Na kresowym szlaku

Winorodne ziemie mołdawskie przez kilka stuleci sąsiadowały z Rzeczpospolitą (warto nadmienić, że tradycje uprawy sięgają tam 4–5 tysięcy lat). Można zatem podejrzewać, że sąsiedztwo to musiało wywrzeć jakiś wpływ na naszą kulturę wina.

Cóż zatem łączyło Polskę i Mołdawię na winnej niwie? Dlaczego Mołdawia wydaje się nam dziś tak odległa?

Już od XIV wieku, gdy Mołdawia zaczęła się usamodzielniać spod władzy węgierskiej, nawiązała silne związki polityczne z Polską. Hospodarstwo Mołdawskie za czasów Jadwigi i Jagiełły stało się nawet lennem Polski. Późniejsze wieki obfitowały w różne wydarzenia historyczne i wzajemne konflikty, o których dziś pamiętają tylko pasjonaci historii i zawodowi historycy. Być może, jeśli wakacyjne wojaże zawiodą kogoś do Suczawy (dziś na terenie rumuńskiej Bukowiny), może on przeżyć zdziwienie niecodzienną nazwą ufortyfikowanego monasteru ormiańskiego, określanego dziwnie nam bliskim słowem „Zamca” (czyt. zamka). To pamiątka mołdawskiej wyprawy Jana III Sobieskiego, który w tym miejscu, w sercu historycznej Mołdawii, założył swą kwaterę. Jak widać, łączą nas z Mołdawią różnorodne, niekiedy niezwykłe więzi historyczne, które po II wojnie światowej uległy planowemu zapomnieniu – wszak pamięć ta godziła w zdradzieckie ustalenia jałtańskie, a kresowe wspomnienia (poza państwowo dozwolonymi) znajdowały się na liście prohibitów.

W meandrach historii

Fot. shutterstock.com / sp.VVKHistoryczna Mołdawia obejmowała swym zasięgiem wiele interesujących terenów wionorodnych. Dziś znajdziemy je zarówno na terenie samej Republiki Mołdawii, jak i sąsiadującej z nią Rumunii, w której wschodni region winiarski również zwie się Mołdawią, i powstają tam najbardziej znane wina rumuńskie, m.in. wina z Cotnari. Na nowożytnej historii Mołdawii zaważyła najbardziej ekspansywność dwóch imperiów: osmańskiego i rosyjskiego. Pierwsze z nich od XV wieku na różny sposób ingerowało w losy Mołdawii i zajęło część jej ziem (m.in. nadmorską prowincję Budziak), a wpływy te sięgały połowy XIX wieku. Drugie od końca XVIII wieku zaczęło silnie ingerować w sprawy Mołdawii. To wówczas Mołdawia podzieliła los podobny do Polski – została podzielona na trzy części, z których jedna została zagarnięta przez Austrię (Bukowina). Rosja od 1812 roku objęła władzę w Besarabii – części Mołdawii leżącej między Dniestrem a Prutem. Od tej chwili, aż do naszych dni, Rosja pragnie objąć te tereny swymi wpływami.
Skomplikowane dzieje powodują, że wina z ziem historycznej Mołdawii pojawiały się nie tylko jako wina mołdawskie, ale również jako wina rumuńskie (od zjednoczenia Hospodarstwa Mołdawskiego i Hospodarstwa Wołoskiego w 1861 r.). Ziemie Besarabii w XIX wieku rodziły również winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) rosyjskie, a w XX wieku produkowały masowo wino sowieckie. To ostatnie – według niektórych współczesnych winnych pisarzy – zaspokajało ponoć połowę zapotrzebowania tego najdalszego od abstynencji imperium. Choć w opracowaniach z czasów PRL ostrożnie mówi się o wkładzie 12–16 proc. do całościowej produkcji wina w ZSRS, trzeba przyznać, że pod względem wielkości produkcji był to trzeci region w ZSRS. Jedynie Józef Barecki w roku 1972 – zaślepiony zapewne gorliwą miłością do ZSRS – napisał: „Koniaki, szampany i wina mołdawskie uplasowały się na czołowej pozycji w produkcji światowej” (O Związku Radzieckim zwięźle i ciekawie, s. 115).
Masowa produkcja, typowa dla gospodarek dawnego bloku RWPG, brak dbałości o jakość oraz centralne planowanie zdewastowały sławę mołdawskiego winiarstwa (zdecydowanie najlepiej obroniły się wina z rumuńskiej części historycznej Mołdawii, choć i one niemało ucierpiały).
Dla nas ważne jest jednak to, że w opisywanych rejonach mamy pierwsze symptomy przemian. Dość wspomnieć, że wciąż uprawia się tam wiele autochtonicznych szczepów, co podkreśla wielowiekowe tradycje winiarskie tych ziem, wielokrotnie dzielonych granicami. Miejmy nadzieję, że na naszych oczach dokona się wreszcie przemiana świadomości mołdawskich winiarzy po obu stronach granicy. Jeszcze kilka lat temu wina z Republiki Mołdawii nosiły silne piętno czasów komunizmu, podobne – choć nieco lżejsze – ich bracia z dzisiejszej Rumunii. Na szczęście sporo się od tego czasu zmieniło!

Mołdawskim szlakiem małmazji

Można powiedzieć, że do czasu powstania kolei żelaznych właśnie przez Mołdawię przebiegał najważniejszy szlak zaopatrzenia naszych Kresów w wina. Od drugiej połowy XIV wieku, a zatem od czasów panowania Jadwigi i Jagiełły, ukonstytuował się jeden z najważniejszych i bodajże najbardziej niezwykły staropolski szlak handlowy. Sprowadzano nim najbardziej wówczas cenione ciężkie słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. wina pochodzące najczęściej z Cypru i z Krety oraz z innych wysp greckich. Ze względu na cenę były to wina iście królewskie. To właśnie one stworzyły legendę małmazji, czyli „wina małmaskiego”, wspominanego nawet w jednej z naszych pastorałek jako niebiański napój Zbawiciela.
Fot. Wine of MoldovaWina południowe (a także ceniony przez rodaków pieprz) przez cały wiek XV podróżowały najpierw okrętami do Konstantynopola, a następnie przez Morze Czarne do Mołdawii. Nawet upadek Konstantynopola w 1453 roku nie zahamował zupełnie importu win południowych. Na terenach Mołdawii wina rozpoczynały swą lądową peregrynację do Suczawy (ówczesna stolica Mołdawii), skąd wysyłano je dalej do Lwowa. Zygmunt Gloger cytował w swej Encyklopedii staropolskiej następujące słowa jednego z dokumentów: „Małmazyi we Lwowie zawsze wielki dostatek bywał, a skład małmazjowy nigdzie indziej nie miał być jak we Lwowie”. Lwów słynął więc z małmazji, ale część wina podróżowała dalej – do serca ówczesnego królestwa, jakim był Kraków. Tam zresztą zbiegały się wszystkie trasy importu wina w średniowiecznej Polsce. Warto wspomnieć, że do Krakowa sprowadzano pewne ilości wina również alternatywną drogą, omijającą Lwów i większość ziem mołdawskich, a idącą przez Braszów i Koszyce. Droga ta zyskała na znaczeniu od XVI wieku; oznaczało to równocześnie, że Mołdawia zaczęła tracić na znaczeniu na winiarskiej scenie.
Wina południowe do końca I Rzeczypospolitej były wysoko cenione ze względu na ich trwałość i walory smakowe; jednak z powodu wysokiej ceny i długotrwałego transportu nie nadawały się do zaspokojenia rosnących aspiracji polskiej szlachty i mieszczaństwa. Rolę tę przejął doskonale wszystkim znany węgrzyn. Wspominając tę historię, nie powinno nas dziwić – często niestety wykpiwane – zamiłowanie naszych rodaków do win słodkich. Kształtowało się ono przez wieki i miało uzasadnienie w tym, że wśród importowanych win tylko te słodkie mogły znieść trudy długiej podróży. Poza tym dawna polska kuchnia lubowała się w słodkich i korzennych smakach, dziś niestety często zapomnianych. Zamiast bezrefleksyjnego, wstydliwego naśladowania Zachodu warto otoczyć troskliwą opieką resztki własnych tradycji, pamiętając, że problemem nie jest samo wino słodkie, ale najczęściej jego bardzo niska jakość na współczesnych polskich stołach.

Mołdawskie wina obok węgrzyna

Mołdawia była jednak nie tylko szlakiem tranzytowym – sama była jednym z najważniejszych źródeł wina. Obok Węgier dostarczała największych ilości tego szlachetnego trunku na polskie stoły. Trzecim źródłem (znacząco wówczas mniejszym) były winnice zachodniej Europy (reńskie, z Wenecji, z południa Francji oraz hiszpańskie z Granady).  
Bogactwo historycznego Hospodarstwa Mołdawskiego oparte było na rolnictwie, a w szczególności na produkcji wina, Polska była natomiast jego największym odbiorcą. Wina mołdawskie w średniowieczu importowano również do Lwowa, a następnie do Krakowa. Pod koniec XV wieku wina mołdawskie były jednymi z droższych: kosztowały niewiele mniej od drogich win francuskich, a były droższe od win niemieckich i 4,5 razy od węgierskich. Szczególnie ceniono wina kotnarskie (dziś Cotnari, nadal cenione w Rumunii). Co ciekawe, wina te pojawiły się również obok win polskich w słynnym staropolskim lirycznym przeglądzie trunków autorstwa Jana Andrzeja Morsztyna zatytułowanym „Do Stanisława Morsztyna Rotmistrza JKMości”:

[…] Nawet w Kutnarze, wiesz, wiele naręczy
Wybiją co rok bednarze obręczy;
I własnej nie chcąc zawstydzić ojczyzny,
Piłeś te wina, które daje żyzny
Grunt brodzki, kiedy zawiesił proporce
Hetman i wszczęły dobrą myśl Podhorce. […]

Fot. shutterstock.com / Serghei Starus Podhorce i Brody znajdowały się na wspominanym już kresowym szlaku transportu wina, stąd skojarzenie tamtejszych win z winami mołdawskimi wydawało się zapewne oczywiste.
Niestety, już w XVIII wieku sprowadzać poczęto z Mołdawii tanie i niezbyt dobrej jakości wina (Zofia Łempicka wspominała w swym Słowniku rzeczy i spraw polskich dżałacz – liche wino mołdawskie z XVIII w.). Dlatego w XIX wieku tak pisano: „Węgierskie wino jest najwspanialszym traktamentem w Polsce. W braku tegoż piją też mołdawskie i morawskie”.
Mołdawskie wino, zapewne z racji późniejszych skojarzeń z tanim winem niskiej jakości, o wiele rzadziej gościło na kartach naszej literatury niż konkurencyjny węgrzyn. Jeżeli kojarzyło się pozytywnie, to przywodziło na myśl dawno minione czasy i owiane legendami kresowe stanice. Nie dziwi więc, że pojawiło się na kartach Trylogii Henryka Sienkiewicza, gdzie w Chreptiowie „mołdawskie wino grzało się z rozkazu Basi przy żarze, a pachołkowie czerpali je cynowymi kusztyczkami i podawali rycerzom”.
Burzliwa historia Mołdawii spowodowała spadek jakości i zmniejszenie importu tamtejszych win do Polski. Co ciekawe, nigdy na dłuży okres import ten nie został zahamowany. Nawet po upadku I Rzeczypospolitej wina mołdawskie gościły na polskich stołach. W XIX wieku wina z niektórych części ziem mołdawskich docierały jeszcze do Lwowa, Wilna oraz Warszawy. Po I wojnie światowej wina rumuńskie skutecznie konkurowały cenowo z polskimi winami z ciepłego Podola (nawet pomimo wysokich ceł). W okresie po II wojnie światowej, zwłaszcza w latach 70., do Polski napływały jeszcze wina rumuńskie z rejonu historycznej Mołdawii, a nazwa Grasă de Cotnari wśród starszych czytelników może zapewne wzbudzić wspomnienia tamtych lat.

Więcej o Mołdawii i jej winach w numerze 70 magazynu Czas Wina.