Jak to się zwyczajnie do dobrego złe mięsza

Każda aktywność gospodarcza ma swoich oficjeli. Ich nadzór i kontakt z podmiotami bywa niekiedy komiczny.

Winiarstwo jest tu w czołówce, bo to – w dużej mierze – działalność artystyczna, nacechowana indywidualizmem. Kontrola nad takimi twórcami przez władze centralne – oprócz konfliktów – musi rodzić sytuacje kuriozalne.

Choć na burzę zbierało się długo, Friulanie łudzili się, że deszcz nie spadnie. Ale spadł, w konsekwencji czego zakazano im używania określenia „tocai” na etykietach. Niektórzy więc zaczęli pisać tę nazwę wspak, inni używać określenia „sauvignon vert”, następni – „friulano” itd. Jednak region Friuli to potęga, nikt natomiast nie zwrócił uwagi na mieszkańców okolic San Martino della Battaglia nad Gardą i ich kieszonkową apelację, którzy też robili wina z odmiany tocai. Nie mogą używać dość rozpowszechnionej już nazwy „friulano”, bo we Friuli nie są. „Sauvignon vert” im nie pasuje, bo i tak większość konsumentów doczytuje tylko pierwszy człon nazwy, a akurat ta odmiana jest dość specyficzna. Robią więc dalej swoje odmianowe san martiny… bez podawania nazwy szczepu na etykiecie. I wszyscy wiedzą, o co chodzi.

Andreas Gruber kieruje jedną z najszacowniejszych austriackich winiarni – Graf Hardegg z okręgu Weinviertel. Znana jest ona z wielu ciekawych rzeczy, ale bodaj najbardziej z tego, że wyrabia wina ze szczepu viognier. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie położenie geograficzne, bo to jednak szczep kojarzony z cieplejszymi obszarami. Andreasowi to nie przeszkadza. Ale władzom winiarskim już tak. Viognier jest im kulą u nogi i solą w oku – niemiejscowa odmiana, która burzy oblicze okręgu. A w dodatku może „zarazić” inne wytwórnie.
Teoretycznie władze nie mogą uczynić nic, by zabronić produkcji viognierów, ale też specjalnie im nie sprzyjają. Winiarnia może zatem robić wina z tej odmiany, bo jest ona przecież zarejestrowana w UE, ale szczegółowa kwalifikacja jakościowa win podlega już regulacjom krajowym, więc winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) to spada do grona wyrobów stołowych. Graf Hardegg namalował więc na niej wielkie „V”, i każdy wie, o co chodzi. Każdy, kto interesuje się tą sprawą. Ci zaś, którzy o tym nie wiedzą, znajdą na kontretykiecie napisany wielkimi literami adres: www.viognier.at, który przekierowuje nas na firmową stronę.

Kiedy Michel Rolland kupił winnicę w okolicach Fronsac, popadł w konflikt z INAO. Przez kolejne lata opady w czasie zbiorów niszczyły niemal cały wysiłek. W końcu enolog nakrył krzewy folią. Kilka dni później zadzwoniono do niego z INAO, strasząc utratą apelacji. Rolland powiedział im, co o nich myśli, i rzucił słuchawką. Od tej pory jedno z ciekawszych win bordoskich jest winem… stołowym. Ale wszyscy zainteresowani wiedzą, o co chodzi. Rocznik? Jest na kontretykiecie jako… numer serii.
Ksiądz Jędrzej Kitowicz napisał w XVIII wieku słynny Opis obyczajów za panowania Augusta III. Wtedy nie było to zabawne, dziś można spaść ze stołka ze śmiechu. Być może tym różnimy się od dziadów naszych, że z niektórych współczesnych poczynań w świecie obyczajów winiarskich można zrywać boki ze śmiechu na bieżąco.