Dożynki pod Aconcaguą

Wieczór jak zawsze spędziliśmy w Azafránie. Kolacja w tej klimatycznej restauracji położonej w samym środku miasta jest obowiązkowym punktem programu w czasie każdej wizyty w Mendozie.

Biorąc pod uwagę pogodę, początek marca przypomina tu schyłek ciepłego, polskiego lata pod koniec sierpnia. Ale jest jeszcze coś, co przywołuje obrazy rodem z naszych wsi – w tym czasie w Mendozie trwają dożynkowe winne święta.

Wchodząc do Azafránu, nie spodziewałem się, że za kilka godzin będę świadkiem zabawy, której rozmach przypominał raczej gigantyczną procesję w święto narodowe niż dożynki. Tymczasem, tuż po wyjściu na ulicę Sarmiento, ktoś delikatnie poklepał mnie po plecach i zapytał: „Ty jesteś z zagranicy, może chcesz zdjęcie z naszą królową?”.
Obejrzałem się w kierunku owej królowej i zobaczyłem młodziutkie dziewczę przecudnej urody, o charakterystycznych dla tutejszych mieszkańców rysach twarzy, która uśmiechała się do mnie, podając mi lampkę wina, wyraźnie rozbawiona moim onieśmieleniem. „Jezu – pomyślałem – dlaczego ja nigdy nie brałem udziału w dożynkach w Polsce?”

Rozejrzałem się wokół siebie. Na przejeżdżającej w pobliżu platformie siedziało kolejnych sześć królowych podobnych do „mojej”. Ludzie wokół śpiewali, tańczyli, częstowali winem. Każdy z tutejszych wytwórców chciał zwrócić uwagę na swoje nazwisko i swoje wyroby, licząc na przyszłe zyski i popularność.
Mendoza jest największym skupiskiem winnic i winiarni w całej Argentynie, miejscem pracy fenomenalnych enologów, siedzibą wielkich i małych wytwórni. Było co podziwiać i czego próbować.
I wtedy przypomniałem sobie pewną imprezę dożynkową, na którą trafiłem przypadkowo w małej miejscowości leżącej w środkowej Polsce. Starsze panie, pięknie ubrane w stroje ludowe, śpiewały pieśni, dźwigając karkołomnie uplecione rolnicze artefakty różnorodnych kształtów. Były też dzieci i rolnicy rozkruszający kłosy na znak urodzajnych plonów. Niestety, ludzie stojący z boku nie brali w tym udziału.
Retrospekcja ta powoduje, że w przeciwieństwie do Mendozy, trudno nie dostrzec tu skostniałej formuły zabawy, nudnej, a przez to nieprawdziwej w swym przekazie. Zabawy, która powinna być radosnym zwieńczeniem pewnego etapu ciężkiej pracy ludzi chcących okiełznać przyrodę, i wytchnieniem po ciężkich dniach pracy. Nade wszystko powinna jednak spajać międzyludzkie więzi… Spójrzmy, jak robią to inni! Zapraszam więc, jak na razie, na dożynki do Mendozy!