Europejski spokój, latynoska drapieżność

Urugwaj to trochę Europa, która już nie istnieje. Na ulicach panuje nieco zmęczony uliczny splendor, podobny do tego z francuskich miast po przegranej z Niemcami. Niektórzy rozumieją to jak spokój – wspomina Krzysztof Zanussi w rozmowie z Nino Dżikiją

Nino Dżikija: Legalna marihuana, świetni piłkarzy i jedne z najpiękniejszych plaż w Ameryce Łacińskiej. Wiedza wielu z nas o odległym Urugwaju nie wykracza poza ten standardowy opis. Jak zaczęła się Pana przygoda z tym krajem?
Krzysztof Zanussi:
Najpierw go sobie wymyśliłem. Był to koniec lat osiemdziesiątych. Pracowałem wówczas nad filmem Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest. Potrzebowałem osadzić akcję w odległym kraju, który miałby zarazem europejski charakter. Padło na Urugwaj, który nazywany jest często małą Europą w sercu Ameryki Łacińskiej. Praca nad filmem odbywała się jednak na Starym Kontynencie. Zdjęcia kręciłem w Hiszpanii. Morze Śródziemne udawało Río de la Plata – rzekę stanowiącą naturalną granicę pomiędzy Urugwajem a sąsiednią Argentyną.

Udało się stworzyć sztuczny Urugwaj?

Jak najbardziej. Film został pokazany też Urugwajczykom. Pojechałem na premierę i byłem wręcz ubawiony tym, jak bardzo ten mój filmowy Urugwaj przypominał oryginał. Podobna architektura, Morze Śródziemne rzeczywiście z powodzeniem podszywało się pod rozległe ujście La Platy.

Scenerię filmu Persona non grata również Pan osadził w tym kraju. Dlaczego?

Tak jak poprzednio potrzebowałem odległego zakątka Ziemi przypominającego Europę, zarazem jednak nie odciągającego uwagi widza intensywnym folklorem. Tym razem mój związek z Urugwajem był jednak prawdziwy. Pojechaliśmy tam z ekipą filmową na dwa tygodnie.

Palmy, słońce, latynoamerykański gwar na ulicach – czy nie jest to wystarczająca egzotyka dla polskiego widza?
Z pozoru tak. Już jednak gdy mowa o ustroju ekonomicznym, Urugwaj ma wiele wspólnego z Europą. Ze względu na rozbudowany system bankowy nazywany jest też południowoamerykańską Szwajcarią. Etnicznych podobieństw także nie brakuje. Gdy turysta przechadza się ulicami stolicy Montevideo mało czym różni się od rdzennych mieszkańców. Kraj ten tworzą w większości potomkowie imigrantów z Europy, głównie Hiszpanii, Włoch i Francji. Dlatego wyglądem Urugwajczycy bardzo przypominają Europejczyków. Wiele podobieństw da się odnaleźć także w architekturze. Nie chodzi jedynie o nowoczesne centra handlowe, czy europejsko wyglądające kawiarnie i pizzerie, lecz także o budownictwo sięgające czasów kolonialnych.

Czy warto pokonywać tysiące kilometrów jedynie po to, by usiąść przy ulicy, od których roi się w samej Europie?
Jest pewna fundamentalna różnica. Urugwaj to trochę Europa, która już nie istnieje. Kojarzy mi się z Francją sprzed pół wieku, Paryżem przed prezydentem Charlesem de Gaullem. Na ulicach panuje nieco zmęczony uliczny splendor, podobny do tego z francuskich miast po przegranej z Niemcami. Niektórzy rozumieją to jak spokój. Dla mnie jest bardziej oznaką życia we wspomnieniach, tęsknotą za czymś lepszym.
Trafiłem do Urugwaju, gdy kraj znajdował się na skraju załamania gospodarczego. Wszyscy wyprzedawali XIX­-wieczne bibeloty. Dlatego dla mnie swoistym symbolem tej nostalgii są słynne urugwajskie targi staroci. Można tam kupić niesamowite fortepiany. Wywożone są kontenerami z powrotem do Europy, skąd przyjechały do Urugwaju wiek wcześniej.
Według wielu obserwatorów to „lepsze” już się w Urugwaju wydarzyło. Magazyn „The Economist” w 2013 roku uznał ten kraj za najlepszy w świecie. Nazywany jest „hipisowskim rajem”. Dozwolona jest aborcja, małżeństwa homoseksualne, a niedawno zalegalizowano produkcję i konsumpcję marihuany. O te możliwości od lat walczą niektórzy Europejczycy. Ogólnoświatowe zainteresowanie budzi też osoba prezydenta José Mujica, który mieszka wraz z żoną na farmie chryzantem pod Montevideo.
Osobowość prezydenta nie jest jednak tak jednoznaczna, jak się wydaje przy pierwszym spojrzeniu. José Mujica kilkanaście lat spędził w więzieniu za udział w lewicowej partyzantce miejskiej Tupamaros. Nie stroniła ona od rozwiązań siłowych, takich jak napady na banki czy porwania. Obecny prezydent również brał udział w tych akcjach. Wątpię, że można to nazwać jednoznacznie chwalebną historią w życiorysie.
Podobnie trudno bezkrytycznie zachwycać się obyczajowymi przejawami ruchu lewicowego. Nie mają one tak naprawdę większego znaczenia. Dotyczą ograniczonej liczby ludzi. Według mnie, urugwajska lewicowość ma głównie fasadowy charakter. Tak jak w pozostałych krajach Ameryki Łacińskiej, tak i w Urugwaju panuje wysoki poziom demagogii politycznej. Mechanizmy władzy znajdują się natomiast gdzie indziej. Krajem rządzą wielkie ryby biznesu. Dlatego o socjalizmie w wydaniu latynoamerykańskim trudno mówić poważnie.

Czy – mimo wszystko ­– tego ducha wolności obyczajowej nie daje się jakoś doświadczyć na ulicach, w relacjach międzyludzkich?
Częściej widziałem tam właściwą dla Latynosów drapieżność i dzikość. Wiem, że przeczy to stereotypowym obrazkom opisanym w przewodnikach turystycznych. Poziom akceptacji przemocy w Urugwaju – jak i pozostałych częściach Ameryki Południowej – jest zdecydowanie wyższy niż w europejskich społeczeństwach.

Jak się ta drapieżność przejawia?
Odczujemy ją choćby zasiadając do stolika w restauracji. Agresywność i ostrość możemy poczuć pijąc urugwajskie winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Narodowy szczep – tannatJest francuską odmianą czerwonych winogron uprawianych gł... (...) – jest ciężki i zarazem drapieżny. Wina te są bardzo interesujące i szlachetne. Ich jakość – na moje laickie podniebienie –  jest godna najwyższej uwagi. Idealnie komponują się ze smakiem tamtejszych potraw. Urugwajska kuchnia jest dosyć ciężka. Wszystko przez ogrom wołowiny, którą w gigantycznych ilościach pochłaniają Urugwajczycy. Podczas mojego pobytu zdążyłem przyzwyczaić się do tego, że mięso podaje się zarówno na śniadanie, na obiad, jak i deser.

Ta urugwajska drapieżność nie wydaje się specjalnie odpychająca…
Z pewnością nie dla mnie. Wręcz przeciwnie: składa się na niejednoznaczność tego kraju. Wspominam Urugwaj z wielką sympatią.

Krzysztof Zanussi
jeden z najwybitniejszych reżyserów polskiego kina, scenarzysta, producent filmowy i pedagog.