Granitowa Wieża Babilonu

tekst ukazał się w „CW” nr 95, październik – listopad 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

fot. IanMairPhoto / shutterstock
fot. IanMairPhoto / shutterstock

Tej wiosny pola Swartlandu zachwycają zielenią. Zima była tak wyjątkowo deszczowa i chłodna, że wciąż można dostrzec resztki śniegu na najwyższych szczytach Przylądka. Aż trudno sobie wyobrazić, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy zieleń winnic przemieni się w złoto, a rozmokłe teraz drogi wysuszy na pieprz nasze zwyczajne upalne lato, niemal pozbawione opadów. Pokonując dolinę w stronę góry Paardeberg, muszę co rusz uważnie omijać wielkie, wciąż wypełnione wodą dziury – efekt ostatnich potężnych ulew.

Babylon’s Peak i Goedverwacht – Afryka, jakiej musisz spróbować.

Swartland stał się w ostatnich latach prawdziwym zagłębiem niezepsutych jeszcze, bardzo niezależnych producentów świetnych jakościowo win – wszyscy niemal usadowili się tuż za doliną, przytulając do Paardebergu: The Sadie Family, Adi Badenhorst, Mullineaux. Można tu spotkać wszystkie wielkie osobowości związane z Rewolucją Swartlandzką (pisaliśmy o niej w „CW” 91 – przyp. red.).

Goedverwacht Estate. Tu się nosa nie zadziera

Odwiedziny w Goedverwacht Estate, usytuowanym w ciepłym dystrykcie Robertson, nad brzegiem Breede River, to prawdziwa wizyta w rodzinnym domu. Ktoś z rodziny zawsze wyjdzie ci na spotkanie, kiedy wybierzesz się do firmowego centrum degustacyjnego.

Posiadłość jest własnością rodziny du Toit od lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to Gabriël Hendrik du Toit postanowił odkupić farmę i spełnić swoje marzenie o prowadzeniu winiarni. Z czasem farma wchłonęła niemal wszystkie okoliczne parcele sąsiadów i dziś Goedverwacht jest w posiadaniu 280 hektarów, z których 180 obsadzono winoroślą. Farmą zawiaduje Gawie du Toit, przedstawiciel czwartego pokolenia.

Goedverwacht koncentruje się na odmianach bordoskich, które w ciepłym klimacie i na gliniasto-kamiennych wzgórzach zmieniają się w wyraziście owocowe wina. Mają one – zgodnie z filozofią rodziny – smakować każdemu: pijalność i przystępność jest tu na pierwszym miejscu. Nie nadużywa się tu dębu – wina mają być radosne i łatwe w odbiorze. „Nie ma nic skomplikowanego w cieszeniu się życiem” – mówi mi Marian du Toit, matka Gawina. „W naszej rodzinie wszystko zawsze było proste i radosne”.

Ida Kymmer / tłum. MB

Droga wiodąca doliną kończy się na wysokości 700 metrów n.p.m. zaraz obok stożkowatego granitowego szczytu znanego jako Babylonstoren, co w języku afrikaans oznacza Wieżę Babilonu. Opodal wspomnianej góry znajdziemy jedną z najstarszych farm w okolicy, o zupełnie oczywistej nazwie: Babylon’s Peak.

Stephan Basson reprezentuje czwarte pokolenie winorgodników w Babylon’s Peak. Dorastał na farmie, która w owym czasie wytwarzała winogrona sprzedawane następnie miejscowej kooperatywie. Codzienne obcowanie z całym procesem produkcyjnym odpowiednio ukształtowało chłopaka. „Odkąd pamiętam, marzyłem, żeby robić własne wino” – opowiada mi ze swoim lekkim afrykanerskim akcentem.

Po ukończeniu studiów w Stellenboschmiasto w południowo-zachodniej części Kraju Przylądkoweg... (...) Stephan rozpoczął pracę na farmie dziś znanej jako Spice Route, ale nie miał najmniejszych wątpliwości, że wkrótce będzie musiał wrócić do rodzinnej firmy. Zaledwie trzy lata po studiach zrobił wreszcie swoje własne winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) na farmie u podnóża Paardebergu. W tamtym czasie była to jedna z dwóch zaledwie winiarni zlokalizowanych w tej okolicy – drugą było Lammershoek. Z początku było skromnie, bo właściwie bez budżetu: docelowo 10–15 beczek wina, które fermentowało w tanku na mleko, bo nie było za co kupić nowoczesnego sprzętu. Mimo to wino okazało się naprawdę dobre, ponieważ – co szybko Stephan zrozumiał – kluczową sprawą była praca wykonana w winnicy, nie w winiarni. Ów niewielki zbiornik na mleko, od którego wszystko się zaczęło, ma już piętnaście lat, zaś Babylon’s Peak – 380 hektarów obsadzonych winoroślą. Stephan, jego żona Inalize i troje dzieci – Annabel, Christiaan i Mattys – żyją i pracują na rodzinnej farmie.

Granitowa góra wraz z otaczającymi ją parcelami – na których przeważają zwietrzałe formacje granitowe – w połączeniu z tropikalnym wręcz klimatem śródziemnomorskim nie dały Stephanowi wielkiego wyboru: musiał zdecydować się na odmiany rodańskie. Winorośle czerwone posadził głównie na północno-zachodnich zboczach, na wschodnich zaś białe.

Granitowa gleba nadaje białym winom elegancji, mineralności, aromatów marakui i gruszki. Stephan wierzy, że jako winemaker(ang.) twórca, kreator wina.Termin szeroko określający os... (...) powinien jak najmniej wtrącać się w proces powstawania wina, to zaś, zamknięte w butelce, powinno być łatwe i przyjazne dla konsumenta. „Wino to jedna z tych rzeczy, które zbliżają ludzi do siebie” – powiada. I rzeczywiście: wina Stephana wyróżniają się wśród produkowanych w okolicy. Są bardziej przystępne, albo – jak kto woli – bardziej pijalne. Jest w nich o wiele więcej owocowości niż w przeciętym swartlandzkim produkcie.

Na krawędzi świata – zestaw win z RPA.

Kiedy w Swartlandzie pojawił się Eben Sadie, a po nim Abi Badenhorst i pozostali założyciele ruchu Swartland Independent (Niezależni Swartlandu), Stephan z początku trzymał się na uboczu, choć od niego między innymi „rewolucjoniści” kupowali owoce. „Ja tu w końcu dorastałem i od dziecka czułem się niezależny” – podkreśla. Ale minęły lata, grupa okazała się trwała, ściśle ze sobą współpracująca – do dziś co dwa tygodnie spotykają się, by dzielić doświadczeniami, konsekwentnie trwają przy odmianach rodańskich, często też wspólnie wystawiają się na targach winiarskich. „To dla mnie zaszczyt – mówi Stephan – pracować z ludźmi, z którymi dzielę tę samą pasję”.

Stephan ma jednak coś, o czym jego sąsiedzi mogą tylko pomarzyć: historię. W przyszłym roku farma obchodzić będzie swoje stulecie. Przez lata śledził jej dzieje w rozmaitych publikacjach, znajdując np. informację o tym, że pierwotnie w rodzinnych winnicach stosowano spontaniczną mieszaną uprawę białych i czerwonych odmian, których używano do produkcji win wytrawnych w ilościach 100 ton, co sto lat temu było sporą rzadkością. Znalazł także ślady po włoskich więźniach ukrywających się na farmie podczas II wojny światowej, którzy nie tylko żyli i pracowali zgodnie z dziadkiem Stephana, ale w dużym stopniu przyczynili się do rozwoju farmy – odkryli na przykład żyłę wodną przebiegającą pod farmą. Dziś zasila ona dwa zbiorniki należące do Babylon’s Peak.

Tłum. M. Bardel

Nagle zrobiło się kawowo. Diemersfontein Estate

To wino nigdy nie miało pachnieć kawą. Profesor uniwersytetu w Stellenbosch Abraham Izak Perold stworzył w 1925 roku pinotagepołudniowoafrykańska odmiana czerwonych winogron, krzyżó... (...), bo zależało mu na odmianie, którą w południowoafrykańskim klimacie cechowałaby nie tylko wysoka wydajność, ale i nienajgorsza jakość. Początkowo ta nowa, prawdziwie afrykańska krzyżówka rosła w ogródku za domem profesora. Dopiero w 1940 roku wytworzono z niej wino: okazało się ciemniejsze niż można było się spodziewać po potomku pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...) i cinsault, po lekkim podstarzeniu ładnie owocowe, miękkie na podniebieniu, o dość silnej strukturze.

Trzeba było teraz tylko wymyślić, w jakim kierunku popchnąć tę odmianę. W 1991 roku powstało The Pinotage Association – jego misją było zbadać i zrozumieć charakterystykę i tożsamość pinotage oraz wypromować go w szerokim świecie.

Ale dopiero w 2001 roku pojawił się nagły zwrot w historii pinotage. Bertus Fourie z winiarni Diemersfontein przefermentował swój pinotage w stalowym tanku, do którego wrzucił klepki pewnego specyficznego rodzaju wypalonej dębiny. Sam nie mógł uwierzyć w to, co się stało: otrzymał wino pachnące mokką! Oczywiście aromat kawy zdarza się od czasu do czasu w czerwonych beczkowych winach, ale tu intensywność tej nuty była uderzająca.

Wino szybko stało się bajecznie popularne, choć kłócono się o nie zażarcie. The Pinotage Association miało twardy orzech do zgryzienia, ale zdecydowali konsumenci i wielu producentów poszło w ślady winemakera, który szybko stał się znany jako Bertus „Starbucks” Fourie.

Ida Kymmer / tłum. MB