Motyle w brzuchu

felieton ukazał się w „CW” nr 94, sierpień – wrzesień 2018 | kup ten numer | prenumerata

„Motyl”, nr 26 (26 czerwca) 1829 | polona.pl
„Motyl”, nr 26 (26 czerwca) 1829 | polona.pl | zobacz cały numer

Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
„Sławny Rousseau, który młodego Emilka środkami zmysłowości oraz doświadczenia do dobrego zachęcać radził, nie odrzuciłby zapewne sposobu nauczania geografii przez płody albo wyroby każdemu miejscu właściwe, a nade wszytko poprzez słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. pamiątki, które ięzyk, nos i oczy, zgodne w pożyciu sąsiedztwo, za wspólną uchwałą do zapisu Mnemozyne podały” – zachęca anonimowy autor Wędrówki geograficzno-gastronomicznej.

Jest wrzesień 1828 roku, Królestwo Polskie ma się dobrze, nawet bardzo dobrze. Car spogląda łaskawie na oczko w głowie brata Konstantego, funduje Uniwersytet, zezwala na tworzenie nowych instytucji życia gospodarczego, godzi się na wiele wolnościowych pomysłów Polaków. Co najważniejsze jednak – nie wtrąca się do obsady wysokich stanowisk w Królestwie. Piastują je m.in. Tadeusz Antoni Mostowski, minister spraw wewnętrznych i policji, literat, wydawca i krytyk, oraz ks. Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki, budowniczy Kanału Augustowskiego, minister skarbu, założyciel Banku Polskiego. Książę Drucki-Lubecki ma bratanka Włodzimierza. Włodzimierz z kolei ma lat dwadzieścia, ogromną erudycję, pieniądze i wielkie poczucie humoru. Wydaje własnym sumptem „pismo peryodyczne” „Motyl”, które bardzo szybko staje się bestsellerem.

Handlarz winem, Medyka 1837 | K.W. Kielisiński | polona.pl
Handlarz winem, Medyka 1837 | K.W. Kielisiński | polona.pl
Młody Drucki-Lubecki wyjątkowo sprawnie posługuje się aparatem krytycznym. W ogniu sporu klasyków z romantykami śmieje się z bombastycznych argumentów obu stron, znajduje dziesiątki sposobów, by się z gorącej dyskusji ponatrząsać, ale – choć trzeźwo myślący książę najwyraźniej zdaje sobie sprawę z tego, jak romantycy mogą w głowach namieszać – drukuje (pisanego podczas zsyłki) Konrada Wallenroda. Jednak nie to w programie „Motyla” jest najważniejsze. Czasopismo okazuje się jedynym (może nawet do dziś) polskim pismem będącym dokładnie na bieżąco z tym, co i jak na świecie się jada i co się o jedzeniu pisze. Dostrzega bez żadnych zastrzeżeń miejsce gastronomii w kulturze. Młody wydawca obok Mickiewicza drukuje pioniera światowego dziennikarstwa kulinarnego Alexandre’a Balthazara Laurenta Grimoda de la Reynière’a (chyba jedyny dotąd wydany polski przekład) i innych francuskich pisarzy gastronomicznych epoki. Grimod de la Reynière, autor wielotomowego, monumentalnego Almanachu smakoszy, jest również dla anonimowych autorów „Motyla” inspiracją, zatem niemal tuż obok zjadliwie prześmiewczej satyry dotyczącej poetyckich sporów (O klasyczności i romantyczności w kucharstwie) znajdujemy pierwszy wydany po polsku zbiór zasad łączenia win i dań (!). Pisany z przymrużeniem oka Kodeks Towarzystwa Gastronomicznego dość precyzyjnie wskazywał, jakie wina powinny towarzyszyć jakiej części obiadu. Fakt, wina klasyfikowano przede wszystkim wedle kategorii cenowych, ale intuicje autorów były słuszne i zupełnie nowoczesne (po zupie madera na przykład). Podróż do piwnicy, która wspomina o 146 gatunkach wina, jest, oczywiście, adaptacją tekstu Grimoda, ale – powtórzmy – jedyną do dziś.

Zobacz cały tekst „Podróży do piwnicy” tutaj (PDF).

Wróćmy jednak do Wędrówki geograficzno-gastronomicznej. Wzorem francuskiego dziennikarza i autorzy „Motyla” wyruszyli w teren (ileż lat przed przewodnikiem Michelina!), odwiedzając słynące z „płodów albo wyrobów (…) znakomitsze miejsca sławiańszczyzny”. No dobrze – nie jeździli, pisali zza biurka. Czy jednak zdawali sobie sprawę, że tworzą pierwszy w języku polskim (i pierwszy w Polsce na tzw. długie lata) przewodnik gastro- i enoturystyczny? Mało tego, że wprowadzając kryteria „ięzyka, oczu i nosa”, które wrażenia zmysłowe przekazują pamięci, z zupełną dezynwolturą zaznaczyli rolę powonienia i wzroku w doznaniach smakowych i tak dziś modną multisensoryczność? Wspaniałe to były czasy, kiedy polskie pisarstwo kulinarne nie zostawało w tyle za – jakbyśmy dziś powiedzieli – światowymi trendami. A co i gdzie „na sławiańszczyznie” było tak godne odnotowania we wrześniu 1828 roku? Spójrzmy na najciekawsze: Białystok – ananasy (!); Bośnja – mamelika („placki z grubey mąki”); Falenty – ananasy; Kraków – karczochy (m.in.); Macieiowice – trufle; Pacanów – obwarzanki, kozy; Tarchomin – winogrona; Włochy – winogrona; Wołyń – trufle (m.in.). Aż się chce wpadać do tej części świata.

Kiedy jeszcze dodamy, że „Motyl” był propagandową, PR-owską częścią projektu budowy polskiej winnicy narodowej i tłoczenia narodowego wina, zaczynamy również odzyskiwać wiarę w rolę prasy. O tym, że winnica narodowa była gospodarczo-politycznym projektem wspomnianych na początku ministrów Mostowskiego i Druckiego-Lubeckiego, można przeczytać w fascynującej książce Wojciecha Włodarczyka Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) narodowe. O winnicy rządowej w. Ogrodzie Botanicznym, bez której nie byłoby tego tekstu. Jest tam i „Motyl”, i Grimod de la Reynière, i wielkie projekty, które można porównać chyba dopiero z budową Gdyni czy COP – ogólnopolskie sadzenie winorośli, przekwalifikowywanie chłopów w winogrodników i właścicieli (!) winnic oraz gra rozległą warstwą symboliczną rozpiętą między oświeceniem a romantyzmem na chwilę przed wybuchem powstania listopadowego. I cisza, która nad polskim winem zapadła na ponad półtora stulecia.

Od redakcji: źródłem użytych ilustracji oraz fragmentów czasopisma „Motyl”, które znajdują się w domenie publicznej, jest portal polona.pl.