Między Cepelią a Desą. Mileștii Mici

Kiszyniów trudno porównać do Wenecji, choć w wielu miejscach – o czym prawie nikt nie wie – stoi na palach. Niewidocznych palach, jak choćby pod metropolitalną Cerkwią Narodzenia Pańskiego.

W wielu miejscach stolica Mołdawii „przecieka” i w głowę zachodziłem, kto to wpadł na pomysł, by tu założyć stołeczne miasto. Być może był nim Stefan III Wielki, dlatego jego pomnik w centrum miasta… też stoi na podziemnym palach.

Fot. Wine of MoldovaNazwa miasta wywodzi się od mołdawskiego „źródło wody” i być może to przyciągnęło tutaj pierwszych mieszkańców. Niemniej musiano jakoś rozwiązać problem budownictwa, zwłaszcza w czasach bardziej nam współczesnych. Najprostszym sposobem było użycie w miarę lekkiego budulca, a tego akurat w okolicach osady było aż nadto. Mowa o wapieniu. W prosty sposób i bez specjalnego wysiłku zaczęto więc drążyć okoliczne wzgórza, pozostawiając puste, bezużyteczne tunele. Bezużyteczne chwilowo… W Mileștii Mici, miasteczku o rzut beretem na południe od stolicy, zapędzono się aż na 200–250 kilometrów w głąb jednego ze wzniesień. Wykopano tunele tak przerażająco wielkie, że nikt nie jest w stanie dokładnie pomierzyć długości korytarzy.

Do czasów radzieckiej komuny nikt się tunelami nie interesował. Aż w 1969 roku ktoś wpadł na pomysł, by przerobić to wszystko na największy skład najlepszych win Kraju Rad. „Kupowano” w Mołdawii, na Ukrainie (na Krymie) i Gruzji. Często ściągano też flaszki zza „bratnich” granic, a nawet tych zupełnie „niebratnich”.

Dziś kompleks jest wpisany do księgi Guinnessa jako największe piwnice winiarskie świata oraz największy skład win na ziemi. Tymi winami się handluje, czasami są wystawiane na międzynarodowych aukcjach, ceny niektórych flaszek przekraczają pięć stów euro. I to faktycznie jest tytułowa Desa.

Dla mnie jednak jest to nieco przerażające miejsce, znane mi poniekąd z filmu Wakacje z duchami. Wielki postsocjalistyczny kolos, na strażnika trzeba czekać przed zardzewiałą bramą. Trawniki z kwiatkami i jakaś bachiczna fontanna. Do środka wjeżdża się autobusem i mija szare sztolnie, by dotrzeć do tych gościnnych, gdzie panie w strojach ludowych rozlewają winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z glinianych dzbanków… I to jest właśnie Cepelia.