Ocet miliardera?

To najgłośniejsza sprawa aukcyjnego oszustwa winiarskiego w historii. W dodatku z prezydentem Thomasem Jeffersonem w tle. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... sygnowane „Th.J.” należą dziś do najbardziej poszukiwanych.

Fałszuje się je, mimo że amerykański przywódca prowadził szczegółową ewidencję swoich zakupów i piwnicznych zasobów. Ale jeśli kto bardzo chce uwierzyć, iż właśnie nabywa niezewidencjonowany rarytas, trudno go wyprowadzić z błędu. Zwłaszcza jeśli taką transakcję niechcący legitymizuje największy autorytet w dziedzinie roczników win na świecie.

W 2005 roku bostońskie Muzeum Sztuk Pięknych zwróciło się do amerykańskiego miliardera i kolekcjonera Williama Kocha o wypożyczenie na wystawę czterech butelek bordeaux z roczników 1784 i 1787 z jego kolekcji, które należały niegdyś do prezydenta Jeffersona. Muzeum poprosiło też o dokumenty poświadczające autentyczność flaszek. Koch zwrócił się o to do ich sprzedawcy, Hardy’ego Rodenstocka, urodzonego w Kwidzyniu (jako Meinhard Görke), wydawcy niemieckiej muzyki popularnej i menedżera kilku zespołów. Niemiec odmówił i wtedy sprawa się „rypła”.

Fot. ArchiwumKoch wynajął grupę byłych agentów FBI, która zaczęła tropić przeszłość flaszek kupionych  przez niego za pół miliona dolarów w 1988 roku. Smaczku sprawie dodawał fakt, iż przed aukcją autentyczność butelek legitymizował swym autorytetem sam Michael Broadbent MW, szef działu winiarskiego domu aukcyjnego Christie’s. Było to prawdopodobnie związane z faktem, iż Rodenstock zasłynął wcześniej szeregiem niebywałych degustacji starych roczników bordeaux organizowanych dla wielkich osobistości świata wina, m.in. Broadbenta, Jancis Robinson MW, Roberta Parkera J. czy Sereny Sutcliffe MW. Pokazując im prawdopodobnie prawdziwe butelki (choć Sutcliffe już wówczas zakwestionowała część z nich), na aukcjach sprzedawał coraz więcej podrabianych.

Agenci Kocha błyskawicznie ustalili, że szklana inskrypcja „Th.J.” została wykonana współczesnymi technikami szklarskimi i namierzyli nawet zakład w Niemczech, który ją wykonał. Zlecone przez nich badanie wieku zawartości flaszek węglem C14 wykazało, że prawdopodobieństwo, iż pochodzą one ze wskazanego okresu wynosi 4,6 proc. Także pracownicy naukowi The Jefferson Library w Monticello w kilkustronicowym oświadczeniu wydali druzgocąco negatywną opinię, iż butelki mogły pochodzić z prezydenckich zasobów.
Hardy Rodenstock systematycznie odmawiał podania szczegółów dotyczących pochodzenia pojawiających się w jego zbiorach jak grzyby po deszczu kolejnych fantastycznych znalezisk. Podobnie potraktował dziennikarzy niemieckiego „Sterna”, gdy zwrócili się doń z propozycją, by niemieccy naukowcy zbadali kilka wybranych losowo butelek z jego piwniczki. W sprawie flaszek Kocha snuł jedynie opowieści, iż zostały znalezione w Paryżu w starej zasypanej ceglanej piwniczce.

Tymczasem w mediach rozpętała się gigantyczna burza, bo sprawa ciągnęła się latami. Powstało kilka książek o tym oszustwie, w tym ta najsłynniejsza – The Billionaire’s Vinegar (Ocet milionera) Benjamina Wallace’a. W opisanych wynikach swojego dziennikarskiego śledztwa autor bardzo ostro potraktował postawę Michaela Broadbenta. Ten ostatecznie wytoczył proces słynnemu wydawnictwu Random House, ale sprawa zakończyła się polubownie przed sądem w Londynie.

W październiku ubiegłego roku amerykański sąd wydał w sprawie przeciw domowi aukcyjnemu Christie’s i Rodenstockowi dziwny wyrok – stwierdził, że nie chodzi o oszustwo w ogóle, tylko o ewentualne złe sprecyzowanie wieku wina… A to już nie wchodzi w zakres postępowania tego oskarżenia.

Ale sprawa raczej nie skończy się tak gładko. Prawa do scenariusza na podstawie książki Wallace’a wykupiło konsorcjum producentów z Hollywood, zaś do scenariusza na podstawie tekstów tropiących aferę, a ukazujących się na łamach „The New York Times” – stacja telewizyjna HBO.