„En primeur” – opcja na wino

W marcu każdego roku oczy całego winiarskiego świata kierują się na Bordeaux. Zjeżdżają się tu kupcy i krytycy winiarscy, by po raz pierwszy spróbować nowego rocznika. Jeszcze kilkanaście lat temu była to niewielka impreza w wybranym château w Médoc i St. Emilion.

Dzisiaj jest to święto winiarskie, a ambicje goszczenia znanych i mniej znanych krytyków oraz importerów ma każdy bordoski producent, od najbardziej znanych „ikonowych” châteaux po nawet średniej klasy, ale ambitnie pnących się w klasyfikacji winiarskiej producentów.
Od tych kilku dni zależy bowiem, jaka będzie cena sprzedaży danego rocznika, czy zostanie okrzyknięty wybitnym, jak miało to miejsce z rocznikiem 2005, czy też jak w przypadku ostatnio ocenionego 2007 – cały świat powtarzać będzie, że to był „skomplikowany” rok.
Fot. A. BorutaOkoło kwietnia zapada wyrok. Swoje oceny ogłaszają ci najbardziej liczący się: „Dekanter”, „Wine Spectator”. Ale wszyscy czekają, co powie człowiek, z którym muszą się liczyć wszyscy bez względu, jak bardzo go lubią czy nienawidzą – Robert Parker. W maju wszyscy już znają ceny nowego rocznika, do akcji wchodzą negocjanci, czyli bordoscy kupcy mający wyłączność zakupów win z tzw. grand cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classé. I tutaj wkraczamy w ten jedyny w winiarskim świecie system kupowania nie tyle wina, ile opcji na winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Negocjanci mają czas do końca roku, by dokonać zakupów. Teoretycznie, gdy rocznik jest zły, mogą odmówić zakupu, ale wtedy ich pozycja i prestiż rynkowy leci w dół, a konsekwencją może być strata tzw. alokacji, czyli wynegocjowanej ilości win, które producent przeznacza dla danego negocjanta.
Gdy rocznik jest dobry, z zakupami trzeba się śpieszyć. Zwykle w lipcu-sierpniu na bankowe konta châteaux wpłynęły już pieniądze za wino z poprzedniego rocznika, które kupujący otrzyma dopiero za rok. Jeśli rocznik był dobry czy znakomity jak w przypadku 2005, negocjant kupuje wino za średnio 350 euro za butelkę, a po roku – gdy znajdzie się w jego fizycznym posiadaniu – cena osiągnie już pułap 1100 euro za butelkę, a jeśli poczeka jeszcze trochę, może dojść do 1500 i więcej.
Gorzej gdy rocznik jest zły. Wtedy wszyscy są smutni i mówią, że rocznik był „skomplikowany” (w Bordeaux nie ma złych roczników). Cena, którą dostają za butelkę, jest niższa niż ta, którą zapłacili en primeur(fr.) system sprzedaży stosowany głównie w Bordeaux i pra... (...), tracą pieniądze. Tak jak na giełdzie, tyle że tu zamiast papierowej czy elektronicznej akcji produkt ma postać płynną, jest koloru czerwonego, a na etykiecie ma nazwę: château „xyz” z grupy grand cru classé, z 1855.

Więcej o Bordeaux na:

Bordeaux

Grand cru classé

Wiano Anglików

Jest też słodycz

Saga rodu Lurtonów

Próbowanie od dziecka

Bordeaux za stołem

Niesamowite Château Bouscaut