Kameralnie, lecz ogólnopolsko
V Święto Polskiego Wina

To był bodaj największy sukces polskiego winiarstwa w nowożytnej historii. Impreza trwała zaledwie dwa dni (18–19 listopada zeszłego roku), ale jej waga nie miała w naszym kraju precedensu.

Jedynym problemem był dojazd – bo choć podtarnowskie Janowice to miejscowość dobrze oznakowana, wieczorna podróż bywała trudna.

Niemniej V Święto Polskiego Wina zorganizowane w tym roku przez Tarnowskie Bractwo Winiarskie przy niestrudzonym zaangażowaniu jego prezesa Mariusza Chryka należy uznać za przełomowe w naszym ruchu winiarskim. Uroczystość przebiegała dwutorowo – z jednej strony komisja degustacyjna oceniała przedstawione przez producentów wina, z drugiej był to rodzaj festynu, gdzie winiarze przy stoiskach prezentowali swoje wyroby publiczności.
Zwyczajowo jednak z miejsca zaczęto od świętowania. I nic w tym dziwnego, bo był to czas fetowania, rodzaj dożynek, więc już pierwszego wieczora organizatorzy, winiarze i jurorzy spotkali się na wspólnej zabawie. Kolacja nie trwała zbyt długo, ale miała swoje mocne punkty. Dawno nie nasłuchałem się tylu fascynujących opinii praktyków o swoim fachu. Kolacje z winiarzami choćby z Montalcino są daleko mniej porywające, bo oni już wszystko o winiarstwie wiedzą.

Fot. Jerzy BerganderPij polskie wina,
może to twoja ostatnia godzina!

Hitem wieczoru była obecność rubasznego Zygmunta Darnsfelda, Niemca osiadłego w podopolskim Zakrzowie. Oprócz wielu upraw na dzierżawionych polach byłego PGR-u posiada systematycznie rozrastający się winograd. Jego brawurowe wykonanie Ody do radości Beethovena zostało przyjęte owacjami na stojąco. Podobnie jak późniejsze pieśni o góralach oraz o dalekiej Ukrainie okraszone solidnym niemieckim akcentem językowym. Podobnie przebojowo zaprezentował się Piotr Jaskóła, winiarz i serowar z Katowic. Jego kozie sery to niezwykła elegancja, której posmakować mogą nieliczni, bo produkcja jest ciągle znikoma (szerzej napiszemy o tym wkrótce).
Następnego dnia, kiedy wystawcy rozkładali swoje wyroby na stolikach janowickiego Domu Weselnego, 300 metrów dalej w Pałacu Janowice do roboty brała się dwustolikowa komisja degustacyjna, złożona z dziennikarzy winiarskich i sommelierów. Ocenialiśmy blisko 50 polskich win, głównie z przedostatnich zbiorów. Komisją techniczną kierowała Agnieszka Wyrobek-Rousseau. Nastroje na starcie były mizerne (mówię przynajmniej o sobie), bo wina nasze, a trzeba było stosować standardy międzynarodowe.

Nie bój się Putina,
pij polskie wina!

Wina czerwone były ogólnie rzecz biorąc… średnie (czyli według mnie – do kitu, oczywiście z drobnymi wyjątkami). Ale przy niektórych białych (było ich całkiem sporo) czapki spadały nam z głów. Szczególnie przy zbierającym największe owacje Solarisie od Taklera (Wielkopolska) – to był przynajmniej średni europejski poziom. Także niektóre inne białe wina były mu bliskie. Wiele z nich spokojnie otrzymałoby na międzynarodowych zawodach 86–88 punktów niezależnie od składu komisji i miejsca konkursu.
Tymczasem zainteresowanie wystawą „stolikową” przerosło wszelkie oczekiwania. Wczesnym popołudniem goście mogli z winiarzami o ich produktach już tylko porozmawiać, bo chętnych zjechało tylu, że na stolikach brakło… win.
Wieczorny raut, na którym pojawił się wicemarszałek województwa małopolskiego Roman Ciepiela, rozpoczął się oczywiście od wręczenia nagród, właśnie przez niego. Potem była już znów zabawa, masa jadła i tańce. Przyszłoroczna 6. edycja Święta Polskiego Wina odbędzie się na Dolnym Śląsku. Pewnie będzie nas tam jeszcze więcej. Byle wina nie brakło!

Konkurs
Liczba win – 49
Liczba wystawiających się winiarni – 18
Liczba rozdanych medali – 16