Gdzie miejscowa dusza gra

Z polskiej perspektywy majątki ziemskie w Urugwaju wydają się ogromne. W nich bije prawdziwe serce kraju. Z nich – można rzec – powstał ten kraj.

W lewo możesz śmiało jechać. Za około pięć kilometrów dotrzesz do rzeki Yi. Na niej kończy się nasza ziemia. Bardziej uważny musisz być, jak pogalopujesz w prawo. Granica naszej estancji jest tylko za 800 metrów – tłumaczył mi Raul Goi, właściciel estancji San Martín del Yi, gdy dopinałem popręg mojego siodła.

Dawniej – gdy produkcja rolna pełniła rolę koła zamachowego gospodarki – estancje stanowiły o sile ekonomicznej kraju i jego bogactwie. W czasie II wojny światowej Urugwaj, będący sprzymierzeńcem aliantów, wysyłał do Europy olbrzymie ilości puszkowanej wołowiny trafiającej do żołnierskich menażek na wielu frontach. Jeszcze po wojnie wszyscy w Anglii znali corned beef z urugwajskiego Bella Union. Potem znaczenie produkcji rolnej stopniowo malało, a wraz z tym przemijało bogactwo Urugwaju. Zaczął się okres zubożenia, a często i bankructw estancji.

Fot. S. de Luque SánchezNie da się poznać i zrozumieć Urugwaju bez spędzenia chociażby kilku dni na estancji, bez galopowania po bezkresnej pampie, wypicia lampki wina przy wieczornej parrilli (grillu), przysłuchiwania się rozmowom o codziennych sprawach zagrody. Ekonomiczna sytuacja wymusiła na właścicielach ziemskich otwarcie się na usługi turystyczne. Dziś wiele estancji prowadzi agroturystykę, a niektóre uczyniły z niej główne źródło dochodu.

Kiedyś było zupełnie inaczej. Estancja pełniła wiele funkcji – nie tylko wielkiej, nastawionej na dochód farmy, ale też odgrywała znaczącą rolę społeczną. Wokół niej tworzyła się cywilizacja kraju. Gdy pierwsi osadnicy hiszpańscy zakładali majątki, sprowadzali do pomocy wiele osób: zwykłych pracowników rolnych, pomoc domową, kucharki, opiekunki do dzieci. Ludzie zakładali rodziny, a wokół estancji powstawały szkoły, kaplice, place zabaw itp.

Ważną rolę odegrała też estancja przy tworzeniu etosu gaucha – postaci kluczowej w historii urugwajskiej państwowości. Gauchowie to wolni i niezależni ludzie, nieprzypisani do żadnego miejsca czy pana. Ich życiem było wędrowanie, zawsze w siodle wiernego konia i imanie się dorywczych zajęć. Estancje dawały im azyl. Znajdowali w nich zatrudnienie, czasami pomoc lekarską, wikt i opierunek za pomoc przy hodowli bydła. To oni stanęli potem u boku Artigasa, twórcy urugwajskiej państwowości i wraz z nim wywalczyli sobie i innym wolność od korony hiszpańskiej.

W pewien sposób estancje przypominają polskie dwory, szczególnie te odległe, kresowe. oddalone od ośrodków miejskich, będące same w sobie epicentrum wszechświata, tworzące lokalną kulturę i cywilizację. Nawet urugwajska pampa przypomina trochę ukraińskie stepy.

Estancje są częścią romantycznej, europejskiej i południowoamerykańskiej tradycji. Dziś trochę nie pasują do współczesnego, globalnego świata. Daleko im do powszechnego „wyścigu szczurów”. Pozostają sobą. Są dostojne, choć często fizycznie lekko zmurszałe. Wciąż jednak dumne i nieprzemijające. Dlatego warto spędzić w nich choćby kilka dni swojego życia.