Od zmierzchu do Splitu

 

Tydzień to zdecydowanie za mało, by przemierzyć Pogórze i Dalmację Środkowo-Południową. Chyba że zdecydujemy się machnąć ręką na zabytki i skupimy wyłącznie na radościach smakosza.

 

W końcu katedry i zamki stoją tu już od stuleci, a dobre dalmatyńskie konoby co rusz pojawiają się i znikają z enoturystycznej mapy chorwackiego wybrzeża.

Wyruszamy z miejsca, które – w pewnym przybliżeniu – leży na granicy obydwu regionów winiarskich: Dalmatyńskiej Zagory (Podgórza) i Dalmacji Środkowo-Południowej. To park narodowy Krka – słynący z wodospadów i prześlicznej rzeki, wzdłuż której odwiedzić można kilka zabytkowych monasterów, a nawet przemieścić się między nimi z pomocą łódki. Park rozciąga się w dolinie od Knina aż po maleńką, uroczą miejscowość Skradin, nieopodal zabytkowego Šibenika.

Delicje ze Skardony

Fot. LloidTo właśnie w Skradiniu, miasteczku o wielkiej historii (w starożytności była to stolica Liburnów, jednego z plemion iliryjskich; w czasach rzymskich mieścił się tu znany obóz wojskowy; Skradin vel. Scardona był następnie w rękach Turków, Wenecjan, Napoleona i cesarza Franciszka Józefa) znajdujemy firmowy sklep Alena Bibicha – chorwackiego producenta piszącego się z angielska, bo też i jego wina lepiej są znane za Atlantykiem niż wśród miejscowych. Sklep niewielki, ale bardzo gościnny. Dość powiedzieć, że otworzono dla nas niemal wszystkie butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... charakterystycznych win z czarnymi jako noc etykietami. Specjalnością Bibicha, docenianą także w szerokim świecie, są wina z miejscowych endemicznych odmian: jego słynne czerwone R6 to blend szczepów: babich, plavina i lasina, zaś na biały blend R5 składają się, obok chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...) i pinot gris: maraština, debit i pošip. To było nasze pierwsze, ogromnie zachęcające spotkanie z Bibichem – niestety nie starczyło nam już czasu na wizytę w winiarni.
Skorzystaliśmy tymczasem z zaproszenia do jedynej w swoim rodzaju „cukierni”, a właściwie domowej wytwórni miejscowych smakołyków. Skradinskie Delicije to gospoda, której wnętrze (a także sporą część podwórza) wypełnia zapach smażonych migdałów. W tej części świata to typowa przekąska, którą wita się gości. Nasi gospodarze, Ante i Miranda Paić, rozpoczynali swoją przygodę od obnośnego handlu tym właśnie specjałem. A że szło im dobrze, dziś uprawiają 300 migdałowców i sprzedają własnej produkcji torty, keksy, marmolady figowe i mnóstwo innych smakołyków. Można u nich kupić także miejscową oliwę i nalewki (także dość tajemniczą nalewkę z jujuby nazywaną tu żiżulą).

Morze zieleni

W podróży na południe, ku półwyspowi Pelješac, z całą świadomością mijamy obojętnie Šibenik ze wspaniałą katedrą św. Jakuba oraz Split z pałacem Dioklecjana. Pędzimy ku miejscu, które na nieprzygotowanym podróżnym robi zawsze piorunujące wrażenie: ku delcie Neretwy – niezwykłym rozlewisku płynącej z serca Bośni rzeki. Niezwykłym, bo po kilku godzinach oglądania suchych i kamienistych krajobrazów południowo-zachodnich zboczy Gór Dynarskich, eksplozja soczystej zieleni tego zakątka Chorwacji przyprawia o zawrót głowy. Wina tu – rzecz jasna – nie uświadczysz, za to trudno się opędzić od miejscowych rolników sprzedających owoce wzdłuż głównej drogi. Owoce najpiękniejsze i najdorodniejsze w całej Chorwacji.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej na południe czeka nas przeprawa przez granicę chorwacko-bośniacką. Przeprawa podwójna, bo Bośnia (wówczas w rękach Turków) na mocy pokoju karłowickiego w 1699 roku uzyskała od Republiki Dubrownickiej zaledwie kilkunastokilometrowy dostęp do Adriatyku z portem w Neum. Do dziś więc Chorwacja podzielona jest na dwie części, między którymi nie ma innej drogi lądowej, jak przez terytorium bośniackie. Bośniackie tylko w teorii, bo w Neum mieszkają głównie Chorwaci. Gdyby ktoś o tym zapomniał, wystarczy, że spojrzy na morze. Z każdego niemal miejsca bośniackiego portu widać ogromną biało-czerwoną chorwacką szachownicę wymalowaną na cyplu po drugiej stronie zatoki.

Peljesackie wzruszenia

Fot. Wojciech GogolińskiO tym, żeśmy odwiedzili Dubrownik, pisać nie będziemy. O Dubrowniku bowiem każdy wie już wszystko. Nie napiszemy o wymuskanych pałacach i płytach brukowych tak wyszlifowanych przez miliardy turystów, że panie w krótkich spódniczkach przemykają chyłkiem przy ścianach. Nie napiszemy, cośmy jedli ani gdzie, bo dobrych i drogich restauracji jest tu zatrzęsienie. Nie wspomnimy nawet o vinotece Pavo Milicićia przy głównej dubrownickiej arterii, z całkiem przyzwoitym wyborem wina nie tylko z Dalmacji.
Zamiast tego wszystkiego odwiedzimy kilka urokliwych miejsc na pobliskim półwyspie Pelješac. Jest to bowiem miejsce wielu naszych kulinarnych wzruszeń.
Pierwsze wzruszenie to ostrygi i małże. Świeże, znakomite, doskonale sprawujące się w towarzystwie miejscowych białych win (pošip, rukatac). Wielka hodowla tych przysmaków wita nas w miasteczku Ston – tam, gdzie zielony półwysep Pelješać niemal odrywa się od stałego lądu.
Wzruszenie drugie to nadzwyczajna gościna, jakiej doznaliśmy w maleńkim Trpanju na północnym brzegu półwyspu. Nasza gospodyni, Morana Raguzi, z wykształcenia historyk sztuki i konserwator, uprzejmie i cierpliwie znosiła nasze towarzystwo (a także doproszonego w ostatniej chwili Roberta Makłowicza), nie skąpiąc nam ani wspaniałych marenad (dalmatyńskich śniadań komponowanych przeważnie z własnych warzyw, serów i owoców), ani doskonałych rybnych kolacji. Morana prowadzi w Trpanju urokliwy Bed & Breakfast Vatican Eredit w odrestaurowanym przez siebie kamiennym domu z wytwornie urządzonymi wnętrzami. Długo będziemy pamiętać nocne rozmowy przy wyrabianym przez brata Moreny plavcu, którym towarzyszyło (codziennie o 23.30) kilkunastominutowe wycie wilków – dla miejscowych równie naturalne, jak bicie w dzwony pobliskiego kościoła już od piątej rano.
Trzecie wzruszenie dopadło nas pewnego wieczoru, kiedy to Josip Antunović, znany także w Polsce peljeski restaurator (Makłowicz poświęcił mu co najmniej dwa odcinki swojej telewizyjnej serii), specjalnie dla nas otworzył swoją konobę w Kunie Peljeskiej, gdzie długo i uroczyście pochylaliśmy się nad metrowej średnicy rondlem wypełnionym jagnięciną, cielęciną i kilkoma trudniejszymi do zidentyfikowania mięsami zapieczonymi z ziemniakami i warzywami. Antunović nie jest tylko restauratorem: hoduje osły, owce i kozy, wyrabia winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), rakiję i nalewki. Ma własne sery i pršut. Żeby napisać o nim coś więcej, potrzebowaliśmy zdecydowanie więcej niż jednej kolacji.

Jeszcze więcej wina

Fot. Michał BardelKtokolwiek zapuści się w peljeskie lasy w poszukiwaniu wina, prędzej czy później trafi do miejsca, w którym najłatwiej złapać właściwy trop. To Buffet Peninsula w Donja Banda. Nie da się go nie zauważyć – Donja Banda leży bowiem na rozstaju dróg prowadzących do Orebicia i Trpnaja. Tu można za niewielką doprawdy opłatą skosztować przeszło trzydziestu wyselekcjonowanych win od miejscowych producentów. Można je też kupić w bardzo przyzwoitych cenach.
My co prawda trafiliśmy tu niemal pod koniec naszej wyprawy – mogliśmy więc tylko utwierdzić się we wcześniejszych opiniach. Ale też porozmawiać z młodymi i energicznymi sommelierami, od których o meandrach chorwackiego winiarstwa i handlu winem można się dowiedzieć zdecydowanie więcej niż od jego producentów.

 

Przydatne adresy:

Skradinskie Delicije, Bićine Velike 31, Skradin (www.skradinskie-delicije.hr)
Vatican Eredit B&B, Morana Raguzi, Trpanj (www.raguzi.com)
Obiteljsko Gospodarstvo Antunović, Kuna Pelješka
Buffet Peninsula, Donja Banda (www.peninsula.hr)