Kastylijski zając, czyli tam i z powrotem

 

Choć na terenie całego niemal Półwyspu Iberyjskiego powstają wina, te najbardziej znane i opromienione blaskiem sławy znajdziemy na obszarze największej i dla kontrastu najmniejszej spośród wszystkich wspólnot autonomicznych kraju – odpowiednio Kastylii-León i Riojy.

 

Dla enoturystów tak się świetnie składa, że miejsca te obfitują również w atrakcje natury historycznej i architektonicznej.

Amatorów hiszpańskiego wina najskuteczniej wabi północno-środkowa część kraju. To jak najbardziej zrozumiałe, ponieważ w obrębie znajdujących się tu apelacji powstają wina w powszechnym mniemaniu uważane za najlepsze. Tutaj w drugiej połowie XIX wieku dotarli francuscy winiarze, gdy filokseragatunek mszycy, niezwykle groźny szkodnik winorośli.Atak m... (...) zniszczyła ich rodzime winnice w Bordeaux, także na tych terenach w latach 80. ubiegłego wieku Alejandro Fernández postanowił robić swe wyjątkowe wina z tempranillo, powołując do życia jedną z najsłynniejszych obecnie hiszpańskich apelacji – Riberę del Duero.
Fot. Ramón BilbaoRównież na obszarze Kastylii-León, w Ruedzie, powstają jedne z najlepszych białych win Hiszpanii, z którymi o palmę pierwszeństwa rywalizować mogą tylko wina galisyjskie ze szczepu albariñoiberyjska odmiana białych winogron uprawiana głównie w p... (...). Choćby i w tych potyczkach wygrało albariño, do liczącej niespełna tysiąc pięciuset mieszkańców Ruedy, położonej nieopodal wiodącej z Madrytu do La Coruñii autostrady A-6, i tak warto zawitać, bo tak rozległych, zabytkowych, pochodzących i z XIV wieku piwnic, niegdyś łączących pod ziemią praktycznie całe miasteczko, nawet w słynącej z winiarstwa Hiszpanii ze świecą szukać.
W należącej do Grupo Yllera i położonej na głębokości dwudziestu metrów bodedze El Hilo de Ariadna nie tylko można spróbować znakomitych win, ale również spożyć doskonały, oparty na lokalnych produktach posiłek w znajdującej się w podziemnych czeluściach restauracji. Potem wręcz aż się prosi, by udać do oddalonych o mniej więcej godzinę drogi Segowii, Ávili lub Salamanki. Właściwie nawet nie trzeba wybierać, na które miasto się zdecydować, gdyż bez większego problemu można odwiedzić je wszystkie.
Gdyby złym zrządzeniem losu czy z powodu niewłaściwego rozplanowania podróży komuś nie starczyło czasu, by podjechać do Ávili, nie powinien się przesadnie martwić – kręcąc się po okolicy, wcześniej czy później i tak zobaczy to, co najbardziej dla miasta reprezentatywne – imponujące, ciągnące się niemal trzy kilometry mury obronne. Widać je doskonale nawet z autostrady, jako że Ávila, jak na solidną twierdzę przystało, wzniesiona została na wzgórzu.

Wymagający zając
Fot. Dorota RomanowskaWydawałoby się, że w zatłoczonej przez turystów (w lecie) lub studentów (przez pozostałe miesiące roku) Salamance raczej trudno trafić na zająca. Rzeczywiście, wypatrzyć go nie najłatwiej, bo wśród bogatej ornamentyki portalu nowej, czyli szesnastowiecznej katedry w oczy głównie rzucają się dość nieoczywiste detale, takie jak kosmonauta czy obdarzony przebiegłym uśmiechem faun dzierżący w dłoni jak najbardziej współczesny produkt, na przykład lody w wafelku. Elementy te z fantazją zostały wkomponowane w bogato zdobione odrzwia podczas przeprowadzanych w XX wieku prac renowacyjnych. Najbardziej błyszczący, bo wygłaskany przez licznych przybyszów fragment przedstawia niepozornego, a obdarzonego nadprzyrodzoną mocą zająca. W Salamance to właśnie on odpowiedzialny jest za realizację marzeń masowo odwiedzających miasto turystów. Zwierzę to jednak nie idzie na łatwiznę i nie spełnia życzeń po jednokrotnym pogłaskaniu. W jego przypadku należy pomyśleć życzenie, pogłaskać go, a potem jeszcze raz wrócić do Salamanki i pogłaskać ponownie. Lokalne porzekadło mówi, że dopiero wtedy życzenie się ziści. Zważywszy na mocno lśniącą podobiznę zająca, chętnych na powtórny przyjazd do Salamanki najwyraźniej nie brakuje, ale temu akurat nie ma się co dziwić.
Bezsprzecznie jest to jedno z najpiękniejszych miast Półwyspu Iberyjskiego, niemal w całości wzniesione ze złotego, mieniącego się w słońcu piaskowca; jest także siedzibą najstarszego hiszpańskiego uniwersytetu. Barokowa Plaza Mayor, czyli główny plac miasta, uważana jest za najpiękniejszą w kraju, a okoliczne tapas bary kipią życiem do wczesnych godzin porannych. Nawet w czasach niedawnego kryzysu, który dość bezpardonowo potraktował Hiszpanię, wieczorem trudno było znaleźć choćby jeden wolny stolik w licznych barach i restauracjach, masowo okupowanych w pierwszej kolejności przez miejscowych.

Dama z kamienia

Fot. Dorota RomanowskaNie jest największą gotycką katedrą, bo ta znajduje się na południu kraju w Sewilli, ale zapewne jedną z najstrojniejszych, przy czym w obfitości jej detali architektonicznych nie sposób dopatrzyć się przesytu. Spośród wszystkich gotyckich katedr Hiszpanii jest najmłodsza; jej wznoszenie rozpoczęto w 1525 roku. Łączy w sobie zarówno elementy gotyckie, jak i renesansowe, a także motywy stylów późniejszych, gdyż prace budowlane zakończono po upływie ponad dwustu lat. Można się zatem zastanawiać, czy słusznie właśnie jej, a nie pełnej splendoru katedrze w Burgos, Sewilli czy Toledo nadano przydomek Damy hiszpańskich katedr, ale fakt pozostaje faktem. W Hiszpanii z katedrami jest jak z winem – wszędzie ich pełno i właściwie wszystkie są wspaniałe.
Ta konkretna, wyrafinowana kamienna dama znajduje się przy głównym placu niewielkiej, ale bardzo ważnej dla historii kraju Segowii, swego czasu będącej siedzibą dynastii Trastámara, z której pochodziła Izabela Kastylijska. W tutejszym alkazarze urzędował jej ojciec Jan II Kastylijski, potem przyrodni brat, jako król Henryk IV, wreszcie ona sama, w lokalnym kościele San Miguel, została koronowana na królową Kastylii.
Magnesem przyciągającym rzesze turystów do tego miasta oprócz licznych romańskich kościołów, wspomnianej katedry czy bajkowego alkazaru jest monumentalny, zbudowany przez Rzymian najprawdopodobniej w pierwszym wieku naszej ery akwedukt. Legenda mówi, że przy jego konstrukcji maczał palce sam diabeł … Bez względu na to, czy w budowie brały udział siły nieczyste, jego ogrom (w najwyższym punkcie wznosi się na wysokość 28,5 m) robi na przyjezdnych wielkie wrażenie.
Tuż przy akwedukcie, na Plaza del Azoguejo, roi się od barów i restauracji, ale by spróbować lokalnych specjałów w najlepszym wydaniu, najlepiej skierować kroki do Mesón de Cándido. Zarówno posiłek, jak i fantastyczny widok na podświetlony nocą akwedukt usatysfakcjonują najbardziej wymagających.

Dwie stolice
Słynąca z winiarstwa, niewielka pod względem terytorialnym La Riojahiszp. czer. DOCa z regionu Rioja, prod. z wszystkich czerw.... (...) zadziwia posiadaniem aż dwóch stolic. Choć administracyjną i oficjalną winiarską stolicą jest Logroño, oddalone niespełna pięćdziesiąt kilometrów i położone wśród winnic niewielkie HaroMiasto i gmina w okręgu Rioja Alta w hiszpańskim regionie... (...) również uważane jest za stolicę, tyle że bez oficjalnego statusu. Znaczenia miastu przydaje fakt, że to właśnie tu trafiają próbki wina z okolicznych bodeg w celu uzyskania prawa do apelacji, tutaj też znajdują się ośrodki badawcze i kształcące enologów, choć siedziba samego Consejo Regulador, czyli Komisji Regulacyjnej przyznającej winom chronioną nazwę pochodzenia, mieści się w Logroño. Zważywszy na niewielki dystans dzielący miasta, najlepiej zaglądnąć do obydwóch i choć w potyczkach na liczbę zabytków zapewne wygrałoby, leżące na szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostela, Logroño ze swym przepięknym gotyckim kościołem pod wezwaniem świętego Bartłomieja, Haro bynajmniej nie pozostaje w tyle. Skutecznie kusi przyjezdnych organizowanym z wielką pompą pod koniec czerwca festiwalem wina, licznymi tapas barami, którymi wręcz usiane są odchodzące od głównego placu ulice, i położonymi w niewielkim oddaleniu od centrum bodegami. Ani przez moment nie sposób mieć wątpliwości, że gdzie jak gdzie, ale tu rządzi winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...)!