Lewandowski do paki

Prasa doniosła, że do warszawskiej prokuratury wpłynął wniosek o ściganie Roberta Lewandowskiego za popełnienie wykroczenia.

Wykroczeniem było publiczne picie szampana na płycie Stadionu Narodowego po awansie polskiej jedenastki do finałów mistrzostw Europy w „kopanej”.

Ja myślę, że Lewandowski swoim występkiem złamał więcej paragrafów. Po pierwsze: pił alkohol w miejscu publicznym. Po drugie: tym miejscem był obiekt sportowy, co jest tym bardziej naganne. Po trzecie: złamał zakaz reklamy alkoholu w telewizji, co narusza ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Naganne jest też to, że jako reprezentant Polski, dał się włączyć w kampanię reklamową Champagne Mumm, ulubionego alkoholu sportowej braci.

No bo spróbujmy sobie wyobrazić, jakie mogą być społeczne skutki tego występku. Oglądająca mecz młodzież, ośmielona tą alkoholową balangą piłkarzy, od zaraz sięgnie śmielej po szampany. Szczególnie te oryginalne, francuskie, po 200 zł za butelkę. Dorośli, którzy dotychczas pijali wyłącznie kakao, widząc jaki power mają piłkarze po szampanie, natychmiast ruszą szturmem do biedronek po ten musujący napitek (pomijamy tu drobny fakt, że spożywali dopiero po meczu). Nie chcę nawet myśleć, co się stanie z tymi dorosłymi, którzy pijali dotąd coś więcej poza kakao. Oni już na zawsze staną się niewolnikami szampana Mumm.

Wniosek z tego płynie jeden. Lewandowski powinien trafić do paki. No, może nie na długo, ale tak na trzy, cztery dni. Tak na otrzeźwienie, tak by zrozumiał, co w praktyce znaczy polskie prawo (i sprawiedliwość).

Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi pochodzi z 1982 roku. Jej jedyną zaletą jest to, że uchwalona została 26 października, czyli w dniu moich urodzin. Choć może to raczej jej wada. Uchwała staruszka, pamiętająca jeszcze stan wojenny, ale ciągle niezwykle witalna, choć z pewnością niedzisiejsza. Będąc zażywną 33-latką nie uwzględniła istnienia internetu. No bo komu to śniło się w czasach stanu wojennego, kiedy na telefon czekało się osiemnaście lat. Przewiduje natomiast i jasno tego zakazuje, by punkty sprzedaży alkoholu znajdowały się blisko szkół i kościołów. Wiadomo, katolicki polski lud o niczym więcej nie marzy, tylko by wprost po sumie udać się do pobliskiego wine baru na szampana Mumm. Stoi sobie tak w kościele, a pobliski bar odciąga jego uwagę od spraw wiecznych.

Podobnie rzecz się ma ze szkołami. Młodzież mijająca po drodze do szkoły specjalistyczny sklep z winem już nigdy nie będzie w stanie skupić się na trygonometrii czy gramatyce języka polskiego.

No i ten przeklęty internet. Siedzi jeden z drugim nad swoim kompem, ogląda pornosy i popija piwo (czy ktoś jeszcze pamięta, kto to powiedział?). Co gorsze, pomiędzy tymi czynnościami, z nudów może jeszcze zamówić szampana Mumm lub inne równie szkodliwe wina.

Od dziesięciu lat toczą się dyskusje o legalności sprzedaży wina przez internet i końca tego nie widać. Zdaniem Sądu Najwyższego w Polsce działalność taka jest nielegalna, co wcale nie przeszkadza setkom internetowym sklepów dokonywać tysięcy transakcji dziennie. Ale staruszki ustawy nikt nie ruszy. Zmieniają się rządy, koalicje, międzynarodowe sojusze. Powstają nowe państwa inne zmieniają swoje granice, a staruszka ustawa trwa i dobrze się ma. Jaki polityk opowie się za rozpijaniem narodu? Szczególnie szampanem Mumm – jak chciałby Lewandowski i jego „kopana spółka”.

Rzecz w tym, że rzeczona ustawa ma coraz mniejszy związek z rzeczywistością. Przez ostatnie trzydzieści lat zmieniło się w Polsce wszystko. Zmieniły się też zwyczaje dotyczące konsumpcji alkoholu. Wszechobecna dawniej wódka dawno już oddała palmę pierwszeństwa piwu. Konsumpcja wina z roku na rok rośnie. Ludzie odchodzą od mocnego alkoholu na rzecz lżejszych alternatyw. Warto by było na nowo zastanowić się nad sensem obowiązywania staruszki ustawy. Warto by nowe regulacje wpływały na dalszą pozytywną ewolucję zwyczajów konsumpcji alkoholu na rzecz lżejszych trunków. By promowały cydry i winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Bo niby dlaczego w świetle ustawy staruszki można promować publicznie piwo, ale cydru i wina już nie?

Zmienił się rząd, przyszli nowi. Zobaczymy czy i ich przetrzyma nasza wszechwitalna ustawowa staruszka. O tym przeczytacie Państwo w „Czasie Wina” już za cztery lata.

Na razie jednak, tak dla przykładu, posadziłbym Lewandowskiego do paki. I to tuż przed finałami Mistrzostw Europy we Francji. Może wtedy masowe wiece protestacyjne piłkarskich kibiców obaliłyby jedną z dłużej obowiązujących i mało przystających do rzeczywistości w Polsce ustaw.