Odszedł Gérard Basset…

Gérard Basset | fot. gerardbasset.com
Gérard Basset | fot. gerardbasset.com

W kręgach sommelierskich na całym świecie mówiło się o tym od dawna. Każdy kibicował Gérardowi w walce z jego chorobą, wszyscy mieli nadzieję, że wygra. Niestety, przegrał…

„Któż zatem został następnym honorowym prezydentem WSET? Po raz pierwszy funkcję tę objął nie-Brytyjczyk, jak przystało na organizację o prawdziwie międzynarodowym charakterze. W styczniu tego roku przekazałam stanowisko nie komu innemu, jak samemu Gérardowi Bassetowi, którego tytuły umieszczone za nazwiskiem – OBE, MW, MS, MBA – wpędzają mnie w kompleksy” – pisała w 2014 roku na łamach „Czasu Wina” Jancis Robinson MW.

Te słowa to wyraz szacunku i podziwu dla niezwykłej osobowości Gérarda Basseta, człowieka, który mimo ogromnej wiedzy nigdy nie pozwolił sobie, by komukolwiek ją narzucać. Może dlatego, że jako wybitny sommelier miał przy stole nienaganne maniery, które przekładały się na jego codzienne życie. Tego samego uczył swoich wychowanków, a miał ich wielu.

Kiedy we Francji, a później na świecie zdobył wszystko, co było do zdobycia, osiadł na stałe w Wielkiej Brytanii, w Londynie, który ukochał, choć nigdy nie zdradził, dlaczego zamieszkał właśnie tam. Niekiedy było to komiczne, np. w czasie zawodów, na których reprezentował już swoją nową ojczyznę. W czasie konkursów niektóre konkurencje trzeba rozegrać w języku obcym, inne we własnym. Gérard deklarował więc, że jego rodzimym językiem jest angielski, a obcym – francuski. Wszyscy, łącznie z sędziami, mieli sporo zabawy, ale to nie była tylko przekora – Gérard był człowiekiem niezwykłego poczucia humoru.

Właściwie trudno znaleźć fotografię, na której nie widać go uśmiechniętego. Lubił żartować z samego siebie, zwłaszcza ze swego sporego nosa, przez co przyjaciele nazywali go Gérard „The Nose” Basset, ale odnosiło się to tak naprawdę do jego nieprzeciętnych zdolności degustacyjnych. Ten uśmiech, nos i wielkie wąsy były jego znakiem firmowym…

Poznałem go bardzo dawno, jeszcze pod koniec lat 90. ub. wieku, kiedy razem startowaliśmy w konkursie Trophée Ruinart, ówczesnych mistrzostwach Europy sommelierów, a potem, kiedy w 2000 roku razem z Piotrem Kameckim pojechaliśmy na mistrzostwa świata do Kanady, gdzie Piotr reprezentował Polskę. Gerard wtedy nie wygrał – tytuł zdobył dopiero w 2010 roku. Pojawiał się też – jeśli obowiązki mu tylko pozwoliły – na różnych imprezach winiarskich.

Smutno to pisać, ale więcej się już nie pojawi. To wielka strata…

Zawód wzajemnego zaufania