Laguardia – miasteczko wśród winnic

tekst pochodzi z nadchodzącego „CW” nr 103, wrzesień 2019

Laguardia Miasteczko wsrod winnic
Fot. shutterstock / Alberto Loyo

Gdy stoi się na tarasie słynnej Bodegas Campillo, po prawej stronie widać usytuowane na pobliskiej górze niewielkie miasteczko Laguardia. Przyznam szczerze – do niedawna nazwa ta kojarzyła mi się przede wszystkim z przedwojennym burmistrzem Nowego Jorku i tamtejszym lotniskiem. O, jakże bardzo się myliłem!

Region Riojahiszp. czer. DOCa z regionu Rioja, prod. z wszystkich czerw.... (...) łączymy z czerwonymi, ciężkimi, dojrzewającymi w beczkach winami – naszymi ulubionymi. Odwiedzając tamte strony, skupiamy się przede wszystkim na miejscach, gdzie owe wina powstają. Zachwycają nas ultranowoczesne budynki winiarni projektowane przez najlepszych w świecie architektów. Jesteśmy zauroczeni, spacerując wśród winorośli lub wędrując kilometrami piwnic, w których tempranillo i garnachahiszpańsko-francuska czerwona odmiana winogron, uprawiana g... dojrzewają w idealnych dla siebie warunkach.

Wspaniałych winnic i godnych odwiedzenia bodeg jest tyle, że często nie zauważamy położonych między nimi miasteczek, które są może mniej sławne i spektakularne niż te w Kastylii czy la Manchy, ale tak samo warte odwiedzenia i zachwycenia się ich historią, zabytkami i niepowtarzalną atmosferą.

Laguardia Bodegas Usios
Bodegas Ysios | Fot. shutterstock / Alberto Loyo

Podczas ostatniego pobytu w Hiszpanii miałem okazję zatrzymać się tu na dłużej i przekonać się, jak dużym błędem było omijanie Laguardii w dotychczasowych podróżach.

Na granicy królestw

W średniowieczu tereny te należały do królestwa Nawarry. W roku 908 król Sancho Garcés, wykorzystując obronny charakter wzgórza, postanowił zbudować tu zamek mający bronić granic przed Maurami, a także wojskami kastylijskimi. W następnych wiekach kolejni władcy otoczyli miasto potężnymi murami, zamieniając je w twierdzę nie do zdobycia. Ze względu na położenie na szczycie stromego wzgórza miasto nie mogło się rozwijać terytorialnie. Dzięki temu do dziś zachowało niepowtarzalny średniowieczny charakter.

Pobyt w miasteczku Laguardia oraz wszystkie opisane atrakcje są częścią programu listopadowej wycieczki „Rioja dla koneserów”, na którą serdecznie zapraszamy.

Zanim wejdziemy do miasta, koniecznie musimy zatrzymać się na widokowym tarasie, z którego widać całą okolicę. Na horyzoncie Góry Kantabryjskie, a wokół jak okiem sięgnąć – winnice. U podnóża miasta falująca swoją nowoczesną architekturą Bodegas Ysios. Gdzieś w dali błyszczy w słońcu tytanowy dach Bodegas Marqués de Riscal.

Gdy przekroczymy jedną z czterech zachowanych bram, wszystko się zmienia. Zamiast szerokiego aż po horyzont pejzażu mamy wąskie uliczki. Nie słychać samochodów, ponieważ te nie mają tu wjazdu. Jest chłodniej i nieco ciemniej, gdyż pomiędzy średniowieczne mury dociera znacznie mniej hiszpańskiego słońca. Elewacje domów i kościołów obłożone są lokalnym piaskowcem i wszystkie mają ten sam miodowożółty kolor. Jedynie kwiaty w oknach i suszące się gdzieniegdzie pranie ubarwiają monochromatyczny obraz.

Tu wszyscy się znają

Oprowadzający nas po miasteczku Javier to kwintesencja tutejszej, liczącej niewiele ponad tysiąc mieszkańców społeczności. Ubrany w białą koszulę i kraciastą chustkę przemierza z nami kolejne uliczki, place i zaułki. „Pamiętajcie – mówi – mamy tu tylko trzy ulice. To najmniejsze, ale i najpiękniejsze miasto w całej Hiszpanii!”. Co chwilę kogoś spotykamy. Eugenio jest właścicielem lokalnej piekarni, którą właśnie minęliśmy. Siedząca przy progu domu Marianna to kuzynka babci Javiera. Wychodząca zza rogu pani ubrana na czarno to sąsiadka jego mamy. Co minutę Javier przerywa opowieść, witając się z kimś, kto przechodzi obok, lub wołając i pozdrawiając osoby, które pojawiły się gdzieś na końcu uliczki. Cały czas uśmiechnięty, wesoły i co chwilę przypominający nam, że jesteśmy właśnie w najmniejszym, ale i najpiękniejszym mieście w całej Hiszpanii.

Laguardia miasteczko wśród winnic ulice
fot. shutterstock / Helena G. H.

Zaglądając do miejscowych sklepów, warsztatów, a nawet domów, w których mieszkają przyjaciele lub kuzyni naszego przewodnika, docieramy do kościoła Santa María de los Reyes. Ta wybudowana między XII a XIV wiekiem świątynia kryje najcenniejszy zabytek. W kruchcie podziwiamy jeden z najlepiej w Hiszpanii zachowanych gotyckich portali. Dzięki temu, że wejście do kościoła poprzedzone było sporym przedsionkiem, misternie wykonane rzeźby, a także polichromia zachowały się do naszych czasów w niemal nienaruszonym stanie.

Tu zawsze robiło się wino

Spacerując wąskimi uliczkami Laguardii, znajdujemy chwilę, by zatrzymać się w jednym z licznych tu tapas barów na drobną przekąskę i kieliszek wina. Naturalnie wszyscy w barze doskonale znają Javiera i wylewnie się z nim witają. Właściciel częstuje nas pacharanem, czyli lokalnym likierem z owoców tarniny. Tak posileni dochodzimy do Casa Primicia. Ten pochodzący z XI wieku dom to najstarsza świecka budowla zachowana do naszych czasów. W wiekach średnich mieściła się tu komora celna, gdzie pobierano opłaty i podatki za sprzedaż wina. W piętnastym stuleciu w podziemnych cysternach oraz wykutych w miękkiej skale piwnicach przechowywano winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Kiedyś takie labirynty ciągnęły się pod całym miastem. Do dziś wiele z nich zachowało się pod tutejszymi domami, placami i ulicami. Te w Casa Primicia uznawane są za jedne z pierwszych. Tym samym można powiedzieć, że to najstarsza winiarnia w całym regionie.

Fot. shutterstock / gregorioa.

Odwiedzając Casa Primicia, koniecznie trzeba skosztować win tworzonych tu przez trzecie już pokolenie rodziny Juliána Madrid, który na początku ubiegłego wieku postanowił przywrócić miejscu jego enologiczny charakter. Podczas degustacji warto spróbować jednoodmianowych win z czterech najważniejszych dla regionu szczepów winogron: tempranillo, mazuelo, garnacha i graciano. Pierwsza z odmian większości z nas jest doskonale znana. Natomiast rzadko trafiająca się okazja do skosztowania pozostałych składników riojańskiej mieszanki może być nie lada gratką dla enoturystów.

Degustacje przeciągają się do popołudnia, w Laguardii trwa sjesta. Na ulicach nie widać nikogo poza pojedynczymi turystami. Żegnam się z Javierem przy bramie świętego Antoniego. Choć w linii prostej od bramy, którą wchodziliśmy, dzieli nas niespełna 300 metrów, to odnosimy wrażenie, że mamy z sobą kilkukilometrowy spacer. Spacer po być może najmniejszym, ale na pewno najpiękniejszym miasteczku Hiszpanii.



Czytaj więcej o enoturystyce w RiojaLa Rioja – Hiszpania – reg. winiarski w pn.-środ. Hiszp....

Oponą i butem