Kraina czystej zmysłowości

 

Kreta zachwyca przybysza, jeszcze zanim postawi na niej stopę. Nad południowymi odnogami Peloponezu samolot się zniża, z lewej strony majaczą szare z tej odległości Cyklady, na horyzoncie zaś potężnieje coraz dłuższy, majestatyczny górzysty masyw.

 

Po kolejnych kilku minutach wyspa nabiera barw: piaskowo-złotej na wybrzeżach, zielonej i brązowo-pomarańczowo-szarej w interiorze. Morze staje się turkusowe i zaczyna połyskiwać.

Jeszcze pięć minut i suniemy nad zmarszczoną wiatrem, fantastycznie lazurową powierzchnią Morza Kreteńskiego i bajecznymi plażami. Wzrokiem szukam winnic, ale na zboczach gór niepodzielnie królują gaje oliwne. Nad pasem lotniska samolot mocuje się z odwiecznym tu wiatrem, dostaje mocny podmuch, dotyka kołami lądowiska, odbija się, w końcu stabilnie osiada na betonowym trakcie i sunie w stronę terminala. Jesteśmy w krainie Minosa.

Barwy i kształty

Fot. D. Haugk / pixelio.deKtoś, kto w pełni lata zwiedzał na przykład Sycylię, może być zaskoczony obliczem kreteńskiej flory. Zamiast wypalonej, skalistej ziemi, podróżny zastaje tu wzniesienia i góry (stanowiące większość obszaru największej greckiej wyspy), okryte płaszczem zieloności – to wszechobecne drzewa oliwne i niemal równie powszechne żarnowce. Szaro- i ciemnozielony płaszcz spoczywa na złoto połyskujących zboczach gór i ta barwna kompozycja od pierwszego spojrzenia staje się dla nas kolorystycznym godłem Krety.
Nieuchronnie przywdziewa ono jeszcze jedną barwę – oszałamiający błękit nieba i wody balansujący między ciemnym indygo morskiej głębi, lazurem nieba i turkusową wodą zatok oraz plaż. Na to wszystko trzeba patrzeć w ciemnych okularach, bo światło na Krecie jest mocne i w całej pełni sprawdzają się tu słowa Miłosza: „barwy ze słońca są…”.

W poszukiwaniu wina

Droga z Heraklionu do Agios (czyt. ajos) Nikolaos, naszej bazy, liczy nieco ponad 60 kilometrów, ale – jak wszystkie drogi na Krecie – wije się wśród gór, pnie się na zbocza, wpada w rozpadliny i wąwozy. Mimo że jest to porządna i szeroka New Road (na Krecie nie ma autostrad), podróż upływa powoli, tym bardziej że turyści w wynajętych autach jeżdżą ostrożnie, a Kreteńczycy rzadko gdziekolwiek się spieszą.
Podobnie jak z samolotu, tak i z auta rozglądam się za winnicami. Na Krecie jednak nie rzucają się w oczy, rozłożyły się głównie w dwóch regionach – na południe od Heraklionu (okolice miejscowości Peza) i wokół miasta Sitia na wschodzie wyspy. WinoroślVitis vinifera.. uprawia się tam od ponad 4 tysięcy lat i niewiele jest krajów w Europie, gdzie czyniono by to wcześniej. Równie dawno tajemniczy Minojczycy dali światu oliwę. Stwierdzam z zadowoleniem, że jestem w ojczyźnie dwóch zbawiennych płynów ludzkości…
Pierwsze doznanie winne, regularnie odtąd powtarzane, ma miejsce w hotelu. Do posiłków podają nam wino białewino gronowe otrzymywane z białych odmian winogron i – zn... (...) i różowe o barwie czerwonego, jak to na Krecie, gdzie czerwone jest prawie czarne. Nalewane do kielichów z meniskiem wypukłym hotelowe winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), poślednie, niemal pozbawione aromatu, choć smaczne i orzeźwiające, określi nasze wrażenia w tej dziedzinie na dalszą część pobytu. Wśród tych doznań czołowe miejsce zajmuje czysta, epikurejska satysfakcja z życia – gdy ciepłą nocą wielki księżyc wstaje nad wodami zatoki Mirabello i z rozmachem je srebrzy, pragnienie trwania tej chwili jest dojmujące.

Aromat i klimat

Kreta pachnie wiatrem, a jej morze arbuzem. Wiatr daje tu żyć, bo łagodzi upał, właściwie nie wieje tylko w Knossos, które zresztą nie dorównuje swemu mitowi. Betonowe rekonstrukcje Evansa ocierają się o kicz, ale dla fresku z delfinami warto tu przyjechać. Mocniej niż w samym Knossos pachnie przeszłością w herakliońskim Muzeum Archeologicznym, gdzie aurę tajemnicy rozsiewa wciąż nieodczytany dysk z Fajstos, a zwiewna tunika posągowej Demeter niemal drży na jej udzie.
Fot. C. Raum / pixelio.deHeraklion jest bezpretensjonalny, rozleniwiony, w centrum przeniknięty wonią spalin, bliżej portu zapachem ryb i morskiej bryzy, w ospałych uliczkach aromatem kawy. Dobrze tu karmią w restauracjach, a białe wino z regionu Sitia oferuje swój najważniejszy dar – orzeźwienie.
Po inne klimaty jedziemy na wieńczącą wschodni kraniec wyspy plażę Vai. Mityczne widoki gór, morza, zatok i wysp rozpraszają uwagę kierowcy, ale ostrożna jazda stukilometrową krętą drogą daje rzadką satysfakcję – Vai jest jedyną plażą w Europie z dziko rosnącymi palmami. Wiatr kołysze ich liśćmi na tle skalistych wzgórz, mocno pachnie tu Afryką czy wręcz Karaibami. Silne, wyraziste zapachy – ziół, przypraw, kwiatów, kosmetyków na bazie oliwy – unoszą się także w kreteńskich sklepach z produktami lokalnymi, przeznaczonymi głównie dla turystów.
Jeden z nich, w miasteczku Kritsa u podnóża góry Dikti, prowadzi pani Ewa, drobna, urocza Polka z Dolnośląskiego. Dziesięć lat temu przyjechała tu z kilkuletnią córką szukać nowego życia. Odnalazła je w miejscu, gdzie czas upływa nieśpiesznie i zwykle nie używa się zegarka. – Kreteńskie wina są z reguły tańsze od tych z Grecji lądowej – opowiada. – Te powyżej 10 euro uchodzą za drogie. Tu nie smakuje się win, pije się je dla orzeźwienia, przy jedzeniu, rozmowie – dodaje.
Pani Ewa pokazuje mi najpopularniejsze – jej zdaniem – wina na Krecie, pochodzą z winnic rodziny Lirarakis. Szczególnie lubiane są różowe, stanowiące – podobnie jak czerwone – mieszankę szczepów kotsiwali i syrah, dobre jest też czerwone liatiko. Wśród białych króluje tutejsza vilana. Żadne z nich nie zniewala aromatem, którym zaskakuje za to białe wino z Sitii – nieoczekiwanie uwalnia nuty maślane. Naprawdę jednak oszałamia nas mocna woń kupionego w sklepiku pani Ewy oregano.

Smaki i inne rozkosze

Fot. O. TauschSmak życia Kreteńczyków najmocniej odczuwa się na prowincji – wewnątrz wyspy. Jedziemy tam, przeprawiając się przez góry Selena, za którymi rozłożył się masyw Dikti (to tam Zeus ukrywał się przed gniewem Kronosa). Pomiędzy nimi leży płaski jak patelnia płaskowyż Lassithi – zielony rezerwuar Krety, który użyźnia woda spływająca wiosną z górskich zboczy. W rozłożonych wokół płaskowyżu wioskach staruszkowie i popi siedzą przed domkami i zatrzymują czas. Podobnymi widokami (choć już bez popów) żegna nas senna Ierapetra, najdalej na południe wysunięte miasto Europy.
Jedzenie na Krecie jest wyborne, ponoć najzdrowsze w Europie. Tęsknić będę do grillowanych i zapiekanych papryk oraz bakłażanów, kruchej baraniny, delikatnych ryb, sosu tztaziki, mięsistych oliwek, słodkich melonów… Także do tego gładkiego, bezpretensjonalnego wina, źródła niekłamanej radości życia. Oddaliśmy się jej na Krecie skwapliwie i ufnie, bo na wyspie Minosa najbardziej harmonijnie – dla mnie przynajmniej – łączą swe życiodajne moce błogosławione płyny ludzkości: wino, oliwa i morska woda. Już wiem, że tam wrócę.