Gra w „dziada”?

Jeśli prawnicy mają problem z oceną faktów, zwłaszcza jeśli tych nie staje, to co powiedzieć o winomanach?

Ocena w sądzie powinna być oparta na materiałach śledczych, ocena winiarska z założenia operuje wrażeniami, na które wpływ ma wiele czynników. Od perfum koleżanki przy sąsiednim stoliku, po stopień wyspania się w danym dniu i pory dnia degustacji. Czy zatem taka ocena może być obiektywna?

I tak, i nie. Nie zarzucam stronniczości sędziom winiarskim. To wypadki nader skrajne i rzadkie. Rzecz jednak w tym, czy taka ocena może być faktycznie idealna, zawsze bezstronna, pewna i niepodważalna. Tu odpowiedź jest znacznie bardziej skomplikowana. Raz jesteśmy w białej sali o dziesiątej rano, innym razem krążymy cały dzień od winnicy do winnicy, degustując niezwykłe liczby win lub posuwamy się od stolika do stolika podczas imprezy targowej.

Osobiście najbardziej polegam na wnioskach tzw. paneli, czyli grupy osób, która degustując „w ciemno”, uśrednia swoje wyniki. Taki sposób wydaje mi się najbardziej obiektywny, bilansując wszystkie oceny subiektywne. Ale czy na pewno?

Życie często weryfikuje bardzo szybko oceny fachowców. Na wielu degustacjach „w ciemno”, w których brali udział także producenci, widziałem jak ci ostatni wpadali w zasadzki prostych pułapek. Ktoś na przykład bardzo dokładnie i publicznie opisywał błędy pewnej próbki, po czym omal nie padł na wznak, kiedy okazało się na końcu, że to jego własne winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), które wcześniej bardzo chwalił i polecał.

Jeden z wielkich, wpływowych magazynów trzy miesiące temu przyznał 90 punktów prostemu australijskiemu chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...), kosztującemu na półce w USA dziewięć dolarów. W następnym wydaniu, okrzyczane i szeroko opisywane Napa Cabernet Sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...), hit ostatnich lat, wyceniane na co najmniej 600 dolarów za butelkę, to samo jury oceniło na… 88 punktów.

W jednej z najciekawszych i najbardziej fascynujących książek winiarskich ostatnich lat –  Wine Wars, Mike Veseth opisuje podobne zdarzenie. Carlo Rossi otrzymało w ocenie sędziów „Wine Spectatora” 84 punkty. To nierocznikowe Cabernet Sauvignon Reserve jest sprzedawane za oceanem po 13 dolarów za… 5-litrowy karton bag-in-box, co daje 1,97 dolara (6 zł) za flaszkę. Ta liczba punktów oznacza w tym magazynie tyle co „dobre”. Kilkoro „kolegów” tego wina, od „nieco jeno droższych” do „dwukrotnie droższych”, ale też z kartonów, wylądowało na pozycjach między 88–89 punktów! Czyli miejscach zarezerwowanych już nawet nie dla win klasy średniej, ale tych z półki wyższej i najwyższej.

Zdać by się mogło, że to oczywiste wpadki oceniających, że nie potrafią odróżnić prawdziwego wina od supermarketowej masówki (o co zresztą wielu ich podejrzewa). Że całe to gadanie o winie powinno się wyrzucić do kosza, a sędziowie i dziennikarze winni sobie poszukać jakiegoś pożytecznego zajęcia.

Nie szedłbym tak daleko w ocenach. Przy dzisiejszych osiągnięciach technologicznych, w niektórych rejonach świata, szczególnie Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win..., trzeba – co powtarzam od dawna – bardzo chcieć, by zrobić złe wino. Paradoksalnie, coraz więcej pułapek czyha właśnie na wina produkowane tradycyjnymi metodami, często w ramach bardzo precyzyjnie dookreślonych apelacji. Znacznie mniej zaś, kiedy wszystko jest pod kontrolą komputerów i doświadczonych ludzi, decydujących o wielkich masach wina. I chyba tak powinno być. Bo ktoś, kto tworzy masówkę – co oczywiste – dostaje mniej pieniędzy za swój produkt. Ten zaś, co robi je, ryzykując z rocznika na rocznik, dostaje wielokrotnie więcej, ale pod warunkiem że mu się uda…

Chyba z dziesięć lat temu wizytowałem na antypodach pewien międzynarodowy i bardzo dobrze u nas znany koncern. W sali degustacyjnej niemal pastwiłem się nad winami, które dano mi do degustacji. Przy ostatniej próbce straciłem humor. Doskonale wiedziałem, gdzie jestem, co oceniam, jakie wina powstają w tym miejscu, i że ostatecznie lądują na dolnych półkach dużych sklepów na całym świecie. Tymczasem podano mi ich topowe wino, może za kilka-kilkanaście dolarów. Zdawałem sobie sprawę, że nie wolno mi przekroczyć granicy 86–87 punktów, bo świat moich wartości winiarskich legnie w gruzach. Postawiłem… 95. Było tego warte, mimo iż wiedziałem, że stoją za nim największe technologiczne osiągnięcia  ostatnich lat. Do dziś uważam, że postąpiłem dobrze… Mój świat wrócił na miejsce.