Drożej już być nie może

W 2012 roku na aukcji w Hong Kongu skrzynka win Romanée-Conticzerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą... osiągnęła niepobity do dziś rekord 428 tysięcy amerykańskich dolarów.

By kwotę tę lepiej „ogarnąć”, od razu przeliczę: około 160 tysięcy złotych za butelkę. W porównaniu do tego winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), które kiedyś widziałem w sklepie w Hong Kongu, a które kosztowało około 75 tysięcy złotych, wydaje się taniochą.

Jednymi ze stałych pytań, jakie często słyszę, są: „No i jak smakują te najdroższe wina? Czy rzeczywiście są warte takich pieniędzy?, Czy są one faktycznie po wielokroć lepsze od takich za 100 i 200 złotych, że warto tyle płacić?”.

Zwykle odpowiadam pytaniem na pytanie: a czy rzeczywiście Porsche Cayenne jest dziesięć razy lepsze od takiego – dajmy na to – Suzuki Swift?  Czy warto za niego zapłacić 450 tysięcy złotych? Czy perfumy Channel 5 są wiele razy lepsze od serii kosmetyków AA?

Czy skrzynka wina może kosztować tyle, ile cztery Porsche Cayenne, tyle co elegancki dom na wybrzeżu Francji czy przyzwoity prywatny jet? Jak widać może. Czy jest tego warta? No cóż. Jeżeli ktoś jest gotów tyle za nią zapłacić, to pewnie jest. Wartość przedmiotu jest rzeczą względną. Szczególnie kiedy wchodzimy w sferę najdroższych, markowych produktów. Produktów, które określają status człowieka.

Najdroższe wina – te sprzedawane na aukcjach, niedostępne w regularnym handlu – stanowią kategorię produktów statusowych. Czy ich nabywcy są w stanie docenić subtelności aromatyczne, wyczuć niezwykłość struktury, odnaleźć niepowtarzalność sukni i równowagę takiego wina – to jest kwestia zupełnie inną. Być może tak, być może nie. Nie można z góry zakładać, że mieszkaniec środkowych Chin – bo to jedyna dostępna informacja na temat nabywcy skrzyneczki za pół miliona baksów – nie ma bardzo rozwiniętych kubków smakowych, pozwalających mu docenić swój zakup. To że bogaty, nie znaczy od razu, że niewrażliwy, choć motywacji tego zakupu upatrywałbym raczej w innej sferze.

Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. de la Romanée-Conti jest zresztą miejscem niezwykłym. W końcu nie przez przypadek zdobywa się miano najdroższego wina świata. Jest z Burgundii, a nie z Bordeaux, gdzie znajduje się „zespół pościgowy” w wyścigu o ten najwyższy laur. Skromne miejsce, niczym się niewyróżniający budynek, odnalezienie którego jest zresztą nie lada sztuką. Nie ma nic wspólnego z „wypasionymi” gargamelowymi często w swojej formie bordoskimi châteaux. Sama już zresztą nazwa domaine, a nie château o tym świadczy. Jak cała Burgundia wywodzi się z innej tradycji. Tu przez wieki pracowici mnisi obserwowali owocujące winogrady, robili ich klasyfikacje, tworzyli mapę niezwykłej mozaiki gleb, jakie tu występują. Po nich przyszli prości producenci, pracowicie kontynuujący pracę swoich poprzedników.

Bordeaux jest tego przeciwieństwem. W XIX wieku zjechał tu cały bogaty Paryż i jął się prześcigać w rozmachu stawianych zamków. Wielka konkurencja na liczbę  wieżyczek i baszt, na bogactwo kutej w żelazie wjazdowej bramy.

W Bordeaux wino zawsze jest kupażem kilku odmian, w Burgundii odmiana jest jedna (tak jak król zawsze jest jeden): pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...). Burgundia jest kolebką francuskiej filozofii winnej głoszącej, że wino jest ekspresją terroir. Że wino jest pewnego rodzaju medium, za pośrednictwem którego możemy posmakować charakter matki ziemi, która to wino urodziła. Tutaj na każdej działce pinot noir smakuje inaczej. Tu najłatwiej można zrozumieć, dlaczego gleba jest najważniejszym determinantem charakteru wina.

Domaine de la  Romanée-Conti jest jedną z wielu winiarni znajdujących się w wiosce Vosne-Romanéeczerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą... (...). W zasadzie cała wioska składa się prawie wyłącznie z winiarni. Wiele tu prawdziwych gwiazd burgundzkiego winiarstwa. Dlaczego więc to właśnie Romanée-Conti jest tym najdroższym? Odpowiedź na to pytanie – jak wszystko w Burgundii – sprowadza się do ziemi, a właściwie do konkretnej działki z charakterystycznym kamiennym krzyżem na murze, który ją otacza. To zaledwie 1,8 ha ziemi. Najdroższej winiarskiej ziemi na świecie. Kiedyś ładnie to oddał Hugh Johnson w filmie na temat Burgundii. Przechadzał się wąską ziemną dróżką pomiędzy winnicami i mówił: „Po mojej prawej ręce są krzewy, które dają wino za 5000 funtów, po lewej tylko za 500. Taka jest Burgundia, gdzie wąska ścieżka może zrobić całą różnicę”.

Bardzo mało opisów ma wino Romanée-Conti, tak jak mało jest szczęśliwców, którzy mieli możliwość go próbować. Nieliczni, tak jak ja, dostępują zaszczytu posmakowania beczkowych próbek współczesnych roczników. Dają one pewne wyobrażenie o przyszłym winie, ale to mniej więcej tak, jak trzyletnie dziecko daje wyobrażenie, jakim człowiekiem będzie, gdy dorośnie. Łatwiej spróbować win z innych apelacji produkowanych przez Domaine de la Romanée-Conti, tak jak ostatnio miałem przyjemność posmakować Romanée-Saint-Vivant z 1997 roku czy Montrachet z 2007.

Pewne światło na to, jak smakuje Romanée-Conti, rzuca opis brytyjskiego dziennikarza Clive’a Coatsa, który opisał  swoje wrażenia po degustacji: zapachu i smaku tego wina nie da się opisać ludzkimi słowami, bo człowiek takich słów nie wymyślił. Wrażenie w czasie degustacji jest takie, jakby przeżywać dwa orgazmy na raz – jeden w nosie, drugi w ustach.

Może to choć trochę wytłumaczy państwu cenę najdroższego wina świata – Romanée-Conti.