Największa spółdzielnia świata

To sytuacja wyjątkowa – nie zdarzyła się nigdy i nigdzie indziej na świecie. Bo też w żadnym kraju kapitalistycznym nie udało się skolektywizować całego działu gospodarki.

Totalnie i w dodatku właściwie oddolnie i pozornie dobrowolnie. Do dziś trudno nawet precyzyjnie rozstrzygnąć, dlaczego tak się stało. Ale się stało – w Republice Południowej Afryki.

Ilekroć czyta się o historii Południowej Afryki, a dokładniej tamtejszego winiarstwa, zawsze trafia się na te same opisy i nazwiska – Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, pierwsi gubernatorzy: Jan van Riebeeck i Simon van der Stel, pierwsze sadzonki i pierwsze otrzymane wina, najstarszy kraj Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win..., pionierzy i wizjonerzy – spotykamy to we wszystkich książkach i opisach, co z czasem staje się nudne i rzewne. A potem wielka historyczna „dziura” – aż do boomu czasów współczesnych. I dosłownie nic o tym, co działo się po drodze. No może jeszcze jawi nam się sława wspaniałych słodkich win z Constantii, za którymi rozbijały się koronowane głowy różnych państw, i które wysyłano nawet Napoleonowi w czasie jego niechlubnego zesłania za popełnione barbarzyństwa.
Fot. KWVTymczasem z historycznego i gospodarczego punktu widzenia ta „dziura” to jeden z najciekawszych etapów południowoafrykańskiego i światowego winiarstwa. Ciekawy, bo i w innych krajach pojawiały się podobne nurty, ale nigdzie nie przybrały tak monstrualnych rozmiarów.
W końcu XVII wieku bogaty zakątek Afryki i ważny punkt strategiczny w drodze do Indii stał się miejscem pełzającej brytyjskiej inwazji. Pomiędzy spychanymi w głąb lądu osadnikami holenderskimi – czyli Burami – a czarnymi mieszkańcami zaczęło dochodzić do coraz krwawszych wojen. Niedługo później doszło do jeszcze krwawszych dwóch wojen burskich, pomiędzy Anglikami a wolnymi Burami. Kraj pogrążył się w chaosie i w efekcie na przełomie XIX i XX wieku Południowa Afryka stała się brytyjskim dominium. Kraj był skrajnie wyniszczony, a najważniejszy dział gospodarki rolnej, winiarstwo, stało na skraju upadku.
Co prawda wielki rynek imperium był dla niego z początku otwarty (wkrótce i te drzwi zatrzaśnięto), jednak lokalne wina i tak nie miały czego tam szukać – nie wytrzymywały konkurencji. Może z wyjątkiem miejscowych sherry i porto oraz winiaków. Ale i tak Anglicy woleli mocniejsze trunki w formie oryginalnej – z Portugalii, Hiszpanii i Francji, a nawet z Australii.
Ogromne odległości wewnątrz kraju, stopniowo łagodzone przez budowę linii kolejowych, drastycznie podrażały koszty produkcji, a do tego dochodził dalszy transport morski. Koniec wojen i spustoszenia wywołane przez filokserę spowodowały błyskawiczną odbudowę winnic przez pracowitych Burów – a co za tym idzie, szybki wzrost produkcji wina, na które nie było zbytu. Już w 1902 roku cena wina spadła poniżej trzech funtów za niemal 600-litrową beczkę. Kilka lat później – do 2,15 funta. Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) wylewano, masowo destylowano, sprzedawano poniżej kosztów produkcji – byle przetrwać. Ale widoków na przetrwanie nie było żadnych. Winiarze zaczynali plajtować, a stan zapaści wydawał się permanentny – trwał kilkanaście lat.

Wizjoner

Fot. KWVNa początku XX wieku na miejscowy rynek wkroczył przedsiębiorca dr. Charles W.H. Kohler (1862–1952). Przekonywał winiarzy, że w pojedynkę nie dadzą rady, że muszą się zjednoczyć w spółdzielnie, by uratować swoje majątki. W roku 1906 powstała pierwsza południowoafrykańska kooperatywa – Drostdy w Tulbagh, ale nie odegrała znaczącej roli. Dopiero po ponad dziesięciu latach aktywnej działalności Kohler zdołał przekonać wytwórców do swojej wizji – projektu stworzenia wielkiej kooperatywy, ze wspólnym zarządem (został jego szefem), która będzie ustanawiała corocznie ceny minimalne i gwarantowała skup wszystkich win od członków. Detto, fatto – postanowione, zrobione – jak mówią Włosi: w 1918 roku narodziła się spółdzielnia Koöperatieve Wijnbouwers Vereniging van Zuid-Afrika Bpkt (Spółdzielczy Związek Producentów Wina). Rozpoczęła się kilkudziesięcioletnia era KWV.
Kohlera ocenia się dziś różnie, ale niemal zawsze dość skrajnie – bądź jako ojca-zbawiciela, który uratował całe południowoafrykańskie winiarstwo (a właściwie winiarzy), aż po człowieka, który je zniszczył, zamroził status quo ante, odebrał możliwość rozwoju lokalnego rynku, uniemożliwił jego ekspansję i eksport.
Zagrożeni plajtą winiarze zaczęli masowo wstępować do KWV. Z wolna porządek zostaje przywrócony. KWV rośnie w siłę, skupiając coraz większą liczbę członków i w następnych latach koncentruje w swoich rękach aż 70 procent południowoafrykańskiego winiarstwa. Gigantyczna spółdzielnia zaczyna kontrolować rynek winiarski, a jej szef zaczyna być nieoficjalnie traktowany jako nieformalny członek rządu! Już w roku 1924 KWV jest tak mocna, że ustala cenę minimalną na wina do destylacji w RPA (a na to idzie lwia część produkcji), a pięć lat później ustala cenę minimalną na wina konsumpcyjne w całym kraju. Stara się także o pożyczki dla swoich członków, jak również finansuje badania nad uprawą winorośli i produkcji wina, marketingiem, rozwojem rynku winiarskiego, aż wreszcie podejmuje pierwsze próby znalezienia nowych rynków zbytu poza RPA.
Tymczasem, w roku 1917, na Uniwersytecie w Stellenboschmiasto w południowo-zachodniej części Kraju Przylądkoweg... (...) zostaje otwarty Wydział Uprawy Winnej Latorośli i Enologii (Department of Viticulture and Oenology). Jego pierwszym szefem zostaje Abraham Izaak Perold, wkrótce główny enolog w KWV, który w tamtym czasie kończył badania nad krzyżówką pinotagepołudniowoafrykańska odmiana czerwonych winogron, krzyżó... (...) (piszemy o tym nieco dalej).
Nie zmienia to jednak faktu, że w pierwszych dziesięcioleciach ubiegłego wieku – jak pisała Jancis Robinson – „Afryka Południowa była jedną ogromną gorzelnią, pochłaniającą większość produkcji wina w tym kraju”.

Wino po goleniu

Fot. KWVJest oczywiste, że jeśli rynek gwarantuje komuś ceny i zbyt, jakość spada na dalszy plan. Nie ma znaczenia, że z uwagi np. na warunki klimatyczne, jeden robi wino przy wydajności 50 hektolitrów z hektara, a ktoś inny dobija do 300 hektolitrów – i tak wszystko zostanie kupione i wyląduje we wspólnym „garnku”. Przeważającej liczbie rolników zupełnie nie zależało na jakości wyrabianych win, zresztą sami produkowali bardzo mało. Ich głównym celem było odstawienie zakontraktowanych owoców do KWV, a spółdzielnia, zalana nadmiarem taniego wina, z reguły przeznaczała je do destylacji. Zbyt na winiaki był dość duży – potomkowie przybyszów z Holandii przywieźli ze sobą zwyczaj ich konsumpcji, z kolei zbyt na afrykańskie wina na rynku wewnętrznym był minimalny. Potomkowie kolonizatorów brytyjskich woleli kupować wina europejskie. Czarnoskórzy mieszkańcy RPA pili przeważnie piwo. Nadmiar wina i destylatów był tak duży, że KWV sięgała niekiedy po rozwiązania nieszablonowe – np. wyrób… wody kolońskiej.
Ci, którzy zdecydowali się z różnych przyczyn zostać poza KWV, z reguły mieli się coraz gorzej. W roku 1935 większość z nich stworzyła drugą co do wielkości kooperatywę – Stellenbosch Farmers’ Winerypołudniowoafrykański spółdzielczy koncern winiarski, pro... (...), a po wojnie, w roku 1945 powstała Distillers Company – firma kontrolująca przemysł destylacyjny.
Fot. KWVAle potęga KWV nigdy nie została zagrożona nawet o milimetr – liczba jej członków osiągnęła w momencie apogeum aż pięciu tysięcy rolników – obraz niespotykany w praktyce światowej. I nie ma znaczenia, że oprócz KWV działało jeszcze około siedemdziesięciu małych spółdzielni, najczęściej zależnych od KWV, bo właśnie ona wraz z rządem ustalała wszystkie limity produkcyjne i ceny minimalne. Indywidualizm, tak cenny w świecie wina od początku uprawy winorośli, w RPA zanikł zupełnie – winiarzom nie wolno było umieszczać własnych nazwisk, posiadłości czy też swoich nazw na etykietach – wszystko wędrowało na rynek pod wspólnymi markami KWV.
W starej siedzibie KWV (używanej także i dziś) w Paarl największe wrażenie zrobiła na mnie słynna, dziś przepięknie odnowiona naziemna piwnica Cathedral Cellar – wielkości co najmniej kilku boisk do koszykówki. Rząd gigantycznych drewnianych zbiorniko-bek daje dziś obraz, jak to się kiedyś odbywało, jak „kupażowano” wina, i w jakich ilościach, choć zarówno pochodzące z tej piwnicy wina uchodziły za najlepsze (także i dziś), jak i fakt, że hala jest odrestaurowana i służy turystom, nie daje obrazu mocy przerobowych spółdzielczego koncernu, którego winiarnie rozsiane były po całym kraju.

Przegrzanie
Światowe, delikatne zrazu zainteresowanie świata winami z Południowej Afryki (głównie ze strony turystów) jest dla samych winiarzy i szefostwa KWV zaskoczeniem. Ale i uzmysławia im, jaka przepaść dzieli ich od reszty świata. Wkrótce powstaje pierwsza trasa winiarska w RPA – Stellenbosch Wine Route, a później – w roku 1973 – zostaje wprowadzone jednolite prawo winiarskie i pierwsze apelacje. Duże zapotrzebowanie na specjalistów od uprawy winnej latorośli i produkcji wina rodzi potrzebę otwarcia kolejnej wyższej uczelni o tym kierunku. W roku 1979 powstaje Przylądkowa Akademia Wina (Cape Wine Academy).
Fot. KWVAle na początku lat 80. zeszłego wieku pojawiają się pierwsze objawy „przegrzania” przemysłu winiarskiego i destylacyjnego. Monopol KWV na eksport i prawie monopol na skup owoców staje się zbyt ciasny – z jednej strony nie wymusza wzrostu jakości wśród swoich członków, a z drugiej hamuje rozwój wolnego rynku. Ciąży to szczególnie małym, niezależnym firmom, których pojawia się coraz więcej, wytwarzającym wina znacznie wyższej jakości. Archaiczna struktura rynku winiarskiego zaczyna kruszeć u podstaw. W roku 1983 parlamentarna komisja (Mouton Commission) zaleciła decentralizację przemysłu winiarskiego, ale rząd odmawia. Broni się także KWV, strasząc rozregulowaniem i dezorganizacją rynku.
Jednak fali „nowego” nie da się już powstrzymać. W roku 1992 KWV zostaje pozbawione większości swoich prerogatyw dotyczących przemysłu winnego. Rodzi się wolny rynek win, który wkrótce – po zniesieniu apartheidu i cofnięciu związanych z nim sankcji gospodarczych – zaczyna działać jak w innych państwach Nowego Świata.
Zasady wprowadzone na dekady przez KWV legły w gruzach. Ale nie sama… KWV. Dziś jest jedną z setek południowoafrykańskich wytwórni działających w systemie wolnorynkowym. Jak równy z równym. W budynku dawnej siedziby KWV w Paarl działa już inne KWV. Ale po budynku nie przechadza się już duch Charlesa W.H. Kohlera. Nie ma dla niego miejsca. Po wina zaś z inskrypcją „KWV” na etykiecie można dziś sięgać na całym świecie bez obaw. Duch Kohlera mógłby tego nie zrozumieć.