Porządne chińskie wino – oksymoron?

 

Kto wyprodukuje pierwsze winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) w Chinach, które rzuci poważne wyzwanie światowej czołówce?

 

Wielu chińskich producentów obrało sobie taki cel, lecz do tej pory skosztowałam zaledwie kilku win (większość z nich, może przypadkowo, wyszło spod kobiecej ręki w prowincji Ningxia), które miałyby szansę w walce z najlepszymi. Tego roku odbędę moją dziewiątą podróż do Chin i mam nadzieję odkryć jeszcze więcej dowodów postępu w chińskich winiarniach. Przecież już w 2012 roku Chiny były piątym na świecie (pod względem ilości) producentem win czerwonych.

Można też powiedzieć, że Chiny to największy w świecie jednolity rynek dla win czerwonych, co najprawdopodobniej zainspirowało dwie najbardziej prestiżowe francuskie firmy winiarskie do bezpośrednich inwestycji w tym kraju. Mają zamiar robić wino tak dobre, że wszystkim nam opadną skarpetki – najpierw w świecie, potem w Chinach.

Grupa LVMH Bernarda Arnaulta znana jest przede wszystkim z marek świata mody (Louis Vuitton, Dior, Givenchy, Céline, Kenzo, DKNY, Marc Jacobs i wiele winnych) i szampana (Moët & Chandon, Veuve Clicquot, Krug i tak dalej), ale liczy się również w produkcji win spokojnych (Cloudy Bay, Cape Mentelle, Terrazas de los Andes, Numanthia, Newton, a teraz też Clos des Lambrays w Burgundii).

Pod nazwą Chandon grupa LVMH robi wina musujące w Kalifornii, Australii, Argentynie, Brazylii i Indiach, wielkim zaskoczeniem była zatem wieść o otwarciu dużej (i, co nietypowe dla Chin, uderzająco nowoczesnej) winiarni w prowincji Ningxia, również dedykowanej produkcji win musujących. Już teraz Chandon Ningxia jest w stanie spowodować pozytywne poruszenie nie tylko w kieliszku. Jedyne wyzywanie, jakie stoi przed LVMH, to przekonać Chińczyków, że dobre wino niekoniecznie musi być czerwone i niekoniecznie spokojne. Jak mawia Jean-Guillaume Prats, zarządzający portfolio marek z wykluczeniem szampanów: „Pracujemy nad stworzeniem rytuałów konsumpcyjnych. To będzie nasza główna siła napędowa”.

Ambicje LVMH sięgają zdecydowanie wyżej. Na ich zlecenie australijski naukowiec i ekspert winiarski Tony Jordan poszukuje najlepszych parceli w Chinach, które pozwolą na produkcję win czerwonych najwyższej jakości. Ma na to cztery lata – a już od trzech LMVH konsekwentnie zapuszcza korzenie w Yunnan na dalekim południu. Wybrane winnice mieszczą się w czterech maleńkich wioskach w górnej części Delty Mekongu, gdzie już chrześcijańscy misjonarze wprowadzili uprawę winorośli na drobną skalę – wszystko to oddalone zaledwie o trzydzieści pięć kilometrów od tybetańskiej granicy i otoczone przez ostre szczyty Himalajów.

Powietrze tam jest nieskazitelnie czyste, widoki zapierają dech w piersiach, ale logistyka to istny koszmar. Cztery godziny trudnej wyboistej drogi (a niegdyś jedenaście!) do najbliższego miasteczka – Shangri La – w którym znaleźć można, na przykład, elektryka o odpowiednich kompetencjach. Na pocieszenie, i w przeciwieństwie do większości innych regionów winiarskich w Chinach, zimy tu są na tyle łagodne, że winorośle nie muszą być chronione usypywanymi pracowicie kopczykami, a suche lato ogranicza ryzyko wystąpienia chorób grzybiczych do minimum.

Niestety nie można tego samego powiedzieć o miejscu wybranym na realizację drugiego wyjątkowo ambitnego francuskiego projektu winiarskiego. Właściciele Château Lafite odnieśli niezwykły sukces w sprzedaży własnego bordeaux na skrajnie proburgundzkim rynku w okresie największego wzrostu tego ostatniego. W podzięce w roku 2008 założyli spółkę joint-venture z chińską korporacją CITIC – celem miało być stworzenie posiadłości produkującej najwyższej jakości wina czerwone. Jako lokalizację wybrano Shandong na wschodnim wybrzeżu, które jest jednym z centrów handlu chińskiego (wygodnym zwłaszcza ze względu na import przez port Qingdao), ale lato tam zawsze jest deszczowe i z dużą ilością sztormów.

Zespół Lafite zdecydował się wykarczować obszar, który wcześniej był farmą orzeszków ziemnych. Nie obyło się bez trudności (jak w przypadku LVMH, cała operacja oparta jest na 50-letniej umowie dzierżawy). Dopiero w roku 2011 mogli rozpocząć nasadzenia, a w 2015 udało się uzyskać zbiór wielkości na tyle poważnej, aby przeprowadzić  obróbkę owocu we własnej winiarni. Teraz decydują, czy wino jest na tyle dobre, aby stanowiło pierwszy komercyjny (choć jeszcze bezimienny) produkt. Prototyp 2013, wytworzony na małą skalę w innej lokalizacji, skomentowany został przez Christophe Salin z Domaines Barons de Rothschild w sposób następujący: „Niezłe, w przeciwieństwie do wszystkich innych win lokalnych, które są kiepskie”.

Inaczej niż Lafite, rocznik 2013 projektu LVMH został właśnie wypuszczony na rynek. Wino o nazwie Ao Yun, co oznacza chyba „dumny obłok”, dostępne w liczbie 24 000 butelek i cenie 200 euro za butelkę to produkt na drodze ostrożnej polityki adresowany obecnie do kolekcjonerów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Francji. Następne w kolejce są Hong Kong, Singapur i Japonia. Dopiero na końcu, pławiąc się w międzynarodowej chwale, wino ma trafić na chiński rynek.

Od zawsze krytykuję wina, które w mojej ocenie są zbyt drogie. 200 euro za butelkę, która nie może wykazać się żadnym rodowodem, to cena dość wygórowana (przymiotnik dobrany odpowiednio do krajobrazu, który w tak znaczący sposób przyczynił się do ukształtowania omawianego produktu). Chociaż w końcu, jak stwierdza beztrosko Prats: „W świecie winiarskim bardzo rzadko się zdarza wyprodukować wino, które nie ma absolutnie żadnej konkurencji”.

Wiele win pretenduje do wyjątkowości – Ao Yun zdobywa ten tytuł niezaprzeczalnie. Wino jest przepyszne. Kosztowałam je po raz pierwszy w grudniu zeszłego roku w Londynie i na mojej twarzy musiał pojawić się ten sam uśmiech zadowolenia, co w momencie, kiedy brałam do ust pierwsze próbki w marcu 2014 w Yunnan. Wino to ma głęboką barwę, aromat, świeżość i żywość charakterystyczną dla wysokich szerokości geograficznych, przypomina mi lekko riberę (ale pozbawione tej dębowej oczywistości, jaka ciągnie się jak plaga za wieloma tamtejszymi winami). Wspaniały nos naznaczony jest pikanterią i aromatami przynależnymi cabernet francczerwona odmiana winogron, jedna z bardziej rozpowszechniony... (...) stanowiącemu 15 procent kupażu, za fantastycznie długi posmakposmak jest ostatnim wrażeniem, jakie pozostawia w ustach k... (...) odpowiada zaś cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...). Zawartość alkoholu wynosi „zaledwie” 13,8 procent, a miękkość tanin jest godna podziwu. Daje tu o sobie znać fakt, że kierujący projektem Maxence Dulou zdobywał doświadczenie w Cheval Blanc.

Związek Chin i Francji w świecie winiarskim zawsze należał do tych trudnych. W latach 80. XX wieku, kiedy to wspólne przedsięwzięcia były w ogólnoświatowej branży wyjątkowo modne, większość znaczących chińskich projektów winiarskich zachłannie korzystała z francuskiego know-how. Wszelkie powiązania były następnie zrywane, kiedy tylko transfer wiedzy i doświadczenia zastał uznany za kompletny.

Ciekawie będzie obserwować, jak Chińczycy zareagują na francuskie zakusy na koronę chińskiej produkcji jakościowej. I wreszcie – czy pojawi się wystarczający popyt na te wina poza Chinami?

Tłum. Joanna Boetzel

Więcej na JancisRobinson.com