Przeciwko wszystkim – Ingelheim

tekst ukazał się w „CW” nr 104, październik 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

Ruiny zamku w Ingelheim
Ruiny zamku w Ingelheim | fot. shutterstock / Peer Marlow

Do biura informacji turystycznej o nazwie Winzerkeller w Ingelheim drzwi nie zamykają się od rana do późnych godzin popołudniowych. Nie zamykają się, bo są po prostu na stałe uchylone, ale już sama nazwa punktu wskazuje, że nie jest to właściwie informacja turystyczna…

Dowiedz się więcej o niemieckich winach

Inwestycja miała kosztować około dwóch milionów euro, pochłonęła pięć razy więcej, co i tak nie jest żadnym rekordem, jeśli spojrzymy na budowę nowego lotniska w Berlinie. Punkt stoi niemal w samym centrum miasteczka i ludzie wchodzą tu non stop z imieniem cesarza na ustach. Niewielkie Ingelheim słynie bowiem z tego, iż znajdują się tu ruiny jednego z zamków Karola Wielkiego, największego władcy średniowiecza. Karol nie tyle lubił, co musiał być w ciągłym ruchu, by utrzymać porządek w ogromnym państwie, ale także by zwiedzić swoje włości.

Promocja w piwnicy

Winzerkeller, czyli piwnica winiarska, ma promować miejscowe wina. To ogromny budynek w wiekowych murach pokryty szkłem, bardzo widny i składający się z kilku pomieszczeń. Jest restauracja i kawiarnia, oraz część informacyjna. U nas takie rzeczy sprawdza się zawczasu w internecie, jednak Niemcy wpadają tu masowo, pytając o hotele, restauracje, lokalne festyny, jak spędzić czas, no i oczywiście o cesarski pałac – główny cel ich przyjazdu. Jednocześnie wpadają w pułapkę, bo punkt informacyjny to tylko mały fragment lady, który niepostrzeżenie przechodzi w wielki sklep z miejscowymi winami z setkami butelek na półkach i w wielkich lodówkach. W słynnym miejscu pobytu cesarza Franków po prostu wypada nabyć kilka flaszek, choćby po to, by zilustrować winem swoją opowieść o zamku przyjaciołom. I tak właśnie ośrodek Winzerkeller sprzedaje lokalne winiarstwo (i winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...)) za pomocą średniowiecznego władcy.

Winzerkeller w Ingelheim
Winzerkeller w Ingelheim | fot. Michael Bellaire

Czerwona stolica Hesji

Ingelheim to jedno z najdziwniejszych zjawiskowo miejsc na winiarskiej mapie Niemiec. To tutaj ciepłe masy powietrza ciągnące na północ odbijają się od gór Taunus na linii Wiesbaden – Rüdesheim i wracają na drugą stronę Renu, wciskając się w malutką dolinkę rzeki Selz. Z uwagi na ciepło, na jej zboczach wybitnie udają się czerwone odmiany, a szczególnie jedna: spätburgunder czyli pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...). Żeby było ciekawiej – Ingelheim to najbardziej na północ położone miasto winiarskie w Hesji Nadreńskiej.

O tym fragmencie Rheinhessen mówi się, iż jest to stolica heskich win czerwonych, ale to lekka przesada i bardziej ukłon w stronę historii niż faktów rzeczywistych. W czasach cesarskich istotnie większe znaczenie miało wino czerwone, przynajmniej na stole cesarza. Dlatego wokół wszystkich jego zamków sadzono czerwoną winoroślVitis vinifera... Z tamtych czasów pochodzi słynna księga Capitulare de Villis et Curtis Imperii, która w miarę precyzyjnie omawia warunki minimalne czy ramowe, jakbyśmy to dziś określili, czyli co powinno się przygotować w każdym miejscu, gdzie będzie nocował władca.

Jens Battenheimer
Jens Battenheimer | fot. W. Gogoliński

Wino Karola Wielkiego

Wino z tamtych czasów od kilku lat odtwarza Jens Battenheimer z winiarni o tej samej nazwie. To nie jest jego główne zajęcie, ale zabawa z historią. Owoce na Vinum Caroli Magni miażdży się nogami, długo maceruje i fermentuje do całkowitej wytrawności. Wino dochodzi do siebie przez rok w dębowych beczułkach z niemieckiego dębu o tradycyjnej w tamtych czasach kuchennej pojemności 60 litrów, tak by dwoje giermków mogło uwinąć się z nią w obejściu. Wino rozlewa się ręcznie, nie siarkuje się go, jest całkowicie naturalne. Oczywiście wina nie ma, nawet do degustacji, kolejka chętnych znacznie dłuższa niż liczba lakowanych flaszek.

Dzień dzisiejszy doliny Selz jest jednak inny, choć młodzi winiarze, którzy pokazywali własne wina w Winzerkeller swojej „czerwoności” chcą bronić jak niepodległości. „Przez piętnaście wieków mieliśmy wiele okazji, by robić to co inni w okolicy, czyli wina białe, teraz nie ma mowy…” – mówi ten sam Jens Battenheimer.

Kiedy jednak pytam go o fakty, markotnieje. Winogrady w dolinie liczą wszystkiego może sześćset hektarów, ale na czerwone szczepy przypada raptem… setka. W całym regionie Hesji Nadreńskiej – około dziewięciu tysięcy hektarów. Ale patrząc z drugiej strony, innej propozycji na ustanowienie nowej stolicy win czerwonych w Hesji Nadreńskiej też nie ma.

Ciepłe podbrzusze winnych Niemiec. Badenia – Palatynat – Wirtembergia

Z kieliszkiem przez Niemcy