Mały kawałek Szkocji

To nie była moja pierwsza wizyta w Szkocji, niemniej pierwsza od kilku dobrych lat. Cieszyłam się na nią niezmiernie. Kraj whisky, zamków, kiltów i wspaniałych krajobrazów od lat nie przestaje mnie zachwycać.

Odwiedziłam po raz kolejny Edynburg – stolicę i wizytówkę Szkocji. To jedno z najpiękniejszych i najbardziej stylowych miast Europy. Ze względu na klasycystyczną architekturę nazywane jest czasem Atenami lub Paryżem Północy. W centrum Starego Miasta wielobarwny tłum turystów i mieszkańców przelewa się nieustannie przez ulice, puby i sklepy.
Fot. shutterstock.com / Shaiith Na Royal Mile pełno sklepów z pamiątkami, wśród których głównym motywem jest oczywiście szkocka krata, odwołująca się do klanowych tartanów. Prócz tego wszędzie mrowie emblematów z ostem, celtyckimi wzorami, whisky, dudami i szkockimi terierami. Gdy bez względu na porę roku nagle spadnie temperatura, co nie jest tu niczym dziwnym, można bez problemu zaopatrzyć się w piękny szalik, czapkę, rękawiczki, sweter czy pled.
Na Royal Mile pełno też typowych szkockich pubów oraz wszelkiego rodzaju restauracji, kafejek i barów szybkiej obsługi. Warto zajrzeć do słynnej Deacon Brodie’s Tavern – dolna część lokalu to typowy tutejszy pub z dużym wyborem piw, na piętrze jest restauracja. Z przyjemnością zatrzymałam się tam na kufel dobrego ale’a. Patron tego miejsca – William Brodie – za dnia był szanowanym obywatelem i przedsiębiorcą, w nocy zaś hazardzistą, pijaczyną i złodziejem. Jego postać stała się jedną z inspiracji do powieści Doktor Jekyll i pan Hyde Roberta Louisa Stevensona.
Mieszkańcy stolicy wolą jednak przytulny pub o wdzięcznej nazwie Koniec Świata – World’s End. Wpaść tam, w przerwie między zwiedzaniem, na kawę i kufel szkockiego piwa z browaru Belhaven – bezcenne! Piwa stamtąd są żywym dowodem na to, że Szkoci potrafią robić nie tylko whisky. Flagowy produkt z Belhaven Brewery to Belhaven Best i jak sama nazwa wskazuje, jest najlepszy.

Dwa skarby na końcach Royal Mile

Royal Mile, czyli trakt królewski, to ciąg ulic w centrum Edynburga, który z jednej strony prowadzi do Zamku Królewskiego (Edinburgh Castle), z drugiej zaś do pałacu Holyrood.
Zamek usytuowany jest na szczycie wygasłego wulkanu w samym środku miasta. Jest to jedna z najstarszych i najpotężniejszych twierdz obronnych w Wielkiej Brytanii. Zwiedzając liczne wnętrza i wystawy, nie wolno zapomnieć o pięknych panoramach miasta i okolicy rozciągających się z zamkowych murów. Dla mnie najbardziej fascynujący jest widok zamku od strony podnóża – ogromna budowla na skale budzi podziw i szacunek dla jego budowniczych.
Schodząc na drugi koniec Royal Mile, dociera się do Holyroodhouse. Za elegancką kutą bramą i ogromnym dziedzińcem mieści się wzniesiona w XV wieku oficjalna szkocka rezydencja brytyjskiej rodziny królewskiej. Wnętrza pałacowe zachwycają przepychem i liczbą zgromadzonych przedmiotów z różnych epok. Na czas przyjazdu rodziny królewskiej pałac zamykany jest dla zwiedzających. Do rezydencji przylegają robiące wielkie wrażenie ruiny opactwa Holyrood Abbey, które niegdyś było znacznie większe niż jego dzisiejsze pozostałości.

Fish & chips versus haggis

Fot. Artur BorutaBędąc w Szkocji, nie mogłam odmówić sobie tradycyjnej ryby z frytkami (fish & chips), samych frytek czy krążków cebulowych. Warto pamiętać, że typowe wyspiarskie frytki zamiast popularnej u nas soli zawierają ocet. Najlepszej ryby z frytkami miałam okazję spróbować w małym lokalnym pubie z kojącym widokiem na zatokę Newhaven. Kiedyś była to mała rybacka wioska, a teraz to już pełnoprawna część miasta.
Nieopodal znajduje się kolejne świetne miejsce, w którym próbowałam szkockiej kuchni – The Haven Cafe. Ta przyjemna kafejka została uznana w 2012 roku za miejsce serwujące najlepsze jedzenie w Edynburgu. Na portalu Trip Advisor większość ocen jest lepsza niż uznanych miejsc z gwiazdkami Michelina. Wygodne krzesła, drewniany kominek na środku oraz bibeloty i lampy w stylu vintage(fr., ang.) – winobranie, rocznik.. wspaniale kreują przytulną domową atmosferę. Hitem menu jest podawane przez cały dzień typowe szkockie śniadanie. W jego skład wchodzą jajka na bekonie, fasolka w sosie pomidorowym, czarny pudding (przypomina naszą kaszankę), smażony placek owsiany oraz odrobina szkockiego specjału – haggis. Przyrządza się go z owczych podrobów (wątroby, serca i płuc) wymieszanych z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami, zaszytych i duszonych w owczym żołądku; podaje się tradycyjnie z rzepą i ziemniakami. Ja jednak nie zostałam jego wielką fanką. The Haven Cafe cieszy się dużą popularnością zarówno wśród mieszkańców miasta, nie tylko z najbliższej okolicy, jak i turystów. Obsługa jest przemiła, a ceny jedzenia w stosunku do wielkości porcji bardzo przystępne.

Whisky

Fot. shutterstock.com / Tutti Frutti To, że Szkocja jest krajem whisky płynącym, wiedzą chyba wszyscy. A zatem żadna wizyta w ojczyźnie Rob Roya nie jest kompletna bez odwiedzenia choćby jednej destylarni. Miałam okazję odwiedzić miejsce, gdzie produkuje się m.in. single malty – produkty jednej destylarni. Składnikiem, od którego wszystko się zaczyna, jest jęczmień. Opcje zwiedzania są różne. Wybrałam „Flavour of Scotland” („Smak Szkocji”), kończącą się degustacją porównawczą. Na dobry początek weszliśmy przez sklep do małego muzeum, a następnie do hal produkcyjnych. Tu się zaczęła właściwa przygoda – można było zobaczyć wszystko z bliska, w trybie normalnej pracy. Na koniec, w specjalnej pokazowej części magazynu obejrzeliśmy whisky dojrzewające w beczkach. Tam też oczami wyobraźni można było zobaczyć część trunku wyparowującą z beczek, a należną aniołom (tzw. angel’s share).
Degustację zaczęliśmy od 12-letniej whisky o aromatach kwiatowych i owocowych, a smaku kremowo-waniliowym. Potem próbowaliśmy jeszcze dwóch innych rodzajów, by poczuć różnicę w smaku, w zależności od użytych beczek (po bourbonie i po sherry). Na koniec zdegustowaliśmy jedną z whiskies z wyspy Skye – mocno dymną, torfową, o lekko słonawym, charakterystycznym posmaku. Przy czym do każdego degustowanego trunku robiliśmy drugie podejście z dodatkiem 5–6 kropel wody; różnicę było widać od razu – woda łagodzi aromat i smak.

Ludzie

Edynburg to konglomerat wielu narodowości, gdzie jednak wciąż dużą część populacji stanowią rodowici Szkoci. Nierzadko z dumą podkreślają swoje uwielbienie dla tego miasta i przynależność do niego. Widać to dobrze na przykładzie przewodników oprowadzających po mieście, właścicieli sklepów i kawiarni. Często można uciąć sobie z nimi miłą pogawędkę i napawać się niesamowitym szkockim akcentem; choć – jak sądzę –  najwspanialszą jego odmianę usłyszymy w północnych obszarach kraju. To tam możemy poczuć się jak na planie filmu Braveheart. Gdy do szkockiego akcentu dodamy gościnność mieszkańców (zwłaszcza z mniejszych miejscowości) oraz piękne zamki i krajobrazy, nie potrzeba już dodatkowej zachęty, by się tam wybrać.