Konfederacja Wina

Bez Szwajcarii można żyć. Średniowieczne zamki odnajdziemy przecież w Niemczech, urokliwe renesansowe miasteczka we Włoszech, aromatyczne sery i wina we Francji, a alpejskiego powietrza nawdychamy się w Austrii. Tylko że Szwajcaria, wciśnięta w sam ich środek, ma to wszystko na wyciągnięcie ręki.

Dla miłośników wina, serów, gór i architektury Szwajcaria może być spełnieniem marzeń. Już tygodniowy pobyt w tym kraju, o ile nie wykorzysta się go w całości na kuszące nicnierobienie nad jednym z pięknych jezior alpejskich, pozwala doświadczyć głębokiego zauroczenia. Kilka kęsów appenzellera może nas skutecznie zniechęcić do większości dostępnych w Polsce serów. Starówki tutejszych miasteczek, nietknięte wojenną zawieruchą, każą zapomnieć o nudnych wenecjach i florencjach. Nasza podróż szlakiem wina, serów i pięknych widoków była takim właśnie długim i cudownym pasmem zauroczeń.

Po dwóch stronach Jeziora Bodeńskiego

Bodensee, godny substytut morza w samym środku Europy, dla większości polskich zmotoryzowanych podróżników stanowi naturalną bramę wjazdową do Szwajcarii. Przekraczamy ją, zatrzymując się na dłużej w miasteczku o wyjątkowej urodzie: w niemieckim Meersburgu na północnym brzegu jeziora.

Nad średniowieczną starówką góruje tu śliczny zamek, w którym można się przechadzać po komnatach z VII i VIII wieku. Zaraz obok miłośniczki sterowców mogą odwiedzić muzeum Ferdinanda von Zeppelina, w tym czasie ich mężowie zapewne chętnie zajrzą do muzeum winiarstwa lub sklepu Winnicy Miejskiej w Meersburgu. W porze lunchu warto odwiedzić położoną w najwyższej części górnego miasta Gasthof „Zum Bären” (gospodę „Pod Niedźwiedziem”). Nieprzerwanie od XV wieku podają tam rozkoszne sznycle. Sala restauracyjna jest maleńka – na sześć stolików (latem konieczne może się okazać dzielenie stołu z innymi klientami, co jest tu normą i miłym zwyczajem).

Jeśli dla kogoś sznycel jest za ciężki, w samym środku głównej ulicy dolnego miasta znajdzie otwarte na oścież drzwi Winzerverein Meersburg. Tam za 10 euro spędzi miło czas, popijając miejscowego kernera w towarzystwie sera, oliwek i chleba ze smalcem. Meersburg sąsiaduje z Konstancją – jedynym niemieckim miastem po południowej stronie Jeziora Bodeńskiego. Między tymi miastami co 10 minut kursują promy. Katedra, usytuowana w najwyższym punkcie Konstancji, robi wrażenie chyba bardziej swoim położeniem i masywnością niż urodą. Warto się pod nią znaleźć w samo południe – w dzwony katedralne biją tu przeraźliwie mocno i dostojnie.

Nie sposób też odmówić sobie spaceru po promenadzie portowej, gdzie dumnie eksponuje swe 18-tonowe krągłości Imperia – betonowa ladacznica dłuta Petera Lenka trzymająca w dłoniach, niczym odważniki, papieża i cesarza. A potem warto wsiąść do samochodu i w ciągu kwadransa znaleźć się w przepięknym Stein Am Rhein – maleńkim miasteczku z malowanymi renesansowymi kamienicami, rozlokowanym na lewym brzegu Renu. Jest to chyba najpiękniej zabudowany fragment Renu, złożony niemal z samych zabytków wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Szwajcaria północno-wschodnia

Pobliska Szafuza, stolica kantonu, po przyprawiających o zawrót głowy starówkach Meersburga i Stein Am Rhein, może rozczarować. Miłośników spadających z wysoka i pieniących się mas wodnych nie rozczaruje natomiast z pewnością największy w Europie wodospad przełomu Renu, niespełna trzy kilometry na południe od miasta, w Neuhausen. Tam też zaczyna się Szlak Winny Wschodniej Szwajcarii wiodący mniej więcej wzdłuż rzeki Thur aż do Bischofszell i Sankt Gallen.

Jeśli nie spieszy nam się zbytnio, jest to miła alternatywa dla autostrady. Choć atrakcji po drodze wiele nie znajdziemy, szlak powiedzie nas krętymi dróżkami pośród winnic kantonu Thurgau, a w mijanych wioskach tu i ówdzie będziemy mogli skosztować miejscowych blauburgunderów, müller-thurgau’ów i rieslingów.

Stolica sąsiadującego z Thurgau kantonu Sankt Gallen nie wymaga specjalnej rekomendacji. Zachwyciwszy się beżowymi rokajami barokowej katedry opactwa benedyktyńskiego (polecam to miejsce wszystkim, co na barok kręcą nosem; tu można się z tej przypadłości skutecznie wyleczyć) i nawdychawszy się średniowiecznego kurzu w słynnej bibliotece, gdzie wciąż jeszcze każą wkładać wielkie muzealne kapcie, trzeba koniecznie zadośćuczynić potrzebom ciała i udać się w stronę pobliskiego Appenzell, by skosztować najwspanialszego ze szwajcarskich serów.

Już kilka kilometrów za Sankt Gallen, w maleńkim Stein, zatrzymamy się, by odwiedzić pokazową serowarnię. Przeszklony sufit pozwala tu zajrzeć (zupełnie za darmo) do kotłów, w których miesza się mleko, oraz piwnic, gdzie leżakują masywne kręgi serów, a kto zdąży przed 14, będzie świadkiem kolejnych procesów produkcji.

Góry Gryzonii

Nasza podróż przez wschodnią Szwajcarię wiedzie w górę biegu Renu. Przez spokojne i ostentacyjnie zadowolone z siebie Księstwo Liechtensteinu niczym przez wielkie alpejskie wrota wdzieramy się do szwajcarskiej Gryzonii, mijając miłe i leniwe Chur i robiąc przystanek w najsłynniejszym chyba miasteczku tego regionu – Davos.

Miejscowość ta, poza fascynującym wypiętrzeniem nad poziom morza (1560 m) niewiele oferuje turystom smętnie przechadzającym się obok wiecznie nieczynnych sklepów z obowiązkowymi kijkami w dłoniach, najwyraźniej tęskniącym za zimowym szaleństwem (nordic walking w szwajcarskich kurortach alpejskich jest już niemal obowiązkowym sposobem spędzania wolnego czasu; ustępuje jedynie szalenie popularnemu wśród starszych sportsmenów nordic sitting). Nawet hotel Zauberberg, rzekome sanatorium Berghof, w którym madame Chauchat pożyczała ołówek rozognionemu Castorpowi, nie robi wielkiego wrażenia, tym bardziej że nic a nic nie zgadza się z opisem Tomasza Manna.

Za to pobliskie Monstein! Tam warto spędzić popołudnie! Jest to maleńka górska osada (1620 m n.p.m.), której główną atrakcją jest najwyżej położony w Europie browar. Jego wytworów, niezgorszych zresztą, można kosztować w pobliskiej gospodzie, której szyld głosi dumnie: „Last beerstop before the heaven”. Podają tam znakomite tutejsze surowe wędliny oraz sery, wśród których warto skosztować typowo gryzońskiego pikantnego Bündner Bergkäse.

Z Davos ruszamy na południowy zachód, w stronę najważniejszego winiarskiego regionu Szwajcarii – Valais. Nim tam dotrzemy, odwiedzimy dwa miejsca, które mocniej jeszcze niż winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) podnoszą ciśnienie, a to za sprawą zapierających dech w piersiach widoków. Pierwszym jest Arosa (1800 m n.p.m.) – kurort rozpostarty nad dwoma pięknymi jeziorami alpejskimi, skąd warto się wybrać w podróż kolejką górską na pobliski Weisshorn (2653). Resztę dnia można spędzić, schodząc do miasteczka pięknymi szlakami, które zaprowadzą nas między innymi do najwyżej w Europie położonego pola golfowego.

Valais

Całodniowa Arosa Card kosztuje siedem razy mniej niż wyjazd na lodowiec pod Matterhornem (4478 m n.p.m.) z przepełnionego turystami, ale przytulnego Zermatt, które odwiedzamy w następnej kolejności. By tam dojechać, trzeba się wspiąć serpentynami na dwie przełęcze: Oberalp (2046 m n.p.m.) i Furka (2436 m n.p.m.). Przy pierwszej z nich niepozorne jeziorko toczy w dół niewielki strumyk, który w dalszych częściach nazywa się Renem i gdzie latem można obejrzeć całkiem zmrożone krowy. Natomiast koło przełęczy Furka znajduje się groźnie wyglądający i dziś już opuszczony przez Boga i ludzi hotel Furka Blick – ten sam, który James Bond mijał z zawrotną prędkością w poszukiwaniu doktora Goldfingera.

Jeśli ktoś nie chce wdrapywać się na lodowiec i znajduje przyjemność w oglądaniu gór z dołu raczej niż z ich wierzchołków, w Zermatt koniecznie powinien podjechać kolejką szynową choćby tylko stację w górę, by przespacerować się pięknymi polanami, przystanek robiąc w jedynej w swoim rodzaju wiosce-skansenie wypełnionej domami z drewna czarnego jak smoła. W tutejszej restauracji „Zum See” warto posilić się świeżą rybą (specjalność zakładu) lub prostym, ale jakże szwajcarskim rösti (rodzaj placka ziemniaczanego wyrabianego we francuskojęzycznej Szwajcarii z ziemniaków gotowanych, natomiast w niemieckojęzycznej z surowych) z bekonem, serem i jajkiem.

Wracając z Zermatt, nie potrafimy oprzeć się pokusie obejrzenia z bliska najwyżej położonej winnicy w Europie (1150 m n.p.m.). Z ruchliwego Visp kierujemy się w stronę Visperterminen, by po kilku minutach dotrzeć do St. Judern Kellerei. Roztacza się stąd piękny widok na strome południowe stoki obsadzone sauvignon blancjedna z najbardziej rozpowszechnionych na świecie białych ... (...), tu nazywane swojskim imieniem „heida” (chyba nie bez przyczyny, bo choć bardzo interesujące, w niewielkim stopniu przypomina francuskiego krewniaka). Stamtąd ruszamy do stolicy południowo-szwajcarskiego winiarstwa – Sion, by odwiedzić słynne Maison Gilliard, gdzie odbywamy fascynującą podróż po winnych smakach Valais – od klasycznych fondant (chasselas) poprzez wspomnianą heidę, johannisberga (sylvaner), zaskakujące petite arvine, szwajcarskie burgundy, czyli dôle, aż po wielce interesujące humagne rouge(fr.) czerwony.. i wyborne, złotomedalowe cornalin.

Vaud i Frybourg

Przemieszczając się z regionu Valais do Vaud, warto też zjechać na moment z autostrady, by nasycić wzrok zielenią winnic rozciągających się między miasteczkami Bex i Yvorne. Kolejna słynna ścieżka winna czeka nas już nad północnym brzegiem Jeziora Genewskiego. Winnice rozpięte między Saint Saphorin a Lutrą, w miniregionie Lavaux, obsadzone są przede wszystkim miejscowym chasselas i schodzą wprost nad powierzchnię wody.

Kto ma dużo wolnego czasu i co najmniej 70 franków, musi koniecznie w centrum urokliwego Saint Saphorin odwiedzić słynną Auberge de l’Onde. Franki będą potrzebne, by zapłacić za czterodaniowe menu dnia, wolny czas zaś, by zapoznać się z listą win obejmującą – bagatela! – ponad 500 gatunków.

Vaud od północy graniczy z regionem biorącym nazwę od swojej stolicy – najpiękniejszego miasta całej Szwajcarii – Fryburga. Położone nad rzeką oddzielającą wyraźnie Szwajcarię niemieckojęzyczną od frankofońskiej stanowi ono dostrzegalną już na pierwszy rzut oka syntezę francuskiej lekkości i dobrego smaku z niemieckim umiłowaniem porządku i regularności. Paryski Montmartre, gdyby go nieco wyczyścić, podobnie zresztą jak niemiecki Bamberg, gdyby dodać mu więcej życia, mogłyby przypominać właśnie Fryburg. Ze wszystkich odwiedzonych przez nas miast, to jedno z całą pewnością najlepiej nadaje się do życia.

Podróże
w sieci
• www.meersburger.de
(Winzerverein Meersburg)
• www.baeren-meersburg.de
(Gasthof „Zum Bären”)
• www.staatsweingut-meersburg.de
• www.swisstrails.ch
(Szlak Winny Wschodniej Szwajcarii)
• www.appenzeller.ch
(www.schaukaeserei.ch)
• www.biervision-monstein.ch
• www.zumsee.ch
• www.jodernkellerei.ch
• www.gilliard.ch
• www.aubergedelonde.ch
• www.gruyere.com
(www.lamaisondugruyere.ch)
• www.emmentaler.ch
(www.showdairy.ch)

Podróże w sieci:

• www.meersburger.de (Winzerverein Meersburg)

• www.baeren-meersburg.de (Gasthof „Zum Bären”)

• www.staatsweingut-meersburg.de

• www.swisstrails.ch (Szlak Winny Wschodniej Szwajcarii)

• www.appenzeller.ch (www.schaukaeserei.ch)

• www.biervision-monstein.ch

• www.zumsee.ch

• www.jodernkellerei.ch

• www.gilliard.ch

• www.aubergedelonde.ch

• www.gruyere.com (www.lamaisondugruyere.ch)

• www.emmentaler.ch (www.showdairy.ch)