Ezoteryczne podstawy biodynamiki

Czy winiarze biodynamicy znają dzieła Rudolfa Steinera? Czy przestrzegając w praktyce zasad formułowanych pieczołowicie przez austriackiego gnostyka, zadają sobie trud zrozumienia ezoterycznego światopoglądu, który legł u ich podstaw?

Zadaję sobie te pytania, ilekroć dane jest mi sięgnąć po winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z biodynamicznej wytwórni. Nie mam natury podejrzliwej, nie sądzę, by winamakerzy zadawali sobie trud spełniania wymagań stawianych przez Demeter wyłącznie z przekonania, że w ten sposób zaciekawią klienta, wpiszą się w dość energiczny dziś nurt winiarstwa ekologicznego – krótko mówiąc: usprawnią marketing własnego produktu. Wierzę, choć może zbyt naiwnie, że praktykują biodynamikę w pełni świadomie, że za codziennymi zabiegami wpisanymi w rytm astralny stoi ich głębokie przekonanie o słuszności teorii biodynamicznej wyrastającej z szerokiego projektu XIX-wiecznej antropozofii. I to mnie dopiero przyprawia o prawdziwe dreszcze…

Narodziny biodynamiki
Fot. Wikimedia CommonsBy wyjaśnić, dlaczego myśl, że ponad sześciuset producentów wina na świecie (wśród nich wiele absolutnych gwiazd!) wierzy w teoretyczne założenia biodynamiki, budzi we mnie pewien rodzaj lęku, musimy – siłą rzeczy dość pobieżnie – prześledzić źródła, z których wyrasta myślenie Rudolfa Steinera – twórcy biodynamiki.
Jest rok 1924. W Kobierzycach niedaleko Wrocławia, które wciąż jeszcze nazywają się Koberwitz i należą do Republiki Weimarskiej, gości Rudolf Steiner – austriacki okultysta i badacz zjawisk astralnych. Na zaproszenie hrabiego Carla Keyserlingka wygłosi tu wykład dla miejscowych rolników pod tytułem „Podstawy wiedzy duchowej dla powodzenia w rolnictwie”. Wyłoży w nim główne zasady rolnictwa biodynamicznego. Na ziemiach należących do kobierzyckiego dworu powstanie wkrótce pierwsze eksperymentalne gospodarstwo biodynamiczne.
Biorąc rzecz chronologicznie, idea biodynamiki była ostatnim wielkim projektem, jaki Steiner zdążył zasygnalizować przed śmiercią w 1925 roku. Wdrożyć go mieli jego najbliżsi uczniowie i zwolennicy. Pomysł uprawy ziemi zgodnie z rytmem natury i wyższym porządkiem kosmicznym w czasach postępującej agrochemizacji bardzo szybko zyskał zwolenników nie tylko w samej Rzeszy.

Antropozofia w praktyce

Był to jednak tylko jeden z wielkich projektów zrodzonych w niespokojnym umyśle austriackiego filozofa.
O wiele wcześniej, bo pod koniec pierwszej wojny światowej, zbudował Steiner oryginalny program tzw. trójpodziału społecznego, zakładający trzy w dużej mierze autonomiczne ośrodki zarządzania: odrębny podsystem zarządzający kulturą i nauką, drugi odpowiedzialny za prawo i trzeci kierujący gospodarką (bez jednej centralnej władzy narzucającej polityczne rozwiązania w każdym z tych trzech wymiarów).
Fot. ArchiwumKilka lat wcześniej Steiner opracował zasady eurytmii, czyli sztuki poruszania się (tańca) zgodnym z naturalnym rytmem mowy i muzyki, dzięki któremu – zdaniem filozofa – człowiek zdolny jest wpisać się w „ponadzmysłową rzeczywistość”. Eurytmia stała się – i jest do dzisiaj – jedną z metod pedagogicznych w tak zwanych szkołach waldorfskich. To kolejny wielki projekt Steinera, którym zajmował się intensywnie w latach powojennych. Pierwszą placówką, w której zastosowano nową, opartą o antropozoficzną wizję świata pedagogikę, była szkoła przyzakładowa w fabryce tytoniowej Waldorf-Astoria.
Mniej więcej w tym samym czasie Steiner wprowadza także antropozofię do medycyny i farmacji. Niedługo potem powstają pierwsze kliniki antropozoficzne specjalizujące się głównie w psychiatrii i onkologii. Idee Steinera wędrują w świat: powstaje m.in. ruch Camphill Movement organizujący ośrodki dla dzieci specjalnej troski, w których stosowana jest pedagogika lecznicza oparta na założeniach antropozofii.
Stworzona przez Steinera nauka czy – precyzyjniej rzecz biorąc – ezoteryczny światopogląd wywrze także wpływ na architekturę (tu modelowym dziełem będzie wybudowane pod Bazyleą Goetheanum – siedziba Towarzystwa Antropozoficznego), rzeźbę i malarstwo pierwszej połowy XX wieku. Powstanie w Niemczech także bank antropozoficzny (!) z aktualnym kapitałem 550 milionów euro. W 1922 roku Steiner powoła także wraz z pastorem Friedrichem Rittelmeyerem niewielki… kościół, do dziś marginalnie istniejący i znany pod nazwą Christengemeinschaft, czyli Wspólnota Chrystusowa.
Wszystkie te projekty (jak widać wciąż cieszące się pewnym zainteresowaniem w świecie) wyrosły z jednego wspólnego korzenia: gnostyckiej wizji świata i miejsca, jakie w nim zajmuje człowiek, dla której Steiner zaadoptował nazwę „antropozofia”. By zatem zrozumieć siłę oddziaływania zarówno biodynamiki, jak i innych Steinerowskich praktyk, warto spojrzeć, co legło u ich podstawy.

Antropozofia w teorii
Antropozofia to termin przejęty z dzieł XVII-wiecznego alchemika Heinricha Corneliusa Agryppy von Nettensheim, którego uznaje się za pierwowzór Goetheańskiego Fausta. Sam Steiner definiuje go w następujący sposób: „Przez antropozofię rozumiem naukowe badanie świata duchowego, które przekracza jednostronność zarówno czystego przyrodoznawstwa, jak i zwykłej mistyki, i które – zanim podejmie próbę wniknięcia w świat ponadzmysłowy – w poznającej duszy rozwija najpierw nieznane jeszcze zwykłej świadomości i zwykłej nauce siły, jakie wniknięcie takie umożliwiają”.
Fot. shutterstock.com / yoshi0511Jest więc antropozofia światopoglądem filozoficznym opartym na gnozie (czyli przekonaniu, że człowiek zdolny jest zbliżyć się do Bóstwa dzięki medytacji i studiom), którego założeniem jest praca nad nowym człowiekiem (Człowiekiem Kosmicznym), który ma dopiero nadejść i zastąpić człowieka w takiej postaci, w jakiej opisuje go biologia i chemia. Medytacja prowadzi człowieka do bezpośredniego kontaktu z Bogiem, otwarcia na świat „ponadzmysłowy”, którego pozbawiają go zbyt ciasne ramy nauki i techniki. Steiner odwołuje się przy tym chętnie do nadzwyczaj popularnych w początkach XX wieku okultyzmu i spirytualizmu – sam zresztą przyznawał się do kontaktów ze zmarłymi, szczególnie w okresie dziecięcym. Antropozofia odwołuje się także do astrologii (nie mylić z astronomią), a więc sztuki przepowiadania przyszłości z układu ciał niebieskich i łączenia zjawisk planetarnych z czterema ziemskimi żywiołami (a w przypadku biodynamiki z czterema elementami winorośli: korzeniem, liśćmi i łodygą, kwiatem i owocem). Proponuje także nieco ograniczoną, europejską, sięgającą starożytnej Grecji, interpretację reinkarnacji (dusze po śmierci wcielają się w kolejne ciała, ale tylko ludzkie). Steiner wyznawał także wiarę w istnienie dwóch Jezusów (jeden miał być reinkarnacją Kriszny, drugi Zaratustry) złączonych w jedno w dwunastym roku życia i ponownie złączonych z ziemią podczas śmierci na krzyżu.
Innych ważnych źródeł antropozofii upatrywać należy w poglądach przyrodoznawczych Goethego (Steiner w latach studenckich uczestniczył w pracach nad wydaniem dzieł zebranych poety i filozofa) oraz filozofów niemieckiego idealizmu (studiował Hegla, Schillera, zaś pracę doktorską poświęcił filozofii Fichtego). Nie bez znaczenia jest także młodzieńcza fascynacja postacią Feliksa Koguzkiego, zielarza i znachora z podwiedeńskiej wioski Trumau, o którym Steiner wspomina w swojej autobiografii. To on miał go poznać z „Nienazwanym” – tajemniczą postacią z kręgu różokrzyżowców, która miała wprowadzić młodego Steinera w świat okultyzmu.

Spuścizna Steinera
Steiner pozostawił po sobie imponujący dorobek piśmienniczy: kilkadziesiąt książek i rozpraw, wydawanych konsekwentnie, niemal rok po roku (w 1904 wydał ich cztery) oraz około sześciu tysięcy odczytów, które wygłaszał w całej Europie, od Helsinek po Palermo. Przez dziesięć lat był członkiem Towarzystwa Teozoficznego, z którego wystąpił na znak protestu przeciw uznaniu Jiddi Krisznamurtiego drugim wcieleniem Chrystusa przez Annie Besant, ówczesną przewodniczącą ruchu. Również przez dziesięć lat należał do loży masońskiej w rycie Memphis–Misraim. Wydawał dwa własne pisma – „Gnosis” oraz „Lucifer-Gnosis”), stworzył także własne wydawnictwo.
Ze wszystkich życiowych programów austriackiego filozofa rolnictwo biodynamiczne okazuje się dziś najtrwalszym dziełem. Szkoły waldorfskie funkcjonują na marginesie pedagogiki, podobnie jak lecznictwo antropozoficzne, nie wspominając o wpływie na politykę czy budownictwo. Idealistyczna filozofia romantyczna trafiła na półki historyków filozofii, zajmując stosowne miejsce obok dziedzictwa antyku i średniowiecza. Świat Rudolfa Steinera powinien już należeć do zamierzchłej przeszłości.
Jakim cudem zatem rozwija się winiarstwo biodynamiczne? Czy mieszając z wodą swoje preparaty biodynamiczni winiarze autentycznie wierzą, że dzięki chaotycznym wirom wprowadzają do cieczy dobroczynne siły kosmiczne, które następnie przekazują roślinom? A jeśli naprawdę głęboko w to nie wierzą, po co to robią? A może wierzą niezbyt mocno, nie zgłębiają teorii – praktykują jedynie coś, co w ich przekonaniu daje lepsze, zdrowsze, bliższe natury wina? Nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać biodynamika, który by nie zapewniał mnie o swoim głębokim szacunku dla idei biodynamicznych, antropozofii i kalendarza astralnego. Ale też trudno się spodziewać, by winiarz z certyfikatem Demeter mógł dziennikarzowi powiedzieć coś innego.
Z drugiej strony badania ankietowe podają, że 60 procent Amerykanów (a 30 procent Polaków) wierzy w reinkarnację, zaś gabinety wróżek w naszym kraju odwiedzają rocznie więcej niż trzy miliony klientów. Cóż więc dziwnego w tym, że gusła trafiają także pod strzechy winogrodników? Dopóki jednak wina biodynamiczne smakują nam nie gorzej od tradycyjnych, a zdrowy rozsądek podpowiada, że przynajmniej teoretycznie powinny być nieco zdrowsze, winnice zaś mniej przesycone syntetyczną chemią, niechaj ruch biodynamiczny kwitnie. Nic nam do tego.

Korzystałem m.in. z Szymon Chrząstowski, Rudolf Steiner – życie twórcy antropozofii, GNOSIS