Pichon Longueville Comtesse de Lalande, Pauillac, 2005

To jedna z dłuższych – i piękniejszych w wymowie – nazw medokańskich posiadłości; zwyczajowo skraca się ją do o wiele prostszego Pichon-Lalande.

Dzieje  zwanych Pichon obfitują w liczne zawirowania. Kiedyś Pichon był jeden, później nastąpiły podziały, połączenia, kolejne rozwody – w każdym razie dzisiaj mamy dwa ważne Pichony: Pichon Longueville Comtesse de Lalande deuxième grand cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classé oraz jego vis-à-vis, Pichon- Longueville Baron, również deuxième grand cru classé.

Fot. Sbastian Cottereau/Châteaux Pichon Longueville Comtesse de Lalande Bez dwóch zdań w obu przypadkach wchodzimy na bordoskie szczyty, do ścisłej esktraklasy. Pichon-Lalande zawsze zajmował szczególne miejsce w medokańskiej hierarchii. Choć zaliczany jest do apelacji Pauillac, część jego winnic – na ogół grona z nich pochodzące nie wchodzą do pierwszego wina – leży w apelacji Saint-Julien. To pograniczne położenie odbija się w jakimś stopniu na chrakterze wina, który jest najbardziej „saintjuliańskim” ze wszystkich wielkich pauillaków, to znaczy winem nieco lżejszym i nie tak nieziemsko stanowczym. Wpływa na to w znaczącym stopniu duży, większy niż gdzie indziej w apelacji Pauillac, udział merlota. Daje on tutaj pewną lekkość, zwiewność i sprawia, że wina z Pichon-Lalande są gotowe do picia wcześniej niż większość poważnych pauillaków.
To może się teraz zmienić: dla nowych roczników planuje się dość drastyczne ograniczenie ilości merlota w kompozycji i podwyższenie udziału cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...). Dlatego rocznik 2005 może być traktowany jako wielkie pożegnanie (2006, 2007 i 2008 były słabsze) ze starym stylem Pichon. Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) zwiewnością przypomina niektórym degustatorom wręcz burgunda. Wiadomo jednak, że po latach Pichon-Lalande bardzo „poważnieje”, nabiera masy; znane powiedzenie „żelazna pięść w aksamitnej rękawiczce”, przywoływane także przy roczniku 2005, dość dobrze oddaje Pichonowską osobowość.
Pichon-Lalande z 2005 to kompozycja składająca się z 64 procent cabernet sauvignon, 29 merlota, 6 cabernet francczerwona odmiana winogron, jedna z bardziej rozpowszechniony... (...) i 1 petit verdot. Był to też pożegnalny rocznik dla pani May-Eliane de Lencqusaing, jednej z najbardziej charyzmatycznych postaci w Bordeaux. Na początku tego wieku ta bardzo wiekowa dama sprzedała posiadłość grupie Roederer (szampany), przez czas jakiś jeszcze nadzorowała produkcję, po czym wyjechała robić wino w Południowej Afryce.
Roederer zebrał elitę doradców (Hubert de Boüard, Jacques Boissenot, Denis Doubourdieu), być może za dużo indywidualności jak na jedno miejsce, były pewne spory. W każdym razie pani May-Eliane za swoich czasów stosowała bardzo tradycyjną winifikację, bez prefermentacji na zimno, w cemencie i stali. Wino starzało się osiemnaście miesięcy, połowa w nowych beczkach. Tylko połowa, ze względu na duży, jak była mowa, wkład merlota.
Choć dekada 2001–2009 nie miała w Pichon-Lalande nadzwyczajnej prasy, 2005 zyskał bardzo dobre oceny. Parker w zależności od roku degustacji oceniał go na 86–91+ punktów, Neal Martin na stronie Wine Advocate ocenił go trzy lata temu aż na 95, bardzo blisko tej noty był James Suckling, Tanzer postawił 90, wielki znawca bordeaux Steven Spurrier dał aż 18,5/20 w skali angielsko-francuskiej, Jancis-Robinson 17,5, „La Revue de du Vin de France” 18, „Decanter” nieco niżej: 15,5.
Wino można otwierać mniej więcej od 2016; w dobrych warunkach zachowa swe walory co najmniej do 2022.


Marek Bieńczyk

Pisarz i krytyk winiarski, laureat nagrody literackiej Nike 2012, współpracuje z
„Forbesem”, „Magazynem Wino” oraz portalem winicjatywa.pl