Ostateczna tragedia południa

To nie był ich czas. Tak naprawdę to żaden nie był dla nich dobry. Ich dni od początku były policzone, a unicestwienie – tylko kwestią czasu. Żadna herezja o tak wielkim zasięgu nie miała prawa przetrwać, zwłaszcza na ziemiach tak urodzajnych i bogatych.

Fenomen katarów porównać można tylko z ukształtowaniem się protestantyzmu, ale ten jest religią chrześcijańską. Doktryna katarska była niezwykle niebezpieczna dla Kościoła także dlatego, że miała wielką siłę przyciągania.

Kataklizm katarów (od greckiego katharoi – „czyści”), zwanych też albigensami (od miasta Albi, leżącego na wschód od Tuluzy w południowej Francji, jednego z katarskich centrów) zaczął się już w XI wieku. Jednak ostateczna kaźń dokonała się w wieku XIII, po niemal 40-letniej krucjacie przeciw nim skierowanej. Zostali unicestwieni mieczem i ogniem, a sama religia nie przetrwała.

Doktryna
Trudno wysnuć wnioski, w jaki sposób katarzy utrzymywali kontakty z Bliskim Wschodem czy Bałkanami. Ich religia wywodziła się z perskiego manicheizmu, którego kontynuatorami zostali bułgarscy bogomili, ale i ta religia nie przetrwała zbyt długo. Kataryzm wyrósł w opozycji do katolicyzmu. Szczególnie w okresie dość mocnego nepotyzmu i niezbyt wielkiego wykształcenia ówczesnych księży, których probostwa były nierzadko po prostu synekurami.
Fot.shutterstock/bjulAlbigensi wierzyli w dualizm dobra i zła, w to, że świat został stworzony przez złego boga (Lucyfera), władcę świata materialnego, któremu przeciwstawiali dobrego władcę świata duchowego.
Dlatego byli przeciwnikami kontaktów seksualnych – wierzyli, że zdrowy duch przy narodzinach musi zstąpić w złe i grzeszne ciało materialne, a przez to w ciągu życia walczyć o zbawienie. Z tego samego powodu nie uznawali krzyża, bo Chrystus obiecywał zbawienie.  Nie uznawali czyśćca. Sprzeciwiali się bogactwu i ustrojowi monarchicznemu. Nie służyli w wojsku i odmawiali składania przysiąg.
Byli też wegetarianami, choć o tym pewnie nie wiedzieli. Nie spożywali mięsa zwierząt ciepłokrwistych, bowiem rozmnażały się one… drogą płciową. Ich dieta opierała na płodach ziemi oraz rybach i owocach morza – nie wiedzieli bowiem, że ryby również rozmnażają się na zasadzie wymiany chromosomów „x” i „y”. Nie jest to zresztą takie ważne, bowiem i tak niewiele jedli, być może dlatego, iż przed każdym posiłkiem obowiązywały ich długie modlitwy, nie wolno im też było jeść w samotności. Dni postnych mieli w roku więcej niż tych, w których mogli się pożywiać. Zawsze na granicy ascezy.
Ich ustrój społeczny dzielił wyznawców na dwie grupy – wiernych i doskonałych. Ci drudzy byli przewodnikami duchowymi i opiekunami grup wiernych. Obowiązywała ich niemal drakońska asceza i ubóstwo oraz częste przebywanie w odosobnieniu, w eremach.
Wszak najciekawsze było to, iż mimo gwałtownego sprzeciwu Rzymu, katarzy otrzymywali potajemne wsparcie od katolickich sąsiadów wszelkich stanów – od biedoty po władców różnych ziem. I nie tylko – bo od hierarchii kościelnej również, i to już bardzo sekretnie.
Faktem było, że katarzy i ich system imponowali współobywatelom – nie tyle nawet żarliwą wiarą, ile skromnością, ubóstwem, nie tylko deklarowanym, ale i przestrzeganym, oraz jasnymi zasadami społecznymi. Wśród katolików – zarówno świeckich, jak i duchownych – trudno było o podobną dyscyplinę. W dodatku utrwalił się wówczas system przynależności kastowej – ten, kto urodził się biedakiem, chłopem pańszczyźnianym, taki los winien przyjąć z pokorą, ten, kto panem – winien bronić przyrodzonego mu statusu. Krótko mówiąc – kataryzm był jawnym buntem przeciwko zasadom moralno-religijnym oraz społecznym przyjętym w średniowiecznej Europie.

Polityka
Katarzy nie byli narodem. Byli przemieszanym zlepkiem różnych nacji zasiedlających przez wieki Langwedocję. Od Celtów, Greków i Rzymian po Wizygotów, Arabów i Franków. Na ich terenach najdłużej utrzymało się prawo wywodzące się z czasów imperium rzymskiego – było tu znacznie więcej swobód niż w reszcie średniowiecznej Europy. Katarzy nie narzucali swojej wiary nikomu, nikogo nie nawracali, ale zwolenników mieli sporo, gdyż ich doktryna znacznie prościej tłumaczyła ówczesny świat. Żyli równorzędnie z katolikami, mieli ich za sąsiadów. Można zaryzykować twierdzenie, że wśród niższych warstw nie było konfliktów. Co więcej – wśród wyższych też. Wielu tu było ciągle potomków rzymskich patrycjuszy i italskich wojowników, którym nadawano ziemię po przejściu na emeryturę.
Ale tak wielki obszar heretycki nie istniał w próżni – Watykan i monarchie europejskie domagały się od Francji ostatecznych rozwiązań. Doktryna katarska była dla nich niebezpieczna, zwłaszcza że potencjalnie mogła się ławo rozprzestrzenić. Ówczesne państwa dzielono według wiary, którą reprezentowała religia władcy. W okolicy panowali władcy chrześcijańscy, katoliccy – nie było tu wówczas miejsca na inną, heretycką religię. Takie było średniowiecze i tak w owym czasie rozwiązywano spory. W dodatku katarzy nie mieli swoich królów, najważniejsi byli przewodnicy duchowi, „doskonali”, co też niezbyt dobrze wróżyło sąsiednim krajom w razie rozprzestrzenienia się takich postaw wśród ich poddanych.
Ważne są też inne odcienie polityki – Langwedocja i Prowansja były wtedy właściwie rejonem niczyim, niemal odrębnym państwem, a przynajmniej nie należały do Francji, lecz była najbliżej, więc szukała powodu, by je najechać.

Unicestwienie
Pierwsze symptomy tragedii odnotowujemy już w XI wieku – w 1022 roku z rozkazu króla Francji spalono na stosie grupę katarów. I to przy mocnym sprzeciwie duchowieństwa katolickiego. Jednak w roku 1209 papież Innocenty III ogłosił przeciw nim krucjatę. Na południe ruszyło głównie rycerstwo z północy pod dowództwem Szymona z Montfort.
Do pierwszej straszliwej rzezi doszło, gdy padło langwedockie Béziers. W tamtejszym kościele św. Magdaleny zabito ponad siedem tysięcy ludzi, mordowano całe rodziny z dziećmi. Na ulicach dobijano uciekających. Arnaud Amaury, przedstawiciel papieża w krucjacie, meldował mu o śmierci dwudziestu tysięcy ludzi.
Możnowładcą, który przeciwstawił się kaźni, był Rajmund VI, hrabia Tuluzy, który – choć katolik – sprzyjał albigensom. Został za to ekskomunikowany i pozbawiony majątku. Drugim był Berenguer, arcybiskup Narbony – i jego zdjęto z urzędu.
Z biegiem lat padały kolejne miasta i ośrodki. Padło słynne Carcassonne i Narbona. Żywcem spalono wszystkich mieszkańców przepięknej Minerve. Ostatnią potyczką była rzeź oblężonego Montségur w Pirenejach w 1244 roku. Tu też zginęli wszyscy.
Krucjata dobiegła końca. Bogata Langwedocja i sąsiednie Roussillon stanęły na granicy wyludnienia i straszliwej biedy, z której długo nie mogły się podnieść. Zniknęła rzymska arystokracja i rzymskie prawo. Niedobitkami albigensów zajęła się inkwizycja. W regionie nastały wieki średnie.