Polak samorodny, czyli co wspólnego ma Einstein z historią wina | Blog Roku 2013

wywiad ukazał się w „CW” nr 67, luty – marzec 2014

Paweł Polak | winnetradycje.wordpress.com | fot. Justyna Korn-Suchocka
Paweł Polak | winnetradycje.wordpress.com | fot. Justyna Korn-Suchocka

Z Pawłem Polakiem, autorem blogu „Winne tradycje”, zwycięzcą w konkursie Blog Roku 2013 magazynu „Czas Wina”, rozmawia Justyna Korn-Suchocka.
Umówiliśmy się nie byle gdzie, bo w cafeterii-księgarni De Revolutionibus przy ulicy Brackiej w Krakowie. Gdy minęła ustalona godzina, sięgnęłam po telefon, by nieśmiało zaanonsować swoją obecność. Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam zdziwiony głos: „Ale przecież ja jestem, po prawej, w dziale »Filozofia«…”.

Nowa edycja konkursu: Winiarski Blog Roku 2018.

W konkursie na Blog Roku 2013 Jury przyznało tytuły:

 

Blog roku 2013

winnetradycje.wordpress.com/
autorstwa Pawła Polaka

 

Blog Roku Internautów
oraz
Blog najlepiej łączący winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z kuchnią:

www.winonawidelcu.pl
Igi Kramarz i Macieja Sokołowskiego

 

Wyróżnienia

bliskotokaju.pl
Gabriela Kurczewskiego
jakubmalecki.com
Jakuba Małeckiego

 

II edycja konkursu Winiarski Blog Roku 2013 magazynu „Czas Wina” została rozstrzygnięta 13 listopada 2013 roku podczas Targów Enoexpo w Krakowie. Jury: Piotr Adamczewski, Marek Bieńczyk, Wojciech Gogoliński, Paweł Gąsiorek i Michał Bardel.

Zanim „Winne tradycje” ruszyły pełną parą w połowie 2012 roku, miał Pan już pewne doświadczenia z blogosferą.

Pierwszy blog związany jest moją pracą dydaktyczną i naukową. Zajmuję się historią filozofii przyrody i historią nauki, prowadzę także wykłady z historii filozofii polskiej. A że pojawiają się w nich liczne wątki krakowskie, z braku czasu na wycieczki „w realu”, postanowiłem zabrać moich studentów na wirtualny spacer po Krakowie śladami ludzi nauki. I tak powstał „Filozoficzny Kraków”. W ten sposób wdrożyłem się w prowadzenie bloga.

A skąd wśród tak dostojnych aktywności wino i „Winne tradycje”?

U źródeł pomysłu stoją moje badania nad… lwowską filozofią przyrody w początkach XX wieku. Przygotowując książkę pt. „Byłem Pana przeciwnikiem [Profesorze Einstein]…” musiałem przewertować m.in. stosy lwowskiej prasy codziennej. Polemika filozoficzna odbywała się bowiem również na jej łamach. Hitem medialnym była w owym czasie teoria względności – naukowcy chcąc komentować rewolucyjną ideę i prostować bałamutne interpretacje, drukowali artykuły i polemiki w prasie codziennej, m.in. w dzienniku „Słowo Polskie”. Szukając tych tekstów, natykałem się co rusz na mnóstwo intrygujących reklam i artykułów dotyczących wina. Wiele ciekawych informacji znalazłem także w „Gazecie Kościelnej”: m.in. cenniki win mszalnych, najczęściej tokajskich. Tam też trafiłem na historię firmy Cieślińskiego z Przemyśla, opisaną później na blogu. W ten sposób badania nad historią filozofii i nauki polskiej doprowadziły do powstania „Winnych tradycji”. Na początku pisałem dosłownie dla kilku osób i nie spodziewałem się, że mój blog zostanie zauważony oraz doceniony, co jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Dziś historia, myślenie historyczne nie są w cenie, ale w środowisku winiarskim nie jest z tym najgorzej, bo poszerzanie wiedzy o winie łączy się naturalnie z odwoływaniem się do tradycji.

Tradycje winiarskie w Polsce? Wciąż dla wielu osób brzmi to egzotycznie.

Co mnie nieustająco uderza, to ogromna wyrwa w ciągłości naszej historii, również historii kultury wina, spowodowana kataklizmami XX wieku – II wojną i epoką komunizmu. Wynikają z tego przeróżne kompleksy i ignorancja, która jest nadzwyczaj powszechna. To też był dla mnie bodziec, by te zapomniane karty odkrywać i udowadniać, że kultura picia wina w Polsce ma naprawdę spore tradycje, że była i znów się staje częścią kultury wyższej. Mój wpis o uprawie winogron w przedwojennych Zaleszczykach wywołał duży i bardzo pozytywny oddźwięk ze strony polskich winiarzy. Myślę, że również dla nich ważne jest poczucie ciągłości, nawiązania do tradycji.

Jakie są Pana osobiste winne tradycje?

Mogę śmiało powiedzieć, że od dawna darzyłem wielką atencją i wino i winoroślVitis vinifera... Wielokrotnie zauważałem, że Tokaj i wina tokajskie pojawiają się w rozmaitych kontekstach historycznych i kulturowych – niemal jak legenda. Zaczęło się więc od próby mierzenia się z tą legendą. Zawartość butelek z napisem „Tokaj”, jeszcze na początku lat 90., była raczej profanacją dawnej sławy. Zacząłem więc poszukiwać tekstów i informacji, które mogłyby mi pomóc rozwikłać zagadkę win tokajskich. Tak naprawdę zrozumiałem ich fenomen podczas pierwszej wizyty na Węgrzech. Drugi trop to wina z Bordeaux. Miałem okazję być we Francji na stypendium, a jednym z nieformalnych celów wyjazdu stało się zrozumienie win bordoskich. No cóż, wynikło z tego przede wszystkim doświadczenie granic swojej niewiedzy (śmiech)…

To wina. A winorośl?

Ta bardzo piękna roślina, ma dla mnie wymiar mistyczny, uspakajający… No i była, i jest nadal widomym znakiem tradycji – tam gdzie w średniowieczu rozpowszechniała się kultura chrześcijańska, pojawiała się winorośl. Tę lekcję wyniosłem jeszcze ze szkoły podstawowej.

Warto wspomnieć, że nieodległe stąd wzgórze wawelskie było poroś-nięte winoroślą już w X wieku.

Królewskie terroir…

Winnica ta istniała na pewno jeszcze przez ok. 25 lat XIX wieku. Krakowianie bardzo chwalili sobie piękny widok na obrośnięte winoroślą wzgórze. Dotarłem nawet do wiersza napisanego w podzięce dla Floriana Straszewskiego (społecznik, współtwórca krakowskich Plant i kopca Kościuszki – przyp. red.) za ufundowanie winnicy. Zniknęła w 1851 roku, usunięta decyzją władz wojskowych, które przejęły Wawel i potrzebowały miejsca na rozbudowę umocnień. Moim wielkim marzeniem jest, aby wzgórze Wawelskie znów zostało upiększone winnicą. Mam nadzieję, że niebawem wraz kolegą ukończymy artykuł na temat tej XIX-wiecznej historii – obecnie zbieramy materiały.

Sądząc po blogu bogato ilustrowanym kopiami dawnych tekstów i rycin jest Pan w tym bardzo dobry!

Żyjemy we wspaniałych czasach – wiele dawnych tekstów jest już łatwo dostępnych w sieci. Można więc dziś historię polskiego winiarstwa pisać „u źródeł”. Tu chciałem wyrazić swoją wdzięczność dla bibliotekarzy z Federacji Bibliotek Cyfrowych, którzy wykonali ogromną pracę utrwalania i udostępniania dziedzictwa kulturowego. Szacuję, że gdybym zajął się moją lwowską książką teraz, dokumentacja i poszukiwanie źródeł trwałyby o trzy lata krócej.

Nie do przecenienia jest jednak odpowiedni wybór i ocena wiarygodności źródła. Przydaje się warsztat naukowca?

Rzeczywiście, napotykamy problem nadmiaru informacji różnej jakości i trzeba sobie umieć z nim poradzić. Ale fajne jest to, że można pokazać w blogu również tekst oryginalny, z całym urokiem dawnego języka czy druku. Aczkolwiek, gdy pisałem tekst o winogrodnictwie renesansowym, okazało się, że bariera poznawcza jest ogromna. W kopii tekstu opublikowanej w blogu czcionka okazała się nieczytelna dla większości odbiorców – to, co dla badacza źródeł wydaje się oczywiste, dla innych już takie oczywiste być nie musi.

Czy prócz bloga i artykułów w prasie naukowej możemy liczyć na jakąś większą pozycję poświęconą historii winiarstwa polskiego?

Wątków jest bardzo wiele i materiałów zebranych równie dużo. Pytanie, czy znajdą się czytelnicy oraz czas? Na razie – mam pomysłów przynajmniej na dwa lata blogowania.

A legenda Tokaju, czy nie czas zmierzyć się z nią na nowo?

Blog „Blisko Tokaju” jest moim ulubionym blogiem winiarskim, który zainspirował mnie do pisania własnego bloga winiarsko-historycznego. Mamy z jego autorem Gabrielem Kurczewskim pomysł na wspólne badania losów tokajów fukierowskich. Ale to na razie projekt – przede mną poważne wyzwanie: doskonalenie języka łacińskiego, bo znajomość łaciny jest konieczna, by dobrze poznać historię węgrzynów. Z ostatnich ciekawostek: w książce autorstwa Antona Sirmaja z końca XVIII wieku odnalazłem informacje o szczepach uprawianych wówczas na Węgrzech. Oczywiście dominuje furmint, ale na kilkanaście innych odmian blisko połowa to odmiany czerwone. Takich wątków do zbadania jest mnóstwo.

Schodząc nieco na ziemię: jakie wina lubi Pan pijać?

W mojej prywatnej klasyfikacji regionów Tokaj stoi zawsze na miejscu pierwszym. A dalej wina bardzo różne – lubię doświadczać nowych stylów i smaków. Często jest to pokłosie moich podróży i wyjazdów wakacyjnych. Nieodmiennie fascynują mnie wina z Europy Środkowej, produkowane w granicach dawnych Austro-Węgier…

Znowu wracamy na Węgry?

Hm, rzeczywiście mógłbym stamtąd wcale nie wyjeżdżać…