Poza zasięgiem… Czyli o porównywaniu rzeczy nieosiągalnych

tekst ukazał się w „CW” nr 100, czerwiec 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

Romanée-Conti
Średnia cena butelki Romanée-Conti osiągnęła sumę blisko 20 tysięcy dolarów, co ponownie wywindowało to wino na pierwsze miejsce listy najdroższych flaszek na świecie | fot. shutterstock / joreks

Ostatnie święta natchnęły mnie do przemyślenia kwestii, która trapi mnie od wieków. Pytanie brzmi: czy znajduję (znajdujemy) radość z picia wina? Mam z tym kłopot, bo oczywiście ja znajduję, ale mam wrażenie, że jest to inna przyjemność niż ta bardziej powszechna. I wtedy budzi się we mnie tęsknota do tej zwykłej radości, której – jak mi się zdaje – u mnie już brakuje.

Wojciech Gogoliński felieton
Wojciech Gogoliński | fot. J. Poremba
Bo ta moja jest już chyba taka techniczna: dobre – niedobre, wady (jakie?) – bez wad. Niczym u rzemieślnika, który cieszy się z naprawienia zegarka, czy innego profesjonalisty, który zreperował silnik w samochodzie.

Od dawna budzę w rodzinie śmiech (lub irytację), bo wszystko – nawet przy świątecznym obiedzie – dokładnie obwąchuję, choć zdaję sobie z tego sprawę i staram się robić to ukradkiem. Jednak nim wypiję espresso, podnoszę filiżankę do nosa, w ten sam sposób oceniam herbatę, soki czy potrawy na stole, ciasto. Kiedyś czyniłem tak, by zapamiętywać poszczególne zapachy, dziś też, choć teraz to po prostu bardziej odruchowo.

Jednak porównywania i oceny rzemieślnicze nasycone są wadami, których nie sposób uniknąć, bo od nas nie zależą. Wiele znanych i wspaniałych win możemy, przynajmniej okazyjnie, spróbować. Ale większości win nie ocenimy nigdy, ich flaszek nawet „na żywo” nie obejrzymy.

Większości win nie ocenimy nigdy, ich flaszek nawet „na żywo” nie obejrzymy. Poczytamy sobie za to obficie o tych najdroższych, szczególnie teraz, kiedy zakończyły się bordoskie oceny en primeur(fr.) system sprzedaży stosowany głównie w Bordeaux i pra... (...).

O najsłynniejszych winach poczytamy sobie za to obficie, szczególnie teraz, kiedy zakończyły się bordoskie oceny en primeur i takich tekstów nie brakuje. Opisy wchodzących właśnie na rynek słynnych bordoskich châteaux czy też „dostępnego” rocznika burgundzkiego Romanée-Conticzerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą... są niezwykle obfite. Średnia cena butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... tego ostatniego osiągnęła sumę blisko 20 tysięcy dolarów, co ponownie wywindowało to winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) na pierwsze miejsce listy najdroższych flaszek na świecie. Mam wrażenie, że tych szczegółowych opisów jest nadmiar, że mamy do czynienia ze zjawiskiem swoistej nadprodukcji w stosunku do win, na które możemy sobie zwykle pozwolić. Rzecz jasna i w innych dziedzinach jest podobnie – pisma motoryzacyjne opisują najdroższe samochody, a kolekcjonerskie pisma dla miłośników zegarków pokazują sztuki kosztujące niewyobrażalne sumy. Ja jednak pozostaję przy swoim – fascynacja niedegustacyjnymi winami jest nadreprezentatywna.

Mnie zastanawia jeszcze coś innego – w opisach nowych roczników win kosztujących majątek czy też w komentarzach do ich ocen często pojawiają się bardzo dziwne wątki. Najbardziej mnie zdumiewają te porównujące takie wina do innych, na które już możemy trafić lub które po prostu znamy, bo kiedyś piliśmy. Tylko co taki dziennikarz winiarski ma na myśli poprzez takie skojarzenia, skoro my sami i tak nie możemy tego zrobić? Zaufać takiej opinii czy też się zaśmiać? Bądź też ubrać się w dumę – my sobie kupimy wino za 150–200 zł, a ktoś inny za „podobne” musi dać równowartość połowy samochodu.

Co z takimi fajnymi określeniami jak: „oto jest pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...) czy merlotjedna z bardziej rozpowszechnionych i popularnych czerwonych... (...) w najlepszym wydaniu”? Takie opisy – mam wrażenie – do niczego nas nie zbliżają lub też nieco mącą obraz. O naszym tańszym winie też tak możemy powiedzieć, bo caberneta za stówkę też ktoś podobnie opisze.

Można się pocieszyć, że każdy najdroższy zegarek kiedyś w końcu się zepsuje lub zacznie spóźniać, a silnik najlepszego luksusowego auta będzie wymagał remontu. Mam też wrażenie, że czytając z wypiekami (lub bez) o flaszkach kosztujących astronomiczne ceny, tli się w nas nadzieja, że kiedyś jednak zdarzy się cud i ktoś nam zaoferuje do posmakowania kieliszek takiego właśnie wina.

Zgadza się – zwykle płaci się dodatkowo za słynną markę, w każdej dziedzinie. W dodatku te wina o niebotycznych cenach mają często w opiniach różnych fachowców takie same wyniki punktowe jak butelki wielokrotnie tańsze. Wspomniane Romanée-Conti z 2016 roku otrzymało ich 97, a więc „absolutem” nie jest. Podobnie lub wyżej są oceniane słynne supertoskany(wł. – super toscani, ang. – super tuscans) określenie... (...), które w Stanach Zjednoczonych chodzą po 100–200 dolarów, a i tak trudno je sprzedać, bo jest tego bardzo dużo. Win za 25–45 dolarów (a czasami i tańszych!) punktowanych na 95 i więcej punktów jest już cały ocean. Prasa winiarska lubuje się w ogłaszaniu takich nowinek-znalezisk, zwłaszcza jeśli za takimi ocenami stoją słynne nazwiska. Pytanie zatem – czy ocena punktowa ściśle łączy się ceną butelki, czy też są to dwa osobne byty? Moim zdaniem – zupełnie osobne.

Można się pocieszyć, że każdy najdroższy zegarek kiedyś w końcu się zepsuje lub zacznie spóźniać, a silnik najlepszego luksusowego auta będzie wymagał remontu. Mam też wrażenie, że czytając z wypiekami (lub bez) o flaszkach kosztujących astronomiczne ceny, tli się w nas nadzieja, że kiedyś jednak zdarzy się cud i ktoś nam zaoferuje do posmakowania kieliszek takiego właśnie wina. A z nadziejami się już nie dyskutuje…

Jak spróbować Romanée-Conti? Polecamy lekturę tekstu Pawła Gąsiorka

Najdroższe wino świata. Romanée-Conti