Piękno naturalne

Nie spotkałem nikogo, kto po podróży po Gruzji pozostał obojętny, wypowiadał się powściągliwie czy bez emocji. Chyba wszyscy są tym krajem zafascynowani…

Jak po każdym powrocie z podróży próbowałem natłok wrażeń i spostrzeżeń ogarnąć, określić, poukładać w jakąś całość. Z Gruzją przyszło mi trudniej. Zdefiniować ten kraj ciężko, bo jego temperament, nieobliczalność, żywiołowość jakoś tym próbom opierają się i umykają.

Winogrona i cukierki

O urodzie Gruzji stanowią przede wszystkim ludzie i ich już legendarna wręcz gościnność. Doświadczyliśmy jej wielokrotnie, czasem w najdziwniejszych, najmniej spodziewanych momentach. Wystarczyło na przykład zatrzymać się  przy stacji benzynowej i zapytać o drogę. Po krótkiej wymianie informacji, kiedy siedzący w grupie mężczyźni dowiedzieli się kim i skąd jesteśmy, od razu chcieli nas zaprosić do swoich domów i pokazać piwnice, sprzęty, przydomowe winniczki. Byli bardzo zawiedzeni, kiedy nasz przewodnik z uśmiechem, acz stanowczo musiał podziękować (trzeba było pędzić dalej). Innego dnia przystanęliśmy dosłownie na chwilkę, by kupić sprzedawaną przy drodze czurczchelę – popularną gruzińską przekąskę (słodki „sopel” robiony z orzechów zatopionych w zastygłym soku winogronowym). Jak skończyły się nasze zakupy? Zwiedzaniem domowej piwnicy, degustacją wina ściągniętego prosto z glinianych kvevri, obfotografowaniem produkcji rzeczonej czurczcheli i pogawędką uciętą przy pogryzaniu świeżo wypieczonego chleba. Ci ludzie, którzy przy drodze sprzedawali owoce i słodycze, nie wyobrażali sobie, byśmy mogli tak po prostu odjechać… Takich historii jest więcej. Pamiętam skup winogron, który odbywał się w należącej do Tbilvino winiarni ulokowanej w dość dzikim regonie Racha. Robiłem tam masę zdjęć krzątającym się winogrodnikom, plątałem im się pod nogami i przeszkadzałem, ale nikt nie spojrzał krzywo. Spotykałem się z serdecznością i swego rodzaju wdzięcznością – obfotografowani w drodze rewanżu i na dowód przyjaźni wręczali mi słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. kiście winogron, cukierki (sic!), zagadywali, uśmiechali się. Słowem – autentyzm, familiarna atmosfera i serdeczny stosunek do przybysza. Naturalne emocje, które w wielu miejscach na świecie dawno już wyparowały. Te kontakty i stosunki z ludźmi fantastycznie pogłębiają się przy gruzińskim stole, który jest osobnym kosmosem do opisania.

Wielowiekowe dziedzictwo

W Gruzji urzeka także jej estetyka i wspaniała kultura. Już sam alfabet – z którym oczywiście przychodzi się stykać niemal na każdym miejscu – robi wrażenie wyrafinowaną „ornamentykę” i autentycznym pięknem. Niezwykła jest tradycyjna cerkiewna muzyka śpiewana na głosy oraz słynne – pełne emocji i dynamiki – gruzińskie tańce, prawdziwy kulturowy skarb tego kraju. Oczywiście wrażenie robi przyroda i zabytki, wiele z nich – poukrywanych w dolinach czy mniej dostępnych partiach gór – zachowuje piękno i naturalność otoczenia. Bardzo stare cerkwie, kościółki, twierdze, warownie i skalne miasta, całe to wspaniałe bogactwo kulturowe nie zostało (jeszcze?) zamknięte w turystycznym breloku, uśpione w bedekerowych banałach, zachowało surowość i autentyczne piękno.

Gruzja to piękny i fascynujący kraj. Powtarzam – ciągle ciężko mi ją ogarnąć. Jej temperament, bezpretensjonalny żywioł nie powala mi jeszcze jej zdefiniować. Ma jakąś tajemnicę. Właśnie dlatego bardzo chcę tam powrócić.