Poczucie wina | Blog Roku 2017

wywiad ukazał się w wersji drukowanej w „CW” nr 91, luty – marzec 2018

Robert Borowski | winny.com.pl | fot. archiwum R. Borowski
Robert Borowski | winny.com.pl | fot. archiwum R. Borowski

Z Robertem Borowskim, zwycięzcą konkursu „Blog Roku 2017” magazynu „Czas Wina” i autorem bloga winny.com.pl rozmawia Justyna Korn-Suchocka.

Nowa edycja konkursu: Winiarski Blog Roku 2018.

Blog roku 2017

winny.com.pl
autorstwa Roberta Borowskiego

 

Blog roku 2017 internautów

winebook.blox.pl
autorstwa Artura Baranowskiego

 

Wyróżnienia od jury

literkibutelkikilometry.blogspot.com
autorstwa Magdy i Remigiusza Okrasków

winnerefleksje.blogspot.com
autorstwa Piotra Wołkowskiego

 

Nagrodę główną – wyjazd dziennikarski do Niemiec – a także nagrody dla pozostałych wyróżnionych, kieliszki Authentis Tasting i dekanter, ufundował partner strategiczny konkursu w roku 2017: firma Spiegelau.

Nagrodę specjalną dla najlepszego bloga, winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) Gran Cuvée(fr.) zawartość kadzi, zestaw wina, wino kupażowane.Termi... (...) Bianco, przekazał Dom Wina.

Książki dla nagrodzonych blogerów Leksykon smakówItalia do zjedzenia ufundowało Wydawnictwo Buchmann.

Lista narodzonych została ogłoszona podczas 15. Targów Wina ENOEXPO w Krakowie.




Skąd to poczucie winy? I zdjęcie z bloga, na którym zerkasz na nas zza krat?

Zdaje się, że tylko w języku polskim słowo „winny” ma taki potencjał znaczeniowy, a ja lubię gry słowne – postanowiłem więc uczynić się winnym i wsadzić do więzienia. Choć narzeczona, która zna się na komunikacji biznesowej, twierdzi, że to zdjęcie na głównej stronie ma zbyt negatywny przekaz. Słabo na nim widać trzymaną przeze mnie butelkę Château Latour, która w zamyśle ma ów przekaz łagodzić.

Jak trafiłeś za kraty z butelką bordeaux w ręku?

Sam sobie to uczyniłem! Przez większość życia byłem abstynentem, dopiero kilka lat temu, kiedy mieszkałem na stałe w Belgii, zerknąłem w stronę półek supermarketowych z winami – tanie butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... bez znaczenia. Pamiętam za to dobrze pierwsze wino ze sklepu specjalistycznego. To było bordeaux z Prawego Brzegu za 20 euro. Otworzyłem je podczas wizyty w Polsce, nawet je zdekantowałem, bo chciałem zaimponować kobiecie. Aromat dojrzałych porzeczek jest ze mną do dziś – wtedy zaświtało mi w głowie pytanie: skąd u diabła aromat porzeczek w sfermentowanym napoju z winogron? Postanowiłem się dowiedzieć.

A blog?

Jestem molem książkowym, lubię czytać i pisać. To powód, dla którego wolę nie prowadzić auta – kierowca w czasie jazdy nie może czytać. Pisać zresztą też nie powinien.

I pić wina.

Racja. Mniej więcej od dwóch lat czytanie, wino i pisanie zaczęło układać się w logiczną całość. Nie przepadam za cytowaniem mądrych myśli, ale ta jedna Konfucjusza bardzo mnie inspiruje: „Jeśli będziesz robić to, co lubisz, nigdy nie będziesz pracował”. Związałem się zatem zawodowo z winem. Tak też traktuję moje pisanie – wciąż jestem na początku drogi, jeszcze o mnie usłyszycie!

Już usłyszeliśmy!

Tyle że przez pierwsze miesiące pisałem dla siebie i mało mnie obchodziło, co czytelnik o tym sądzi. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale mam plan, by mój blog stał się najbardziej opiniotwórczy. Nie dla branży, lecz dla zwykłych winopijców szukających autorytetu i porady. Czeka mnie praca nad innymi formami komunikacji – dziś nie wolno lekceważyć mediów społecznościowych czy YouTube’a. Doskonałym przykładem, jak trafić ze specjalistyczną wiedzą do mniej zorientowanego odbiorcy, jest popularny wideoblog o tematyce piwnej prowadzony przez Tomasza Kopyrę.

Będziesz recenzował wina z dyskontów?

Ironizowałem sporo na temat pisania o winach do trzech dych. Rozważam jednak „odobrażenie się” na ofertę dużych sieci – zainteresowanie blogiem rośnie, gdy wspomnisz o winach ogólnodostępnych. Nie mam jednak zamiaru odejść od zasady opisywania li tylko win, które mi smakują. Poza tym nie chcę recenzować każdej kolejnej otwartej butelki, co podnieca jedynie garstkę koleżanek i kolegów z blogosfery. Czytelnik, który poświęci cenne pięć minut na przeczytanie mojego wpisu, powinien z niego zapamiętać kontekst, historię, anegdotę, a nie poziom cukru czy kwasowości. Inna sprawa, że często sięgam po wina trudne do zaakceptowania w przeciętnym budżecie.

Wino tylko dla bogatych?

Najlepiej orientuję się w warszawskim rynku – doradzając klientom, nie mam szczególnych kłopotów z przekonaniem ich do wydania stu złotych na dobre wino. Wielu rozumie argument o sensowności otwarcia jednej droższej butelki zamiast trzech tańszych, ale nijakich.

Lubisz mokrą robotę na mieście?

Hm, nie ma chyba drugiej osoby w Warszawie, która bywa na degustacjach częściej niż ja – kilkanaście razy w miesiącu to norma. Niewiele z nich opisuję na blogu, bo do każdego wpisu potrzebuję istotnego powodu. Chcę pozostać uczciwy wobec siebie i czytelnika – miło jest spotkać się ze znajomym importerem, ale to, co piszę, jest w stu procentach obiektywne i nic ani nikt tego nie zmieni.

Pijasz do lustra?

Zdarza się. Marek Bieńczyk twierdzi, że wybitne wina należy degustować samotnie, wcześnie rano i na czczo… Zgadzam się z nim, choć najlepsze butelki lubię otwierać z kimś bliskim. Przez pierwsze trzydzieści minut wystarczy dać mi święty spokój – narzeczona doskonale to rozumie. Podczas degustacji w większym gronie bywam mrukowaty i zdawkowo odpowiadam na pytania. Część osób uważa mnie w związku z tym za strasznego gbura, ale degustacja to dla mnie najgorszy moment na miłą pogawędkę.

Po co seks i rock’and’roll na blogu o winie?

Piszę o tym, co lubię i co mnie interesuje. Nie wszyscy lubią wino, o wiele więcej ludzi lubi seks – ja akurat jedno i drugie. Jest w tym element prowokacji – myślę, że lepiej jest kogoś lekko zdenerwować niż znudzić lub, o zgrozo, pozostawić obojętnym. Owszem, pisuję, przykładowo, o muzyce Depeche Mode, ale zawsze w kontekście wina. Przywołując ich erotyzujące teksty, wspomniałem o polskim winie. To było zaskakująco dobre, bardzo sensualne rondo-regent z Winnicy Turnau.

A rozkosze stołu?

W planach blogowych na ten rok mam nową kategorię wpisów foodparingowych. Przede wszystkim chcę wykorzystać talent kucharski narzeczonej. A także rozległy taras przy naszym mieszkaniu, gdzie będziemy organizować spotkania z winem i jedzeniem, które nazwaliśmy z olimpijska „TarasJada”. Relacji szukajcie na blogu już wiosną.