Gdy robi się zimno

 

… nie myśli się o winie

 

Lub też nie myśli się o nim wprost. Bo gdy za oknem śnieg, zawierucha, mgła, smog i wilgoć, od której trzeba wykręcać paltocik, jesionkę czy inną zimówkę – to w skulonej między ramionami głowie tylko jedno: grzaniec.

I nie ma co się oszukiwać, że marzymy o zmrożonych kieliszkach z szampanem, cavą, rieslingiem czy innym sauvignon blancjedna z najbardziej rozpowszechnionych na świecie białych ... (...). Również nie obrazy podawanych w pokojowej temperaturze 16-18 stopni win czerwonych zaprzątają nasze skostniale myśli. A tęsknota do grzańca rośnie wprost proporcjonalnie do czasu, który przyszło nam spędzić wystawionym na kaprysy zimowej pogody.

I jeszcze do tego natrętne obrazy bożonarodzeniowe świdrują nasze mózgi domagając się zapachu piernika, bakalii, wanilii, pomarańczy, cynamonu, kompotu z suszu, miodu…
Rodzą się wizje nas pod choinką, otulonych kocem, z naczyniem czegoś aromatycznego i parującego w dłoniach.

Przyśpieszamy więc, na ile jest to w naszej mocy, gnamy do domu, po drodze szybko kupując jeśli nie wspomniany bożonarodzeniowo-grzańcowy niezbędnik, to chociaż przyprawę do piernika lub grzańca w wersji instant – i pędzimy szybciej, dalej wyciągając nogi – niczym koń czujący wodopój.
Myśl o winie nie budzi naszej troski żadnej, bo przecież w domu mamy pełno wina.

Wreszcie dobiegamy, przeskakujemy próg, zrzucamy odzienie, co zawiodło nas na zewnątrz – łapiemy pierwszą z brzegu butelkę – i olaboga – zastygamy jęci grozą.

Latami zbierane burgundy, wina z Bordeaux, Nowy Światpopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win..., wożony z narażeniem na nadbagaż, kwiat węgierskiej sztuki winiarskiej – wszystko cenne, wyjątkowe, czekające na te najważniejsze chwile w życiu – i co, teraz, tak po prostu dokonać na nich aktu transformacji?

Zastygamy jeszcze mocniej, kolebiąc się, rozdarci dylematem – co ważniejsze: paląca potrzeba chwili czy trzymana na najważniejszą okazję w życiu kolekcja?
Co byście zrobili?

A za naszymi plecami miga kusząco choinka… Opadają pierwsze płatki śniegu… Cichnie wyjąca dotąd wichura – robi się coraz bardziej sielsko. Tylko nasze wciąż skostniałe ręce z niedowierzaniem trzymają wyjątkowe winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), które chcemy złożyć na ołtarzu przemarznięcia na kość.
A zęby wystukują bynajmniej nie kolędowe staccato.
Pytam więc ponownie: co byście zrobili?

Chomikujemy dalej, czekając na właściwy moment – czy chwytamy chwilę – do burgunda dodajemy miód itd. nie zważając na to, że nazwą nas profanem?
Dla ułatwienia dodam, że właściwy moment często okazuje się czarną godziną

Wesołych więc Świąt wszystkim – i słusznych decyzji na Święta.