Mozaika południowohiszpańska

Arabowie nigdy nie napadli na Hiszpanię ani jej nie podbili. I w ogóle było ich tam raczej mało. Hannibal kojarzy nam się głównie ze słoniami i podbojem Italii, ale Kartagińczycy największe boje toczyli w Hiszpanii, skąd ciągnęli wszelkie dobra, by podreperować swój budżet.

Andaluzja była ich gospodarczym zapleczem i o nią posprzeczali się z Rzymianami, z czego wyniknęły kolejne wojny punickie. Jeszcze dziwniejsze jest to, że region ten w ogóle należy dziś do Królestwa Hiszpanii. Równie dobrze mógłby być niemieckim landem lub marokańską prowincją.

Przemierzając ogromne przestrzenie Andaluzji zaczynamy rozumieć, dlaczego ten zakątek Europy upodobały sobie przed wiekami różne ludy, od Północy po Bliski Wschód i Afrykę. Zielone wzgórza, szczyty spowite śniegami nawet w lecie, gorący klimat, żyzne gleby. Madrytczycy uważają Andaluzję za fragment Afryki, choć sami są postrzegani przez Katalończyków jako mieszkańcy Czarnego Kontynentu. Dla nas Andaluzja to przede wszystkim kraina sherry, manzanillą i malagą płynąca. Ostatnio także osobliwymi winami czerwonymi.

Pierwsze wina punickie

W założonym około X wieku p.Ch. dzisiejszym mieście Jerez de la Frontera nowoczesną uprawę winorośli wprowadzili kilka wieków później kupcy i osadnicy Fot. Archiwumgreccy. Ale Grecy tylko handlowali – raczej nie wdawali się w lokalne konflikty. Z winiarskiego punktu widzenia znacznie ważniejsi byli Fenicjanie, semicki lud z dzisiejszego Libanu, który w basenie Morza Śródziemnego prowadził wielki Pewex – choć Fenicjanie nigdy nie stworzyli własnego państwa, handlowali towarami luksusowymi na gigantyczną skalę, za co kasowali dewizy, czyli walutę wymienialną, którą zresztą sami wymyślili. Byli świetnymi rzemieślnikami, budowali najlepsze okręty, doskonale żeglowali i w końcu niemal pozbyli się całej konkurencji od Grecji po Hiszpanię. Handlowali też najlepszymi winami, a u siebie, w Kanaanie, wprowadzili uprawy tarasowe – to pierwszy taki udokumentowany przypadek w dziejach winiarstwa.
Sami nazywali się Kananejczykami, jak stoi w Biblii, Grecy mówili na nich „Fenicjanie”, a gdy założyli kolonię w Nowym Mieście, czyli Kartaginie (od fenickiego Kart Chadasz), zostali Kartagińczykami, choć wojny, które toczyli z Rzymem, przeszły do historii jako… punickie (czyli – fenickie).
Fenicjanie założyli najważniejsze miasta-faktorie w Andaluzji – Malagę, Jerez, Kadyks i wiele innych. I choć jakąś winoroślVitis vinifera.. uprawiano tu znacznie wcześniej, to ta działalność pod okiem Fenicjan już około X wieku p.Ch. nabrała wybitnie jakościowego i komercyjnego znaczenia. Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) zaś musiało być prima sort, bo fenickie amfory znaleźć można w całej południowej Europie i Afryce.
Czasy się zmieniły, kiedy Fenicjanie stali się Kartagińczykami i rozpoczęli ekspansję już nie tylko handlową, ale i terytorialną, podobnie jak rosnący w siłę potężny Rzym. Po przegranej I wojnie punickiej Kartagińczycy musieli zapłacić mu wielką kontrybucję, więc zaczęli „doić” Andaluzję bez skrupułów, kontynuowali też ekspansję aż po lewantyński Sagunt, znany również jako… Murviedro. To stamtąd pochodzi słynna odmiana mourvèdre (monastrell), jej fenickie pochodzenie zaś datuje się na 500 lat przed Chrystusem!
Ale Rzymianom nie o szczepy chodziło, tylko o upadek ich miasta, a ten fakt ich tak wkurzył, że rozpoczęli II wojnę punicką (tę z Hannibalem i słoniami), która trwała 17 lat.
Rzymianie zajęli ostatecznie całą Iberię, jednak kiedy cesarstwo zaczęło chylić się ku upadkowi,
w V wieku zajęli ją germańscy Wandalowie (z NRD) i Wizygoci (z RFN). Ci jednak nie potrafili stworzyć trwałego organizmu państwowego, który rozsypywał się sam. Tymczasem o godzinę drogi promem (dzisiaj) od jej południowych granic stała wielka potęga kalifatu omajjadzkiego, który w tym czasie podbił Afrykę Północną. Ale nie byli to Arabowie, lecz głównie Berberowie (także Egipcjanie i Syryjczycy), którzy przeszli na islam – nawet wśród dowódców niewielu było Arabów. Berberowie prawdopodobnie w ogóle nie chcieli podbijać Hiszpanii, ich dowódca Tariq ibn Zijad organizował jedynie wyprawy łupieżcze, ale w 711 roku jakoś tak mu zeszło, że zajął ponad pół kraju. I tak już zostało przez najbliższe 800 lat. W tym czasie wyznawcy islamu stworzyli tu swój najwspanialszy kalifat ze stolicą w Kordobie, w którym innowiercy cieszyli się niemal pełnymi swobodami, kwitły nauki i handel, a wino lało się szeroką strugą (jakże inaczej i smutniej było w sułtanacie tureckim!).

Winnice kalifów
Mimo jednoznacznych zakazów islamu, w zasadzie bez problemu uprawiano tu winorośl, choć znaczną część owoców przeznaczano na rodzynki. Nawet wśród arabskich władców zdarzali się koneserzy tego trunku. Wielkim miłośnikiem wina był emir Al-Hakam (796–822). Jeden z władców Sewilli, znany poeta Al-Mu’tamid, pisał w XI wieku wiersze o winie. Niektórzy kalifowie mieli tu swoje winnice! Winogrona suszono na słońcu, co jest dziś praktyką we wszystkich apelacjach Andaluzji dotyczących win wzmacnianych. Podobnie jak zagęszczanie moszczu poprzez gotowanie, co dawało gęsty syrop arrope, służący też do dosładzania wina lub deserów.
Fot. ArchiwumTradycyjne bodegi w Jerez były budowane na kształt arabski, z tzw. arabską „klimatyzacją” – małe okrągłe okienka pod dachem powodują, iż zimniejsze powietrze zbiera się na dole, tam gdzie beczki i ludzie, zaś ciepłe uchodzi górą – do czasów współczesnych w Andaluzji nie kopano piwnic (to jedyne takie miejsce w Hiszpanii!).
Kalifat upadł nie przez dokładne trzymanie się litery Koranu, ale przeciwnie – przez skrajnie liberalne – jak na tamte czasy – podejście do wolności, umiłowanie nauki i sztuki oraz przez przeświadczenie, że nacierający Hiszpanie wyznają podobne wartości. Nic z tych rzeczy – w Europie Zachodniej panowała „jesień średniowiecza”, a życie codzienne wyglądało tak, jak w Imieniu Róży Umberto Eco.
Rekonkwista Hiszpanii przez Hiszpanów spowodowała winiarski boom w regionie. Jednak to nie powrót chrześcijańskich władców – jak można by przypuszczać – go wywołał, ale gwałtowne, choć niezbyt długie, ocieplenie stosunków z imperium brytyjskim, zanim armady obu państw stały się śmiertelnymi wrogami. „Miesiąc miodowy” w kontaktach obu państw, wywołany ślubem Henryka VIII z Katarzyną Aragońską oraz tradycyjna niechęć angielsko-francuska, zaowocowały wzmożeniem handlu i osadzaniem się brytyjskich kupców (którzy zastąpili wypędzonych Żydów) w Jerez i Sanlúcar de Barrameda.

Kradzione tuczy

Okres przyjaźni nie trwał długo, bo skończył się dokładnie w momencie, kiedy Henryk VIII zainteresował się Anną Boleyn. Ale wówczas już wina z Jerez tak silnie zasmakowały Anglikom, że znany rozrabiaka morski admirał Drake w roku 1587 napadł na Kadyks i skradł zapasy przeznaczone dla hiszpańskiej Armady, w tym blisko 3 tys. beczek sherry, które trafiły na rynek brytyjski. Drake był piratem, gangsterem morskim na usługach królowej Elżbiety I – nie pierwszy to i nie ostatni taki przypadek – ale ponieważ dokuczał głównie angielskim wrogom, wiele uchodziło mu na sucho. W każdym razie Hiszpanie do dziś pamiętają bandycki najazd na Kadyks, a matki przestrzegają niegrzeczne dzieci słowami: „Mira el Drake!” (Uważaj, bo cię capnie Drake!)
Z drugie strony, skradzione wino trafiło w gusta Brytyjczyków tak celnie, że przez wieki byli jego największymi odbiorcami. Pod nazwą „sherry” wino trafiło do angielskiej literatury, pisał o nim nawet William Szekspir.
Według Anglików z tamtego okresu pochodzi też (dodajmy – bzdurna) nazwa wina „sherry”, niby wywodząca się od hiszpańskiego czasownika sacar – ściągać, i ma się odnosić do sposobu produkcji polegającym m.in. na wielokrotnym ściąganiu wina z beczek (metoda soleradynamiczna metoda leżakowania wina polegająca na frakcyjny... (...)). Tak naprawdę nazwa wina wywodzi się z kolejno kształtujących się nazw miasta – Xera, Ceret, Szarisz, aż po Xeres i dzisiejsze Jerez. I tak już pewnie się ostanie…