Pierwszą być

– Kiedyś głównie koncentrowano się na tym, że byłam pierwszą czarną enolożką, prawdziwie kuriozalnym przypadkiem – przyznaje 33-letnia dziś Ntsiki Biyela – ale to już przeszłość. Teraz jestem po prostu winemakerką.

Sporo mnie kosztowało bycie „tą pierwszą”; odnosiłam wrażenie, że nie tylko reprezentuję siebie, ale także rzesze wszystkich innych, którzy chcieli być tacy jak ja. To nieprawdopodobnie stresujące, ale w pozytywnym sensie. Stymuluje do wyznaczania sobie nowych celów.

Fot. Michał BardelDługo można zachodzić w głowę, jakim cudem dziewczyna z zuluskiej wioski wylądowała na wydziale enologicznym prestiżowego uniwersytetu w Stellenboschmiasto w południowo-zachodniej części Kraju Przylądkoweg... (...). Na pewno nie dlatego, że wyrosła w kulturze winiarskiej i miała z nią do czynienia od urodzenia, a rodzice pokryli koszty edukacji. Było dokładnie na odwrót – Ntsiki przed rozpoczęciem studiów nie tyle nie spróbowała żadnego wina, ale nawet go nie powąchała. W jej rodzinnych stronach nie znano go wcale. W KwaZulu-Natal piło się piwo, wodę czerpało z pobliskiej rzeki, a po drewno na opał chodziło do oddalonego o kilka kilometrów lasu. Uczono się w kiepsko wyposażonych wiejskich szkołach i taka właśnie rzeczywistość była udziałem małej Ntsiki, wychowywanej zresztą tylko przez babcię. Skąd więc taki nagły zwrot w życiu prostej dziewczyny? Chociaż uczyła się dobrze, nie udało się jej otrzymać stypendium na wymarzone studia inżynierskie, ale jednocześnie uśmiechnął się do niej los – linie lotnicze South African zaoferowały stypendium na wydziale enologicznym uniwersytetu w Stellenbosch. – Niewiele się zastanawiałam, dochodząc do wniosku, że wszystko jest dla ludzi – wspomina. Było nawet trochę zabawnie, bo stypendium zostało mi przyznane przez linie lotnicze, stąd wielu oczekiwało, że zostanę pilotem.

Byle do przodu

Bez dwóch zdań studia były dla Ntsiki prawdziwą szkołą życia. Daleko od domu, wokół prawie sami biali, a do tego wykłady prowadzone w zupełnie obcym jej języku afrikaans. Z początku uczęszczała na zajęcia z podstawowych przedmiotów prowadzone dla obcokrajowców po angielsku, ale z biegiem czasu musiała sobie radzić też na zajęciach z przedmiotów kierunkowych, podczas których posiłkowała się notatkami przygotowanymi w języku angielskim. Trzeba nie lada odwagi i hartu ducha, by wyjść z takiej sytuacji obronną ręką. – Na rozdaniu dyplomów czułam się, jakbym zdobyła Górę Stołową, bynajmniej nie wjeżdżając na nią kolejką – śmieje się. Właśnie za tę odwagę najbardziej jest podziwiana w winiarskim świecie. – Jest nieprawdopodobnie dzielna – mówi o Ntsiki Tim James, jeden z najlepszych krytyków winiarskich.

Ostry start

Jeszcze jako studentka rozpoczęła pracę w olbrzymiej winiarni Delheim i to wtedy dokonała się w niej prawdziwa przemiana. Nie tylko pracowała w winnicy i piwnicach, ale również podawała winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) do degustacji, zawzięcie o nim dyskutując. Sama również próbowała wielu win, rozwinęła w sobie wrażliwość na nie i wyćwiczyła podniebienie.
Po studiach, w 2004 roku zatrudniła ją jako młodszą enolożkę Stellekaya, butikowa winiarnia w Stellenbosch. To był prawdziwy skok na głęboką wodę, nawiasem mówiąc dla obydwóch stron. Po roku została główną winemakerką, na barkach której spoczywała odpowiedzialność za wszystkie powstające w winiarni wina. Na sukcesy nie musiała długo czekać – już pierwsze samodzielnie zrobione przez nią czerwone wino Cape Cross zdobyło złoty medal na prestiżowym konkursie winiarskim Michelangelo. Był to pierwszy złoty medal przyznany winu stworzonemu przez czarnego winiarza w RPA. Zdecydowaną większość czarnych obecnych na ceremonii rozdania nagród stanowili kelnerzy; można sobie wyobrazić aplauz, z jakim przyjęli konkursowy werdykt.
Kolejny wielki sukces przyszedł w 2009 roku, kiedy Ntsiki przyznano tytuł Winemakerki Roku. Uznanie i zaszczyty bynajmniej nie przewróciły jej w głowie. – Żyję w dwóch światach – opowiada. – Cały czas doskonale odnajduję się w rodzinnej wiosce posługując się zulu i jedząc papkę, ale jednocześnie czuję, że pasuję również do europejskiego stylu życia. To chyba naturalna kolej rzeczy.