Potrzeba rewolucji?

Ribera del Duero już dawno przestała być beniaminkiem winiarskiego świata. Po trzydziestu latach aktywności region jest dziś jednym z tych, który ciągle pokazuje drogę innym. Z psychologicznego punktu widzenia to sytuacja znacznie trudniejsza niż start.

Odium odniesionego sukcesu dusi mocno, bo każe ciągle odnosić jeszcze większe triumfy. Czy Riberze się udaje ta trudna sztuka?

Ribera jest okręgiem, po którym spodziewamy się bardzo wiele. Słynnym od samego początku, gdy mogła się pochwalić zaledwie jednym znanym na świecie producentem – Bodegas Vega Sicilia. Wkrótce, w 1972 roku, pojawił się ze swą Pesquerą Alejandro Fernández, by razem z kolegami doprowadzić do stworzenia apelacji, następnie zaś gwiazdy, jak choćby Duńczyk Peter Sisseck ze swoim słynnym Pingusem.

Winnic było wówczas zaledwie dziewięć tysięcy hektarów. Znajdowały się najczęściej na szczytach wzgórz opadających ku rzece. Dolina, długa na 120 kilometrów i szeroka na 35 dawała starym i nowym winogrodnikom jednakowe szanse i możliwości.

Fot. Marta ŚmietanaSisseckowi się powiodło (choć zapewne legendarne opowieści o tym, że został w Riberze, bo akurat tam popsuł mu się samochód, można włożyć między bajki). Jego Pingus jest winem doskonałym, esencją tego, co może dać tutejsze terroir, gdy pozwoli mu się przemawiać własnym nietłumionym przez nadmiar beczki głosem (wartym zresztą około 300–400 euro za butelkę u producenta). To efekt wielkiego talentu, instynktu i katorżniczej pracy. Jego ocena nie wynika z zachłyśnięcia się legendą cudownego dziecka Ribery, za które uchodzi Sisseck. Jest ono – co Sisseck podkreślał w rozmowie z nami – „ciągłym stawaniem się na nowo, jego jakość musi nieustannie ewoluować”.

Zresztą w Riberze trudno znaleźć wina złe – począwszy od dużych producentów, jak Viña Mayor, Pago de Carrovejas czy Hermanos Pérez Pascuas, a skończywszy na rodzinnych i spółdzielczych wytwórcach, działających pod czujnymi skrzydłami Consejo Regulador. Wszyscy mają jednakową potrzebę stosowania beczki (teraz francuskiej, delikatniejszej niż ostentacyjna amerykańska), a wielu z nich w ogóle zrezygnowało z produkcji win poniżej poziomu crianzy. Wszyscy mają świadomość, że Ribera jest ciałem koherentnym, w którym wspólnym głosem musi przemawiać całe bogactwo miejsca. Okręg należy chyba teraz rozumieć według klucza Petera Sissecka. Trzeba po raz kolejny uwierzyć w jego instynkt, który tym razem proponuje redukcję ilości na rzecz jakości i poszukiwanie na nowo dróg, które staną się dla Ribery del Duero własną ścieżkę.

Ribera powinna zrewidować swoją tożsamość. Stać się to może poprzez odpowiedź na pytanie, na ile ich dębowo-waniliowe wina wciąż jeszcze wyrażają prawdziwy charakter miejsca. Czy nie są jednak przede wszystkim odpowiedzią na marketingowe zapotrzebowania rynku, stawiane przez przyzwyczajonych do „starej-nowej” Ribery konsumentów?

Ani Alejandro Fernández, ani Peter Sisseck nie robili swoich win z przekonaniem, że tuż za rogiem czeka na nie pewny kupiec. Nie ryzykowaliby stylu życia, pieniędzy i czasu, gdyby nie pchała ich do przodu przygoda, potrzeba ryzyka, eksperymentu i odwaga, by zmierzyć się z niewiadomym. Bo chyba tylko, jak mówi Peter Sisseck z „pieprzonego romantyzmu” rodzą się wielkie wina. Albo się nie rodzą – ale bez poszukiwań po jakimś czasie jedynym pewnikiem nie będzie stanie w miejscu, ale smutne cofanie się.

Mam podejrzenie, że Ribera znalazła się w punkcie, w którym koniecznością stanie się pokonywanie nowych wyzwań. Wymagania stawiane są najczęściej tym, którzy dowodzili swej klasy i jakości w przeszłości. Dlatego, dla dobra miejsca, nie można spoczywać na trochę już minionych laurach; potrzeba dopingu w podejmowaniu coraz to nowych wyzwań, jak choćby ograniczenia obszaru upraw i wydajności. Jeśli kluczem do zmiany będzie zaostrzenie przepisów apelacyjnych – niech się tak stanie.

Ciężko dziś znaleźć na mapie świata miejsce, gdzie winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) nie powstaje wcale. Tym bardziej trzeba więc sobie odpowiadać na pytania, czym jest prawdziwie wielkie wino. A na pewno wielkość w tym przypadku nie jest wyłącznie tożsama z jakością czy dopasowywaniem się do potrzeb rynku. Wielkość dziś wcale nie musi oznaczać perfekcji – lecz musi zawierać w sobie duszę wina. Bo tak naprawdę tylko to jest w stanie wygrać z ekonomią, gdy na starcie staną same perfekcyjne winiarskie cyborgi. Winiarzom w Riberze zrobiło się za wygodnie przez ostatnie lata – i moim zadaniem – czas najwyższy, by ktoś nimi potrząsnął.

Region odwiedziliśmy, korzystając z zaproszenia organizacji Original Flavours The Mediterranean Essence