Gdzie wschód spotyka zachód

Obecnie Armenia to niewielki, górzysty, śródlądowy kraj, leżący na styku zachodniej Azji i wschodniej Europy. Obszar, gdzie na przestrzeni wieków dochodziło do spotkań wielkich kultur, od zarania dziejów stanowiący przysłowiowe „jabłko niezgody” między mocarnymi sąsiadami.

Położenie geograficzne Armenii – pierwszego kraju na świecie, który w 301 roku przyjął chrześcijaństwo jako religię narodową – zakrawa na prawdziwy chichot losu. Za sąsiadów dziś ma Turcję, Iran, Azerbejdżan i Gruzję.

Ta patowa sytuacja odcisnęła wyraźne piętno na historii, geografii i polityce Armenii, której nie oszczędzono cierpienia. Mimo to, chociaż poważnie okrojona zarówno pod względem terytorialnym, jak i demograficznym, przetrwała, zachowując silną narodową tożsamość i wyjątkową kulturę. Być może w ramach zadośćuczynienia za tragiczny los, jej udziałem stało się niebywałe, spotykane niemal na każdym kroku, piękno. Tym bardziej dla przyjezdnych zaskakujące, że niespodziewane. Atuty Armenii są bowiem w dość umiarkowanym stopniu rozreklamowane we współczesnym świecie.

Skarby w górach

Fot. Dorota RomanowskaChociaż terytorium dzisiejszej Armenii nie rozciąga się już od morza do morza i obecnie liczy niespełna 30 tysięcy km2, liczba nagromadzonych tu zabytków przyprawia o zawrót głowy. Chrześcijaństwo bardzo konkretnie ukształtowało ormiańską kulturę, czego wyrazem jest zjawiskowy krajobraz kraju po dziś obficie naznaczony związanymi z religią pozostałościami. Nawet najodleglejsze górskie zakątki usiane są chaczkarami (kamiennymi, bogato zdobionymi płytami wotywnymi z wizerunkiem krzyża, upamiętniającymi ważne wydarzenia), a wiekowe klasztory zarówno pod względem architektonicznym, jak i spektakularnego położenia wśród surowych gór nie mają sobie równych. To właśnie one przyciągają do Armenii najwięcej turystów. W ciągu wieków w tych odciętych od świata przybytkach powstawały najwspanialsze przykłady średniowiecznych manuskryptów, z których część przetrwała do naszych czasów. Można je oglądać w muzeum Matenadaran w Erywaniu – gromadzącym najbogatsze tego typu zbiory na świecie. Nawet jeśli bardzo ktoś nie lubi muzeów, odwiedzając stolicę Armenii, nie powinien Matenadaranu zignorować, gdyż jego zbiory stanowią unikat w skali światowej, a i przyjemność płynąca z oglądania prawdziwych cudów piśmiennictwa, nieustająco emanujących żywymi kolorami jest ogromna. Zresztą sama stolica również zachwyca niecodzienną urodą za sprawą majestatycznych budynków, w zdecydowanej większości wzniesionych z lokalnego kamienia o lekko różowawym odcieniu.

Bardzo długie tradycje

Oprócz statusu pierwszego chrześcijańskiego kraju na świecie Armenia, wespół z Gruzją, była pionierem również w dziedzinie produkcji winiarskiej. Na jej rozległych równinach, wzgórzach i w dolinach, podobnie jak na terenach obecnie należących do północnego sąsiada, znaleziono najstarsze ślady świadczące o związku człowieka z winoroślą, którego owocem było winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Dziś nikt już nie ma wątpliwości, że narodziło się ono na Kaukazie.
W epoce Związku Radzieckiego winiarstwo ormiańskie było u szczytu. Radziecki rynek wchłaniał zarówno wino, jak i destylaty. Już pod koniec XIX wieku Armenia zasłynęła jako producent doskonałej brandy i właściwie głównie z tym trunkiem jest kojarzona do dziś. Oprócz niego wielką popularnością cieszą się tutejsze destylaty owocowe – słynna wódka morwowa, morelówka czy wiśniówka. Wino powoli dobija się do drzwi, walcząc o powszechne uznanie. Taki stan rzeczy niespecjalnie dziwi, gdyż nawet w obszernych folderach reklamowych, zachwalających atrakcje Armenii, często nie ma nawet wzmianki o produkcji winiarskiej, natomiast zawsze natkniemy się na informację dotyczącą destylatów. A odwiedzając Armenię na pewno warto pytać o lokalne wina w restauracjach. Jeśli zobaczymy w karcie któreś z win Karas (występuje w wersji białej, czerwonej i reserva), Bagratuni (białe lub czerwone) czy Areni of Malishka z winiarni Maran, należy sięgać po nie obowiązkowo, aby przekonać się, co takiego dzieje się obecnie w ormiańskim winiarstwie. Dziś uprawia się w Armenii zarówno szczepy lokalne, takie jak areni, kangun, voskehat, saperawi czy rkaciteli, jak i międzynarodowe. Doskonałym przykładem międzynarodowego blendu jest wspomniany Karas powstały z malbeca, syraha, petit verdot, tannata i montepulcianowłoska odmiana czerwonych winogron uprawianych głównie w ... (...). Biorąc pod uwagę, że jego twórcą jest argentyński winemaker(ang.) twórca, kreator wina.Termin szeroko określający os... (...) Mariano Vignoni, a produkcję nadzoruje Michel Rolland, nie powinien dziwić jego kosmopolityczny charakter.

Nie tylko z winogron

Karas, chociaż rodem z Armenii, jest „obywatelem świata”, natomiast prawdziwie ormiańską duszę mają bardzo popularne w kraju wina z granatów – owocu podniesionego do rangi symbolu narodowego. W Armenii panuje doskonały klimat, sprzyjający ich dojrzewaniu, a w niewielu miejscach na świecie osiągają one dojrzałość umożliwiającą fermentację. Zarówno wersja półsłodka, jak i półwytrawna powstaje w stu procentach z wyciśniętego z granatów soku i obydwie zachowują charakterystyczny dla tych owoców smak, kwasowość i świeżość. Niektóre wina zaskakują strukturą, esencją i soczystością. Ponieważ są bardzo mocno związane z tradycją kraju, obok win z owoców Vitis vinifera(łac.) winorośl winorodna; nazwa botaniczna: Vitis vinifer... (...) mają je w swej ofercie najlepsi ormiańscy producenci, jak Maran czy Getnatoun. Półsłodkieokreślenie wina zawierającego sporą ilość cukru resztow... wina doskonale smakują solo lub w połączeniu z miękkimi serami, daniami kuchni hinduskiej lub z czekoladą. Wersja półwytrawna polecana jest do grillowanych mięs, kurczaka, makaronu i serów o mocnym smaku. Wina czy to z winogron, czy z granatów, to jednak nie wszystko. Armenia słynie również z doskonałej, wielce zróżnicowanej kuchni. Przepyszne sałatki, dolma (lokalna wersja naszych gołąbków, tyle że nadzienie owinięte jest w liście winogron), genialne marynowane mięsa grillowane z warzywami, fantastyczny pstrąg rodem z jeziora Sevan czy roztaczający zniewalający aromat świeżo pieczony w podziemnym glinianym piecu lavash to smakołyki, których nie sposób zapomnieć. I jak tu nie kochać Armenii?