Morderca krzewów

il. Andrzej Zaręba

Aubert de Villaine pochyla się nad ręcznie malowaną mapą najsłynniejszej parceli w świecie – La Romanée-Conti. Na planie winnicy z matematyczną precyzją oznaczono 20 tysięcy pojedynczych krzewów.

Mapę przyniósł rano listonosz – byłaby miłym podarunkiem dla barona, gdyby nie załączony do niej krótki liścik z żądaniem okrągłego miliona euro. W razie odmowy jego autor – zapomniał się podpisać – obiecuje z podobną dokładnością truć kolejne krzewy winorośli.

Pierwsza przesyłka z żądaniem okupu pojawiła się w Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. de la Romanée-Conti w pierwszych dniach 2010 roku. Baron de Villaine, współwłaściciel legendarnej posiadłości i człowiek, który niejedno już w życiu widział, nie potraktował jej poważnie. Czy kto słyszał, by truć winogrona? W Côte de Nuits od kilku tygodni nie widziano słońca, kilkustopniowy mróz nie odpuszczał nawet w południe – komu by się chciało wśród mgieł i marznącego deszczu biegać po winogradach ze strzykawką? Takich słów jak „wino” i „trucizna” nie używa się w Burgundii w jednym zdaniu.

Cmentarna aleja

Anonimowy truciciel nie dał jednak za wygraną. W drugim liście ponowił groźbę – co gorsza, zwrócił uwagę barona na dwa krzyżyki zakreślone czerwonym kółkiem. – Te dwa krzewy zostały już zatrute – informował. – Kolejnych 80 także, ale da się je jeszcze ocalić przy pomocy pewnego antidotum. O ile, oczywiście, baron będzie na tyle rozsądny, by uszczuplić konto bankowe i złożyć pieniądze w odpowiednim miejscu i czasie.
Czas wyznaczono na 22 stycznia, miejsce – stary cmentarz w pobliskim Chambolle-Musigny. W takiej to – filmowej wręcz – scenerii dokonano złożenia, a następnie podjęcia grubej paczki wypełnionej banknotami. To nie był jednak dobry dzień dla Jacques’a Soltysa. Nie dość, że banknoty w paczce były fałszywe, to zaraz po ich przechwyceniu, zza grobów – niczym zmory – wychynęło kilkunastu żandarmów. Jacques Soltys po raz kolejny dał plamę.
Jego życie to w zasadzie smutny ciąg porażek. Zdołał zaliczyć tylko dwa lata studiów winogrodniczych w Burgundii, nim relegowano go z uczelni. Wychowany w winiarskiej rodzinie w Szampanii, powrócił tam, by uprawiać winoroślVitis vinifera.., i sobie tylko znanym sposobem doprowadził rodzinną winnicę do całkowitego bankructwa. Wówczas to (początek lat 90. XX wieku) postanowił rozstać się ostatecznie z ciężką pracą winogrodnika i zarabiać na życie, odwiedzając z rewolwerem w ręku okienka pocztowe w różnych zakątkach Francji. Czteroletnie tournée zakończył niespodziewaną porażką. Nieuprzejmy urzędnik odmówił wypłacenia 1,5 tysiąca franków i zaproponował, by Jacques go zastrzelił. Ten, całkowicie zaskoczony propozycją, próbował się targować, a kiedy odmówiono mu nawet 100 franków, przeprosił i wyszedł. To była jego ostatnia wizyta na poczcie.

Rok nie wyrok

Aresztowany w 1994 roku i skazany na sześć lat, wytrzymał w więzieniu w Toul zaledwie rok, po czym rozpoczął tułaczkę po bordoskich zamkach, z różnym zresztą skutkiem imając się profesji szantażysty, włamywacza i oszusta. I znów miał pecha. Postrzelony przez policjanta podczas nieudanego napadu na żonę właściciela Château La Serre w Saint-Émilion, trafił do więzienia w Saint-Martin-de-Ré z piętnastoletnim wyrokiem. Tym razem został do końca.
Dopiero w 2010 roku, wraz z przyuczanym do zawodu synem, rozbił malutki namiocik między najdroższymi winnicami świata, nieopodal Domaine de la Romanée-Conti. To w nim trzymał saperkę, latarkę i butelkę trującego herbicydu Roundup, dzięki którym miał zasilić swoje konto okrągłą sumką.
Trucizny użył z umiarem. Udało mu się skutecznie zamordować tylko jeden krzew winorośli. Pozostałe, zaledwie podtrute, doszły do siebie i dziś już pracują pełną parą. Tymczasem okazało się, że DRC nie było jedyną szantażowaną posiadłością. Listy z pogróżkami otrzymała także Domaine Comte Georges de Vogüé z apelacji chambolle-musigny i zapewne kilka innych, które wolą to nieprzyjemne zdarzenie przemilczeć. Sam wielki poszkodowany (jeden krzew z działki La Romanée-Conti wart jest więcej niż niejedna cała francuska apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia..), baron de Villaine, do końca zachował postawę dżentelmena, prosząc sędziów z Marne o uniewinnienie Jacques’a Soltysa.
Oskarżony nie doczekał jednak procesu. 23 czerwca 2010 roku, targany wyrzutami sumienia powiesił się na pasku od spodni w toalecie więziennej w Dijon.