Nowe i historyczne zaszłości

tekst ukazał się w „CW” nr 94, sierpień – wrzesień 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

fot. RODRIGOBARRETO / shutterstock
Winnice w pobliżu Ica, Peru | fot. RODRIGOBARRETO / shutterstock

Wicekrólestwo Peru, najpotężniejsza hiszpańska posiadłość w Ameryce Południowej, nigdy nie miało szczęścia do wina. I to pomimo że właśnie tam dotarły pierwsze winogrona i rozpoczęła się sztuka winiarska, która później objęła pozostałe kraje kontynentu.

Rzadkość na rynku polskim: wina peruwiańskie.

mapa Peru © Czas Wina
mapa Peru © Czas Wina | podgląd mapy
Ten paradoks trwa do dziś – choć gazety raz po raz donoszą, że Peru wkrótce będzie kolejnym po Chile, Argentynie i Urugwaju lwem na światowym rynku, to na razie okazuje się nim jednak Brazylia.

Jeśli spojrzeć na statystyki, widać, że słupki produkcji czy krajowej konsumpcji rosną co rok, często o wartości dwucyfrowe. Jednak tak samo szybko rośnie import win, bo Peru stało się w międzyczasie perłą turystyczną (i kulinarną) Ameryki Południowej. A wiadomo, po zwiedzeniu Limy, Cuzco czy Machu Picchu oraz – bardziej ekstremalnie – odwiedzeniu dżungli i po górskich wspinaczkach turyści muszą jednak porządnie zjeść i czymś, najlepiej miejscowym, to popić.

Dlaczego zatem lokalne winiarstwo nie jest w stanie wybić się przynajmniej na potęgę w skali kraju? To zagadnienie złożone, bo dotyczy zarówno historii, jak i warunków klimatycznych oraz problemów społecznych.

Kilka dobrych wytwórni nie potrafi zagwarantować sobie właściwych (wyższych) cen na wewnętrznym rynku i co za tym idzie – lepszej sprzedaży. Nie jest to tylko problem Peru – podobnie jest w Urugwaju, gdzie najlepsze wyroby trafiają na eksport lub są konsumowane lokalnie przez wyższą klasę średnią albo turystów. Chile i Argentyna są tak wielkimi rynkowymi potworami na globalnym rynku, że ten problem ich nie dotyczy – mogą zrobić winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) na każdą kieszeń i to w dowolnych niemal ilościach. Jednak ich gospodarki również zależą od eksportu – nawet małe wahnięcia na giełdach powodują gigantyczne perturbacje u producentów. Niemniej tak jest na całym świecie – żaden region winiarski nie bazuje na lokalnej konsumpcji, z wyjątkiem winiarskich obrzeży jak choćby Czechy czy Słowacja.

Z powyższego wynika fakt, że trudno jest do Peru ściągnąć wykształconych specjalistów, którzy kiedyś pociągnęli lokalne winiarstwo w krajach sąsiednich. Inwestowanie w sektor winiarski w Chile i Argentynie jest łatwiejsze, bo sprawdzone i przewidywalne.

Jest też Peru w wielu miejscach krajem ciągle niedostępnym, co tak bardzo cenią sobie podróżnicy i zwolennicy wojaży ekstremalnych. W winiarstwie liczą się jednak dobre drogi i cała pozostała infrastruktura. Tymczasem całkiem spora część kraju jest tu nieskomunikowana, bazuje na transporcie rzecznym lub na okresowych trasach przez dżunglę, np. nieprzejezdnych w porze deszczowej. Są też obszary całkowicie nieosiągalne, gdzie tylko drogą powietrzną dociera armia, a i to z rzadka.

Rok 1641 zaważył na peruwiańskim winiarstwie na wieki, a z jego skutkami kraj walczy do dziś. Wtedy to metropolia, czyli Hiszpania, ostatecznie zakazała uprawy winorośli i produkcji wina w koloniach. Z Iberii zaś do jej zamorskich posiadłości po długiej podróży morskiej docierały tylko odparowane, silnie utlenioneokreślenie wina, które zbyt długo przebywało w kontakcie... (...) „wina” i ocet. Oprócz wielu innych skutków był i taki – być może najważniejszy – wino przestało być zwykłym codziennym napojem nawet wśród konkwistadorów, choć przecież to wychowani na winie Hiszpanie zaczęli je tu wyrabiać! Choćby po to, by poczuć się jak w domu. Przecież to oni starali się budować nowo podbijane kraje, wzorując się na rodzimych obyczajach.

Ukryty skarb Inków – wina z Peru..

infografika © Czas Wina
infografika © Czas Wina | podgląd infografiki
Ta sytuacja przypomina nieco polską – po tym, jak z powodów klimatycznych winiarstwo zaczęło zanikać na przełomie XV i XVI wieku, dziś musimy tworzyć je od podstaw, od początku uczyć się winnej kultury.

Jedynym krajem (wtedy będącym peruwiańską prowincją) otwarcie kontestującym zarządzenia metropolii było Chile. Robiono tam porządne jak na owe czasy wina, blokując dostęp do swych portów badziewiom i octom przywożonym z Hiszpanii. Żadnej reakcji ze strony Madrytu być nie mogło, bo prowincja była zbyt trudno dostępna, a ekspedycja wojskowa, choćby z Limy, z powodu takiej błahostki – bezsensowna. Nawet kiedy zawodowy bandzior i korsarz na żołdzie londyńskiej królowej Elżbiety I Francis Drake porwał statki z chilijskim winem, co stanowiło oczywisty casus belli między Anglią a Hiszpanią, Madryt zareagował powściągliwie, a prywatnie przyjął to z radością. Kiedy Drake zrobił to samo w Kadyksie, „prywatnie” zaopatrując angielską flotę w złupione Hiszpanom wino, doszło do kilkunastoletniej wojny między obiema potęgami.

Nareszcie – a może jeszcze raz – kwestia geografii. Peru w ogóle nie ma typowych, ciągnących się po horyzont regionów winiarskich. W kraju jest wiele świetnych enklaw, jednak w zasadzie cała winiarska produkcja towarowa jest skupiona na obszarze leżącym na południe od Limy, w Dolinie Ica. Nie jest to typowy rejon winorodny, miejscami jest dość suchy i piaszczysty, za to dobrze skomunikowany ze stolicą przez słynną Drogę Panamerykańską. W dodatku obszar ten musi dzielić się ziemią z przemysłem włókienniczym i cukrowniczym. Mimo to w mieście Ica obchodzone jest szumnie i z wielkim przepychem doroczne święto wina.

I jeszcze kilka faktów, które mieszają w winiarskich statystykach peruwiańskich. Przede wszystkim pisco – narodowy winiak peruwiański, o którym usłyszymy znacznie częściej niż o winie samym. To wizytówka kraju, którą w ostatnich dwóch dekadach i w obliczu ostrej konkurencji z Chile o nazwę wyprowadzono na światowe wyżyny prosto z przydomowych zagród. Trzeba jeszcze wspomnieć o rodzynkach i winogronach stołowych – w Peru stanowią one spory odłam produkcji towarowej i to o tendencji wzrostowej; w dodatku aż 60 procent tej produkcji trafia na eksport. Trzeba mieć nadzieję, że wino podąży szlakiem pisco i winogron stołowych. Oby szybko!