Perła Śródziemnomorza

Sycylia jest włoska, ale i osobna, inna. Panowanie fenickie, greckie, rzymskie, germańskie, arabskie, francuskie, hiszpańskie, nareszcie włoskie – trudno właściwie powiedzieć, kogo tutaj nie było.

To wszystko odcisnęło swoje piętno na tej ziemi, która zawsze była biedna i zasobna jednocześnie. I stanowiła spichlerz dla wielu kolonizatorów. Wszyscy byli tu w jakiś sposób przyjezdni, ale i nigdy tak do końca nie wyjechali. Współtworzyli lokalną odmienność, która trwa do dziś.

Bez Sycylii Włochy nie pozostawiają żadnego obrazu w duszy. Sycylia jest kluczem do wszystkiego…” – pisał Goethe. Był to bowiem już nieco inny świat, bliski Afryki. Wielu europejskich podróżników właśnie tak traktowało tę wyspę, wśród nich było również wielu Polaków. Bodaj pierwszym współczesnym wagabundą został, nieco mimo woli, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Michał Wiszniewski (1794–1865), który po powstaniu krakowskim (1846) musiał opuścić kraj. I choć kiedy notował swe zapiski z podróży po Włoszech, kraj był już zjednoczony, a on sam otrzymał (nieco naciągany) tytuł książęcy od premiera Camillo Cavoura, to zatytułował je: Podróż do Włoch, Sycylii i Malty, podkreślając odmienność wyspy.
Jeszcze nie tak dawno Sycylia była dla nas, z tej części Europy, końcem świata. Kilka dekad temu wielki krakowski autor Andrzej Banach swój opis podróży na wyspę nazwał Podróż na Sycylię, czyli Koniec świata. Dziś można tam dolecieć z Krakowa tanimi liniami w ciągu nieco ponad dwóch godzin. I wielu tak czyni, mało tego – zakochani w lokalnej odmienności, wracają tam wielokrotnie.

Dlaczego ta wyspa?
fot. shutterstock / Antonio DannaJednak nie dla wszystkich Sycylia była końcem świata, przeciwnie – dla ludów Śródziemnomorza było często wręcz przeciwnie – stanowiła bliską ziemię obiecaną. Zawsze była gorąca – ale nie to stanowiło o jej atutach, bo okolicznym ludom nie brakowało ani zboża, ani oliwy, owoców cytrusowych, ni też winogron i wina. Nie chodziło również o to, że Sycylia była na Morzu Śródziemnym największą wyspą i najważniejszym punktem strategicznym.
Sycylia była wyjątkowa, bo wszelkie ludy, które ją podbijały przez tysiąclecia, niemal od razu wybijały się nie tyle na niepodległość, co tworzyły niemal niezależny byt polityczny. I nawet nie wiadomo dokładnie, dlaczego tak się działo i z jakich powodów te same błędy popełniały kolejne nacje. Sprawiało to, że wyspa niemal nigdy nie zaznawała spokoju i ciągle o nią walczono. A było też i tak, że chęć posiadania wyspy doprowadzała do upadku zarządzające nią mocarstwa, jak choćby Fenicjan i Greków.
Pisał wspomniany Andrzej Banach: „Kandyd mówił o Kunegundzie, że była gwałcona wiele razy, ale że jej cnota hartowała się od tego. Można by to powiedzieć o Sycylii. Wyspa, którą nazywają uśmiechniętą, codziennie kąpana w morzu, ciepła, kształtna, pachnąca migdałami, pogodna, z ciałem koloru pomarańczy z połyskiem oliwek, zachęcała do zdobywania. Leżała przy samej drodze do Europy od południa. Była bramą do niej po prostu, skoro los Europy rozstrzygał się przez trzy tysiące lat tu, nad Morzem Śródziemnym”.
Fenicjanie jako pierwsi na poważnie zawładnęli tą morską krainą, o rdzennych mieszkańcach wiemy niewiele. Dla semickich Fenicjan była naturalnym miejscem ekspansji – zakładali tu kolonie handlowe, z których prowadzili swoje biznesy z Grekami, Etruskami czy Egiptem oraz innymi ludami. Ale gdy Grecy około VIII wieku p.Ch. postanowili przejąć ich interesy na Morzu Śródziemnym, właśnie na Sycylii doszło do jednych z najbardziej krwawych starć starożytności, które ostatecznie doprowadziły do upadku obie potęgi morskie.
Zaaferowani wyspą (oraz południową Italią) Grecy niemal nie zauważyli pojawienia się kolejnej potęgi – Rzymu. Mimo że Rzymianie wkrótce i ich „rozjechali”, to sycylijskie greckie kolonie (później rzymskie) dalej ścierały się z Fenicjanami (wtedy już Kartagińczykami) w kolejnych wojnach punickich. Mieszkańcy Italii byli tak zirytowani ich postępowaniem, że Kato Starszy każde swe przemówienie w senacie kończył frazą: „Ceterum censeo Carthaginem delendam esse” – „A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć”. Istotnie, Rzymianie ostatecznie Kartaginę zrównali z ziemią, a ziemię tę – ponoć – mieli posypać solą, by nic tam nie wyrosło. Na szczęście nie zrobili tego na Sycylii.
fot. WikiCommonsGdy za Rzym na poważnie wzięli się Germanie, na Sycylii wylądowali Wandalowie, a potem Ostrogoci, co było dość ciekawym zjawiskiem, bowiem Rzym zdobyli ich pobratymcy – Wizygoci. Jednak jeszcze ciekawszym zjawiskiem było to, że po krótkim niuansie bizantyjskim oraz dwustuletnim i bardzo ważnym panowaniu Arabów, którzy nie tylko nie podporządkowali się kalifatowi w Bagdadzie, ale też egipskim Fatymidom, rządy zaprowadzili tu Normanowie.
Ale ci byli też dziwni. Co prawda byli chrześcijanami, ale prowadzili bodaj najbardziej otwarty dwór ówczesnej Europy. Zmierzająca już ku upadkowi średniowieczno-arabska cywilizacja Bagdad uzostała właśnie przez Normanów ocalona. Przetrwały tłumaczone na europejskie języki arabskie dzieła naukowe (także tłumaczone z arabskiego księgi greckich klasyków), król Sycylii Roger II ściągał na swój dwór zarówno arabskich, jak i europejskich uczonych. Był poliglotą, uwielbiał dysputy naukowe, skodyfikował język katalońsko-oksytański i kazał tworzyć słowniki w ówczesnych językach całego romańskiego świata, z których wyłoniła się później włoszczyzna.
Dla nas wszak ważne jest to (a także dla polskiego winiarstwa), że jednym w wielkich uczonych na dworze Rogera II był urodzony w Ceucie arabski kartograf Al-Idrisi. Na polecenie króla stworzył w połowie XII wieku słynną Tabula Rogeriana (czyli Księgę Rogera) – dzieło opisujące cały znany współczesnym świat, w tym Polskę, łącznie z mapami. W 1154 roku stwierdza w nim, iż Polska „jest to kraj o pięknej ziemi, urodzajny, obfitujący w źródła i w rzeki, o ciągnących się bez przerwy prowincjach i dużych miastach, bogaty we wsie i domostwa. Posiada on winnice, oliwki i mnogie drzewa różnych gatunków owoców” (w tłumaczeniu prof. Tadeusza Lewickiego, 1945).
Na przełomie XII i XIII wieku Królestwo Sycylii było już tak potężne, że koronowali się tu cesarze rzymscy narodu niemieckiego. Jeden z nich miał pecha, bowiem ściągnął tu załogę francuską, przeciw której miejscowi wzniecili powstanie (nieszpory sycylijskie) i na kilka wieków osadzili na tronie Andegawenów, potem hiszpańskich Habsburgów, nareszcie Bourbonów. O Królestwo Obojga Sycylii (bo taka nazwa pojawiła się później) ze stolicą w Neapolu walczyły rody całej Europy, nawet… Węgrzy. Sycylia ostatecznie odegrała ważną rolę w zjednoczeniu Włoch w 1859 roku, bo stąd właśnie wyruszył Garibaldi.
Ale im bardziej wyspa była włoska, tym bardziej Włochy nie rozumiały, co się tam dzieje, nie przyjmowano zwłaszcza do wiadomości, że jest to obszar mentalnie zupełnie odmienny od reszty kraju. Zwłaszcza pod względem społecznym. Mafia to nie tylko haracze i handel narkotykami – kiedyś był to sposób wewnętrznej organizacji społeczeństwa wobec coraz to nowych zarządców. Ten system kształtował lokalną społeczność przez wieki. I pewnie nie zmieni tego most pomiędzy kontynentem a Sycylią, jeśli kiedykolwiek powstanie. Póki co nie udało się to Rzymianom, nie udaje się współczesnym Włochom.

Wieloetniczne dziedzictwo winiarskie
Nie trudno się domyślić, że winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) robili tu wszyscy przyjezdni, ale co my o nim wiemy dziś? Właściwie nic – gdyby nie nero d’avola, pewnie mielibyśmy nawet kłopot z wymienieniem kilku innych autochtonicznych odmian. Z tym że owo „kilku” jest bardzo mylące. Być może ktoś jeszcze pamięta marsalę, bo kiedyś taką nazwę spotkał w przepisie na deser zabaglione. Jednak marsala to już przeszłość, żywa skamielina – o wielkości tego kiedyś klasycznego słodkiego wina możemy co najwyżej poczytać w starych książkach. Współczesne sycylijskie winiarstwo kojarzy nam się bardziej z odmianami międzynarodowymi i pokraczną apelacją DOC Sicilia, którą stworzono ostatnio i która raczej pognębiła miejscowy przemysł, niż nobilitowała tutejsze wina.
Tymczasem, gdy za sprawę zabrali się naukowcy – przecierali oczy ze zdumienia. Szczególnie zaś profesor Attilio Scienza z uniwersytetu w Mediolanie, największy badacz winorośli we Włoszech. To on w ostatnich czasach doliczył się tu już ponad trzystu nieznanych wcześniej starożytnych odmian. Nie mają one znaczenia handlowego, ale fascynują tabuny badaczy z uniwersytetów całego winiarskiego świata. W czasach, gdy możliwe są badania kodu DNA, to wymarzone pole do popisu dla ich talentu. Starożytne szczepy znajduje się nawet w przydomowych ogródkach i choć najwięcej jest tych genetycznie spokrewnionych w jakiś sposób z greckimi, to jest i sporo prawdopodobnie bliskowschodnich lub afrykańskich.
fot. WikiCommonsJednak co najciekawsze – największe kontrowersje wzbudziły pozostałości arabskie. Znaną na całym świecie odmianę muskat aleksandryjski łączono bezrefleksyjnie ze starożytnym Egiptem, ale jej udokumentowane europejskie korzenie sięgają dopiero XVI–XVII wieku. Znana jest jednak faktycznie ze starożytności, ale bardziej w łańcuchach genetycznych innych odmian. Arabowie pozostawili po sobie nazwę „zibibbo” powszechnie uważaną przez wieki właśnie za aleksandryjski muskat. Ale Arabowie, wielcy zwolennicy słodkości i rodzynek, używali miana „zabib” (w dialekcie egipskim – „zibib”) na wszystkie suszone winogrona, w dodatku z ich przekazów wynika, że prawdopodobnie były to również szczepy czerwone. Po prostu wszystkie mocno zrodzynkowane jagody są bardzo ciemne i trudno wyłowić ich pierwotny kolor, więc nie sposób dziś stwierdzić, czy Arabowie mieli na myśli akurat muskata aleksandryjskiego czy inne odmiany. Niemniej na Sycylii i sąsiedniej Pantellerii zibibbo to dziś synonim muskata.
Arabowie, być może dlatego, że wina pili mniej (ale handlowali nim na potęgę), niezwykle skrupulatnie podeszli do uprawy winorośli. To oni choćby wymyślili na wyspie uprawy tarasowe, nieznane tu wcześniej. Wielką uwagę poświęcili również winom słodkim (marsala) i cenili słodycze z Pantellerii, z której do dziś wysepka ta słynie. Być może dlatego dzisiejsi winiarze z lubością nawiązują w nazwach swoich win do języka arabskiego, jak np. Kabir, Mille e una Notte, Ben Ryé, SurSur, Alquimia czy Damaskino.
Dziś Sycylijczycy często mówią o sobie, że są całkiem innym narodem niż reszta Włochów, a miejscowi winiarze, że są osobnym kontynentem winiarskim, niewiele mającym wspólnego z resztą kraju. Akurat w obu twierdzeniach mają sporo racji.