Ptaki nad Cerro Chapeu

Istnieje w świecie wina wiele miejsc o niepowtarzalnej atmosferze, które tworzą niezwykli ludzie w osobliwym otoczeniu. Jednym z nich są niewątpliwie bodegi należące do braci Carrau w Urugwaju.

O świetności firmy Castel Pujol i jej dwóch bodegach pisaliśmy na łamach „Czasu Wina” już kilkakrotnie. Nie chcąc się więc powtarzać, przypomnę tylko kilka istotnych faktów dotyczących historii firmy i pozwolę sobie przytoczyć wspomnienia uczestników jednego z wyjazdów enologicznych do Ameryki Południowej.

255 lat tradycycji

Fot. Bodegas CarrauNajpiękniejszy akt istnienia rodziny – praca nad jednym dziełem przez wiele lat dzięki wytrwałości i pasji kolejnych pokoleń… Tajemnica przechodzi z dziadka na ojca, z ojca na syna, a wraz z nią duch rodziny
i nakaz kontynuacji dzieła. W domu rodzinnym Carrau znajduje się oryginalny dokument, który jest autentycznym świadkiem ukonstytuowania się rodzinnego, winiarskiego przedsięwzięcia. Pochodzi z 2 kwietnia 1752 roku. Można w nim przeczytać, że señor Francisco Carrau Vehils zbudował pierwszą winnicę w Katalonii, należącą do rodziny. Późniejszy dokument, z 6 lutego 1783 roku, potwierdza notarialnie lokację winnicy w miejscowości Vilasar de Mar (obecnie jest to dzielnica Barcelony).
Urugwajska historia winnic katalońskiej rodziny jest jednak związana z potomkiem Francisco – Juanem Carrau Sustem, który uczęszczał do enologicznej szkoły winiarskiej w Vilafranca del Penedès w Katalonii, ale po tragedii filokserygatunek mszycy, niezwykle groźny szkodnik winorośli.Atak m... w Europie wraz z żoną i pięciorgiem dzieci postanowił w 1930 roku kontynuować misję rodziny w Ameryce Południowej. I tak rodzice i ich pięcioro dzieci, a wśród nich sześcioletni wówczas Juanito, znaleźli się w Urugwaju, tworząc nową bodegę o nazwie Vinos Finos Juan Carrau SA. Wspomniany Juanito to Juan Carrau Pujol, ojciec obecnych kontynuatorów rodzinnej pasji, który odznaczył się w listopadzie 1977 roku w sposób szczególny dla winiarstwa swojej nowej ojczyzny. Otóż zainicjował ambitny projekt bodegi Castel Pujol „w narodowym interesie”, polegający na importowaniu szlachetnych odmian winorośli wolnych od wirusów i szczepieniu ich na amerykańskich podkładkach odpornych na choroby i niepożądane insekty.
Przedsięwzięcie szło pod prąd ówcześnie panującym zwyczajom, co tu dużo pisać, zacofanego winiarsko Urugwaju, opierającego swą produkcję na najodporniejszych na choroby hybrydach, niedbającego należycie o higienę winifikacji.
Ten moment można traktować jako przełomowy w historii metod tworzenia szlachetnych win ze wszystkich urugwajskich apelacji. Można by rzec, że stworzona została nowa jakość, będąca do dziś głównym nurtem produkcji win w jednym z najciekawszych krajów winiarskich Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win....

Marzenia się spełniają

Fot. Bodegas CarrauAle tak naprawdę urzeczywistnieniem marzeń braci Carrau jest bodega(hiszp.) piwnica, winiarnia, firma winiarska.. na wzgórzu Cerro Chapeu. Niezwykle nowoczesna konstrukcja oglądana z daleka wyglądem przypomina małe laboratorium nakryte olbrzymim kapeluszem brązowego dachu. Jej tajemnicę można odkryć, dopiero zbliżając się do owej budowli. Otóż bodega znajduje się pod ziemią.
Oktagonalny dach przykrywa wydrążony w ziemi pierwszy poziom bodegi, w którym umieszczono kilkanaście tanków ze stali nierdzewnej oraz nowoczesnych konstrukcji posiadających specjalne płaszcze wodne służące do utrzymywania pożądanej temperatury wewnątrz zbiornika, monitorowanych przez skomplikowany system komputerowy odpowiedzialny za prawidłowy przebieg procesów zachodzących wewnątrz tanków. Kolejny, niższy poziom to piwnice o perfekcyjnym klimacie do leżakowania i dojrzewania win w dębowych beczkach.
– To najwyżej położona bodega w Urugwaju! – śmieje się zawsze, mówiąc o niej, Francisco Carrau. – Znajduje się na wysokości 320 metrów nad poziomem morza.

Wycieczka do Cerro Chapeu

We wtorek wraz z Javierem wyjechaliśmy na północ kraju. Podróż upłynęła bez przygód, po drodze raz zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze, gdzie wypiliśmy świetną brazylijską kawę i podziwialiśmy upór, z jakim małe punkty gastronomiczne wyposażają swoje bary w parilla (lokalną odmianę grilla) i korzystają z niej dla chwały i przyjemności odwiedzających.
Podróż trwała bardzo długo – jest to dystans prawie 500 kilometrów, a po drodze zobaczyć można wiele swobodnie pasących się stad bydła, strusie nandu oraz krajobrazy pełne cudownych form i naturalnych wypiętrzeń. Na obiad zatrzymaliśmy się w Takuarembo – mieście, które Urugwąjczycy uważają za niezwykle istotne dla historii tanga, jako że według nich to tutaj urodził się jego twórca Carlos Gardel. Argentyńczycy są innego zdania – twierdzą bowiem, że Gardel był ich rodakiem – a najsłynniejszy taniec świata stworzył w Buenos Aires. Nie wchodząc w ten międzynarodowy spór, postanowiliśmy się zatrzymać na posiłek w hotelu, który poświęcony był pamięci wielkiego mistrza. Obiad – jak zwykle – zaskoczył wszystkich: przystawki carpaccio z cudownie świeżej urugwajskiej wołowiny, na drugie danie naleśniki w sosie grzybowym nadziewane delikatnym mięsem, na deser lody z sosem truskawkowym i konfiturą czereśniową, wszystko uzupełniane winami z Castel Pujol: Rosado i Merlotjedna z bardziej rozpowszechnionych i popularnych czerwonych... (...).
Już tylko 100 kilometrów dzieliło nas od Riviery. Gdy dotarliśmy na miejsce, przed oczyma stanęły nam wspomnienia i reminiscencje oglądanych kiedyś programów podróżniczych Tony’ego Halika – w centrum tego granicznego miasteczka wrzało.
Riviera jest miastem, przez którego środek przechodzi brazylijsko-urugwajska granica.
Fot. Bodegas CarrauNa wielkim centralnym placu, wokół którego znajduje się mnóstwo straganów, bud i parasoli, stoją dwa wysokie maszty – jeden z flagą urugwajską, drugi z flagą brazylijską, pomiędzy nimi zaś przebiega granica państw. Zatrzymaliśmy się tam na dłuższą chwilę, świeciło ostre słońce, wiał wiatr, mnóstwo ludzi obydwu narodowości o różnych kolorach skóry i rysach twarzy coś kupowało i sprzedawało. Ciemnoskórzy parkingowi pokrzykiwali w mieszanym hiszpańsko-portugalskim języku na kierowców. Stamtąd już tylko chwila dzieliła nas od Bodegi Castel Pujol. Przejechaliśmy jeszcze kilka kilometrów asfaltem, a następnie skręciliśmy w boczną piaszczystą drogę. Po pięciu kilometrach jazdy przez pagórki, zarośla i zagajniki dotarliśmy do wzgórza zwanego Cerro Chapeu (Wzgórze Kapelusz). Tu, na zupełnym odludziu, w miejscu malowniczym, przy sensualnie odczuwanej bliskości przyrody powstała bodega. Kilka budynków widocznych z daleka – to jedyne zabudowania jak okiem sięgnąć. Podjechaliśmy pod jeden z nich, który okazał się czymś w rodzaju domu gościnnego. Dwa duże skrzydła z nadwieszonymi od wewnątrz dachami, tworzące wewnętrzny dziedziniec, ukrywały pokoje mieszkalne z łazienkami, wspaniały salon – dwustronnie przeszklony – kuchnię i gabinet do pracy. Z lewej strony zbudowano ogromny drewniany taras, a pośrodku dziedzińca basen. A wokół jak okiem sięgnąć winnice z wszechobecnym, najważniejszym i wyróżniającym Urugwaj spośród innych krajów winiarskich kontynentu – szlachetnym, mięsistym szczepem tannatJest francuską odmianą czerwonych winogron uprawianych gł... (...). Sama bodega jest ewenementem architektonicznym pośród dotychczas oglądanych przez nas budynków tego typu. Jej pionowy układ ukryty jest wewnątrz wydrążonego wzniesienia. Górną część stanowi laboratorium i miejsce zrzutu winogron, poniżej znajdują się tanki do maceracji i fermentacji, jeszcze niżej piwnica z beczkami do leżakowania. Cały transport moszczu winogronowego i wina odbywa się metodą grawitacji bez użycia pomp. Nie ma co się dziwić, że wina tutaj wytwarzane są uważane w urugwajskim świecie winiarskim za najsmaczniejsze. ..

Magiczny poranek

Większość z nas obudził śpiew i jazgot ptactwa. Mnie tuż przed rozbudzeniem śniło się, że jestem na spacerze w jakimś egzotycznym miejscu, a wszechobecne ptaki ni stąd, ni zowąd postanowiły wydać z siebie wszystkie dźwięki, jakie potrafią. Tak jak zasypiając, patrzyłem na niezwykły widok, gwiazdy układające się w konstelację Trzech Marii i Krzyża Południa, tak teraz urzekał mnie ten magiczny poranek w niezwykłym miejscu. Otwarte okna, sączące się do wnętrza pierwsze promienie słońca i odgłos ptaków…
Podobno dwa dni wcześniej w Cerro Chapeu pojawił się pewien ornitolog, który korzystając z gościnności gospodarzy, pracował nad inwentaryzacją gatunków ptaków w tym rejonie. Opisał ich w ciągu trzech dni ponad 160 gatunków!
Teraz ilekroć zdarza mi się odkorkować butelkę wina z winnic Javiera i Francisco Carrau, zawsze stają mi przed oczyma niezwykłe chwile spędzone w ich bodedze…