Przypadkowa fascynacja

Większość z nas lubi Hiszpanię. Kraj ten od wielu lat stanowi cel wypadów wakacyjnych i cieszy się powodzeniem zarówno wśród amatorów wylegiwania się na plaży, jak i żądnych wrażeń kulturalno-architektoniczno-kulinarnych mobilnych turystów.

Popularność Hiszpanii bynajmniej nie dziwi, ponieważ ten kraj ma do zaoferowania naprawdę wiele. Tyle że nasze zainteresowanie zazwyczaj ogranicza się do kilku zaledwie obszarów. Wylegujemy się zatem na plażach Costa del Sol czy Costa Brava, zwiedzamy zabytki Kastylii i Andaluzji, podziwiamy dzieła Gaudiego, chłonąc przy okazji atmosferę wielkomiejskiej Barcelony. Znaczną część tego niemal dwukrotnie większego od Polski kraju omijamy z takich czy innych przyczyn szerokim łukiem. Dobrze, że niekiedy naszymi poczynaniami kieruje przeznaczenie i tylko z właściwych sobie pobudek postanawia pomóc nam odkryć miejsca odciskające swoim urokiem w pamięci niezatarte piętno. A taki właśnie prezent od losu stał się kilkanaście lat temu moim udziałem. Właśnie wówczas, podczas zupełnie nieplanowanego, a spowodowanego perturbacjami komunikacyjnymi pobytu w Cáceres, odkryłam uroki ziemi, z której na podbój Ameryki wyruszali konkwistadorzy. Po powrocie w swych rodzinnych stronach wznosili wspaniałe solares, które w doskonałym stanie zachowały się do naszych czasów.

Fot. Dorota RomanowskaGdzie zatrzymał się czas

W Cáceres bardzo łatwo jest się odnaleźć; wystarczy tylko karnie podążać za strzałkami wskazującymi drogę do barrio monumental, by przenieść się do zupełnie innej rzeczywistości. Najpierw naszym oczom ukazuje się główny plac starego miasta, a stamtąd, przechodząc przez Arco de la Estrella, wkracza się na obszar, gdzie czas zatrzymał się w XVI wieku. Oniemiała z zachwytu spacerowałam wąskimi uliczkami między kamiennymi pałacami, przeklinając swą ignorancję i nie mogąc się nadziwić, jakim cudem wcześniej o tych wspaniałościach nie słyszałam. Gdyby nie ówczesny rozkład jazdy hiszpańskich autobusów, który przemyślany był co najmniej tak, jak obecny rodzimej PKP, nie miałabym pojęcia, jakie skarby kryje estremadurska ziemia. Jak większość rodaków podróżujących po Hiszpanii, chciałam jak najszybciej przemieścić się z Salamanki do Sewilli i w żadnym razie nie miałam zamiaru zatrzymywać się mniej więcej w połowie drogi… Ten przymusowy przystanek okazał się największym zaskoczeniem i najwspanialszą niespodzianką ponaddwutygodniowej wędrówki po hiszpańskiej ziemi.

Drugie podejście

Wówczas odkryłam niepowtarzalny urok Cáceres, ale przy okazji kolejnej podróży w te strony jasno uświadomiłam sobie, że EstremaduraMało znany, suchy i niezbyt urodzajny region winiarski w ... (...) to nie tylko doskonale zachowane średniowieczne i renesansowe miasta. Przemierzając jej olbrzymi obszar, nie sposób się nudzić, gdyż ogromnie różnorodnymi krajobrazami uwodzi przybyszów. W północnej części buzuje zieleń, a na lekko pagórkowatym terenie wypasane są krowy, owce, kozy i konie. Czasami uda się wypatrzyć symbol regionu, czyli biegającą wolno i żywiącą się żołędziami czarną świnię. Olbrzymia, niezaludniona przestrzeń usiana jest wiekowymi kamiennymi murkami, niegdyś oddzielającymi od siebie poszczególne posesje.
Zupełnie inne oblicze prezentuje południowa część regionu. Tutaj królują uprawy, a ciągnące się kilometrami gaje oliwne i winnice posadzone na nieprawdopodobnej, czerwonej gliniastej ziemi nie pozwalają od siebie oderwać wzroku, hipnotyzując kontrastem. Zarówno część północna, jak i południowa mają jedną wspólną cechę, którą jest brak rozrzuconych zabudowań. Cały region emanuje nieprawdopodobnym, lekko odrealnionym spokojem, tak jakby pęd XXI wieku jeszcze nie odważył się tu dotrzeć i zakłócić tej sielanki.

 

O enoturystyce w regionie czytaj na: Zanurzyć się w przeszłości