Muscat et consortes

tekst ukazał się w „CW” nr 95, październik – listopad 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Daphne Caruana Galizia najwyraźniej była już blisko wyjaśnienia, kto stoi za serią zamachów bombowych, które wstrząsnęły Maltą w 2016 i 2017 roku. | rys. Andrzej Zaręba | CW95
Daphne Caruana Galizia najwyraźniej była już blisko wyjaśnienia, kto stoi za serią zamachów bombowych, które wstrząsnęły Maltą w 2016 i 2017 roku. | rys. Andrzej Zaręba | CW95

„Otwórz mi butelkę wina, Słoneczko” – wystukał do żony George DeGiorgio i zawrócił luksusowy jacht ku Wielkiej Przystani maltańskiej Valletty. To był trzeci SMS, którego wysłał tego dnia. Drugi kilka minut wcześniej uruchomił zapalnik ukryty pod siedzeniem auta, którym Daphne Caruana Galizia, znana dziennikarka tropiąca bezlitośnie sprawców kilku zamachów bombowych na Malcie, próbowała wrócić do domu.

Najnowsza książka Michała Bardela o winie do kupienia w Butiku Winomana.

A już wyglądało na to, że misternie przemyślany plan spali na panewce. 55-letni DeGiorgio, w pewnych kręgach znany lepiej jako Chińczyk (Ic-Ciniz), celem zagwarantowania sobie stosownego alibi, wypłynął jachtem na pełne morze i tam czekał na sygnał od swojego młodszego brata Alfreda oraz przyjaciela Vincenta Muscata – ten ostatni dzieli swoje wymowne nazwisko z obecnym premierem Malty, Josephem Muscatem, choć ponoć nic ich poza tym nie łączy. Kiedy wóz dziennikarki opuścił teren zabudowany i znalazł się na bocznej drodze prowadzącej na wzgórze, Alfred zadzwonił do brata, że już czas. Wówczas brat wystukał na niezarejestrowanej komórce stosowny kod i spokojnie oczekiwał na kolejny telefon od Alfreda, który z lornetką śledził przebieg sytuacji z sąsiedniego wzgórza. Pozornie wszystko poszło dobrze, Alfred potwierdził, że z samochodu Galizii zostało bardzo niewiele. Chińczyk poprosił żonę, by przygotowała winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) i zawrócił do portu. Jedna rzecz tylko nieco go trapiła. W całym zamieszaniu zapomniał był… zasilić trefną komórkę-zapalnik. Uświadomił to sobie na kilka minut przed akcją i – nie zastanawiając się wiele – wysłał SMS do Maltese Telecom, by wykupić limit za 5 dolarów. To był ów trzeci SMS wykonany tego dnia przez Chińczyka. Ten, który pozwolił policji maltańskiej w miarę szybko namierzyć telefony i skojarzyć fakty. Nie pomogło też radosne: „Otwórz butelkę wina”, wysłane, jak stwierdzili śledczy, w kilka minut po eksplozji. Bracia DeGiorgio i Muscat trafili za kraty.

Daphne Caruana Galizia zginęła, bo najwyraźniej była już blisko wyjaśnienia, kto stoi za serią zamachów bombowych, które wstrząsnęły Maltą w 2016 i 2017 roku. Wstrząsnęły dosłownie, bo jeszcze kilkanaście lat temu był to kraj, w którym policja służyła raczej do ściągania z drzew kotów i przeprowadzania przez jezdnię wiekowych Brytyjek. Rzadka informacja o tym, że ktoś kogoś okradł lub – co nie daj Boże – napadł, trafiała natychmiast na czołówki miejscowych gazet.

Dopaść winnego. Canelli? Ottonel? Aleksandryjski?

Muscat et consortes znani byli organom ścigania od co najmniej kilku lat. George DeGiorgio miał już na koncie wyrok w zawieszeniu za współudział w napadzie na konwój z pieniędzmi, a w 2004 zatrzymano go wraz z Muscatem i znanym piłkarzem reprezentacji Malty Darrenem Debono na Lampedusie w związku z przemytem ropy z Libii. Wyszedł na wolność, albowiem główny świadek oskarżenia podczas procesu nieszczęśliwie doznał całkowitej amnezji i nie był w stanie zeznawać przeciwko Maltańczykom.

Główna siedziba gangu, jak się dziś dość oficjalnie mówi, powiązanego z libańskimi bojownikami Państwa Islamskiego i kilkoma zorganizowanymi grupami przestępczymi na Malcie i we Włoszech, mieściła się w składach ziemniaczanych industrialnej portowej dzielnicy Marsa, słynącej dziś z wyjątkowego nagromadzenia elementu przestępczego oraz dwóch największych na wyspie wytwórni wina: Marsovin oraz Delicata Wines (ta ostatnia z widokiem wprost na magazyn należący do gangu). Rozpracowano ją dzięki anonimowym donosom uczciwych obywateli, zdziwionych, że zamiast kontenerów z kartoflami, do składu dzień w dzień wjeżdżają korwety, mercedesy i bmw, z których wysiadają – oficjalnie bezrobotni – bracia DeGiorgi i ich równie ubodzy koledzy.

Proces przeciwko Maltańczykom potrwa zapewne długo. W państwie wielkości Krakowa (z dwakroć niższą liczbą mieszkańców) niełatwo jest zwerbować sensowych świadków oskarżenia, ba – nawet z sędziami jest kłopot. Sędzia Donatella Frendo Dimech, która miała przewodniczyć wstępnemu wysłuchaniu stron, na wniosek obrony musiała wycofać się ze sprawy – adwokaci argumentowali, że skoro chodziła do jednej klasy z siostrą ofiary, może nie mieć nieuprzedzonego stosunku do oskarżonych…