Na winiarskiej mapie świata

Do niedawna nie należałam do entuzjastów win białych i zdecydowanie przedkładałam uroki roztaczane przez wina w barwach burgunda. Ale kilka dni wypełnionych przemieszczaniem się między obsadzonymi rieslingiem winnicami i degustowaniem powstałych z niego win diametralnie zmieniło moje poglądy.

To, że w Niemczech robi się dobre wina przede wszystkim z rieslinga, wie niemal każdy. Również nieobcy większości jest fakt, że „król riesling” właśnie stamtąd pochodzi. Chociaż nie sposób zanegować obecności Niemiec na winiarskiej mapie świata, wśród mieszkańców kraju nad Wisłą rzadko są one postrzegane w kategoriach kraju winiarskiego.

Przed przystąpieniem do pisania tego artykułu zapytałam sporą liczbę osób, z czym kojarzą im się Niemcy. Odpowiedzi były rozmaite, ale tylko jednej osobie Niemcy skojarzyły się z fantastycznymi mozelskimi rieslingami. Dla kontrastu podam, że te same osoby zapytane o Włochy bez zastanowienia wymieniły winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) zaraz po pierwszym skojarzeniu, którym bezapelacyjnie okazała się pizza.

Rzut beretem od domu

Dopiero po odwiedzinach w winnicach Rheingauregion winiarski w południowo-zachodnich Niemczech, leżąc... (...), Mozeli i Palatynatu zdałam sobie sprawę, że to właściwie wielka szkoda, iż stosunkowo niewielu z nas interesuje się tamtejszymi winami. Mało kto, planując winiarski weekendowy wypad, jedzie odwiedzić Niemcy. A to przecież tak blisko! Choćby dlatego warto więcej uwagi poświęcić tamtejszemu winiarstwu. Po opuszczeniu lotniska we Frankfurcie po niespełna półgodzinnej jeździe samochodem jesteśmy w sercu Rheingau, gdzie dosłownie i w przenośni można się zanurzyć w rieslingu.

Inna sprawa, że kiedy wracam wspomnieniami do spacerów po wymuskanych, ukwieconych miasteczkach, uświadamiam sobie, że dosyć wyraźnie brakowało mi tam czynnika ludzkiego. Wczesnym wieczorem miejsca te sprawiały wrażenie wymarłych: nigdzie nie było widać ludzi. Rzecz niewyobrażalna w południowoeuropejskich krajach winiarskich czy chociażby u naszych bratanków Węgrów.

Gros arystokratycznych niemieckich posiadłości powstało pod koniec średniowiecza. Niektóre z nich do dziś pozostają w rękach tych samych rodzin. W takim kontekście całkowicie zrozumiała była uwaga rzucona przez Johannesa Esera – jednego z najlepszych producentów Rheingau (Weingut(niem.) winnica, gospodarstwo winiarskie.Termin odnosi się ... (...) Johannishof): „Nasza rodzina zajmuje się winem od 400 lat, więc, biorąc pod uwagę tutejsze realia, jesteśmy nowicjuszami”.

O psie, który jadł winogrona

Odwiedzając Niemcy, warto poświęcić trochę czasu, aby dotrzeć do winnic w dolinie Mozeli. Warto się tam udać nie tylko dla wspaniałych rieslingów, ale również dla co najmniej dorównującym im wspaniałością krajobrazów.

Będąc w posiadłości Van Volxem, należącej do charyzmatycznego winiarza o swojsko brzmiącym nazwisku Niewodniczański, mamy szansę poznać nie tylko doskonałe wina, ale też jego nieodłączną psią towarzyszkę Margaux. Wpatrzona w swego pana tylko czeka na hasło, aby wskoczyć na tyły wysłużonego jeepa i udać się do winnic. Tyle że Margaux wcale nie chodzi o spacer czy przejażdżkę. Zaraz po dotarciu na miejsce rzuca się do krzewów winorośli, by po sekundzie łapczywie zajadać się w pełni dojrzałymi gronami rieslinga. Obserwując Margaux, z rozbawieniem zastanawiałam się, czy riesling to jej ulubiony szczep, czy smakują jej też inne… Jednak jej pan był tak pochłonięty prezentowaniem niebieskich i dewońskich łupków stanowiących podłoże jego winnic, że nie śmiałam o to zapytać.