno miała ponad pięćdziesiąt lat” – dodała. Wtedy już byłem pewien. Musiała to być butelka starki, polskiej wódki starzonej w dębie, polskiej odpowiedzi na szkocką czy irlandzką whisky.

Tradycja jej produkcji stara jest jak świat, w każdym razie jak nasz polski świat. Wywodzi się ze szlacheckiego zwyczaju, kiedy to w dniu narodzin córki zakopywano w ogrodzie beczkę dobrej okowity, która leżała w ziemi aż do jej wesela. Przez te kilkanaście lat nabierała koloru, traciła swoją moc na rzecz gładkości, jej spirytusowe aromaty przechodziły w szlachetne nuty orzecha i migdałów. Stawała się lepsza, godna weselnego stołu młodej szlachcianki. Tradycja przetrwała wieki. W PRL starkę produkowało wiele Polmosów. Opracowano nawet nowatorską metodę szybkiego starzenia, którą stosował krakowski Polmos, a w której spirytus w umiejętny sposób przepuszczany był przez dębowy „korytarz”, tak by przyśpieszyć proces starzenia.

Trwała sobie produkcja starki przez wieki, dobrze się miała, nie zmógł jej nawet PRL. Ale spróbujcie Państwo znaleźć ją teraz gdzieś w sklepie. Bez szans – nie ma. Do sytuacji kuriozalnie pasuje zresztą znany z czasów PRL dowcip, kiedy to w sklepie klient zadaje pytanie: „Czy jest…?”. „Nie ma” – bez czekania odpowiada sprzedawczyni. „A kiedy będzie…?” „Nie wiem”. Starki, proszę państwa, nie ma, a kiedy będzie, nikt nie wie. Sytuację tą zawdzięczamy reformie marek polskich wódek, którą w 1999 roku przeprowadził rząd Jerzego Buzka. Do czasu tej reformy wszystkie Polmosy – a było ich kilkanaście – miały prawo produkować wszystkie znane nam z PRL marki. Każdy z nich mógł produkować starkę, podobnie jak wyborową czy żytnią. Reforma w drodze konkursu podzieliła marki między istniejące przedsiębiorstwa. Wiązało się z tym wiele absurdów – jak zawsze, gdy polityka usiłuje naprawiać rynek. I tak znana wtedy wódka Krakus trafiła do Polmosu wrocławskiego, a starka do Szczecina. Dobrze, że nie istniała wódka Wrocławiak, bo zapewne trafiła by do Krakowa lub Zielonej Góry. Jeszcze większym absurdem – no bo przecież można sobie wyobrazić Krakusa we Wrocławiu – było to, że nazwę kategorii produktu „starka” zakwalifikowano jako markę. To tak jakby zastrzec nazwę wódka, winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) czy sok dla konkretnego producenta. No a potem już było tylko gorzej. Szczeciński Polmos postawiono w stan likwidacji i starka zniknęła ze sklepowych półek.

Tak się składa, że w ciągu kilku ostatnich lat znałem kilku posłów ziemi nowosądeckiej. Opowiadali mi jak to po każdej „wizycie w terenie” przywożą do Warszawy dla kolegów z innych regionów butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... prawdziwej nieoszukiwanej łąckiej śliwowicy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jej produkcja jest nielegalna. A kto decyduje o tym, czy ta produkcja jest legalna czy nie? No właśnie ci sami posłowie, którzy ją nielegalnie kupują i konsumują. I tak od lat ponad dwudziestu trwają dyskusje o zalegalizowaniu produkcji łąckiej śliwowicy. I od tych dwudziestu lat posłowie (dzięki kolegom z tego regionu) popijają sobie spokojnie w sejmowym hotelu nielegalną śliwowicę.

No ale wkraczamy teraz w epokę „dobrej zmiany”. Zmienia się w parlamencie wszystko, a przede wszystkim zmienia się szybko. Prace trwają w dzień i w nocy, a prasa nie nadąża już z informacjami, co nowego podpisał prezydent Duda.

Marzy mi się, by dzielni i pracowici posłowie wzięli się za czekające w kolejce wydawałoby się drobne zmiany „w temacie” konsumpcyjnym. Podaję zatem listę spraw do szybkiego rozpatrzenia (w dzień lub w nocy): legalizacja produkcji łąckiej śliwowicy i wszystkich innych regionalnych alkoholi, tak by rolnicy w swoich gospodarstwach mogli produkować niewielkie ilości tradycyjnych wódek i nalewek; legalizacja sprzedaży wina w internecie; zniesienie „przedpotopowych” papierowych znaków akcyzy na wino i cydr; zezwolenie na promocję wina w mediach na równi z piwem; stworzenie nowej kategorii alkoholu „starka”, tak by różni producenci mogli ją produkować i byśmy mogli swobodnie konkurować ze szkocką czy irlandzką whisky.

Na 2016 rok posłom życzę dużo odwagi i mądrości w przeprowadzaniu mądrych zmian również w sprawach „konsumpcji”, Państwu dużo dobrej starki, legalnej łąckiej, wina i cydru na co dzień i od święta.