Riesling wczoraj i dziś

 

Ludzie, którzy, jak się wydaje, mocno przeceniają moje znaczenie, pytają mnie czasem, jak to jest posiadać autentyczne wpływy w świecie wina.

 

Zawsze wtedy wspominam o rieslingu. Od – lekko licząc – 35 lat głoszę pochwałę rieslinga, opisując go niezmiennie jako najwspanialszą w świecie białą odmianę. I co? I nic.

Co kilka lat w jakimś zakątku winnego świata zaczyna się co prawda dyskusja o renesansie tej odmiany. W latach 80. ubiegłego wieku w Alzacji, dziesięć lat później w Australii, w późnych latach pierwszej dekady XIX wieku w USA. Pomimo to jednak riesling wciąż uparcie broni się przed prawdziwie międzynarodową  popularnością. Często błędnie zapisywany i błędnie wymawiany, zdaje się być skazany, wszędzie poza Niemcami, na rolę drugoplanową.

W moim podeszłym już wieku zaczynam się do tego powoli przyzwyczajać. Wiem, że riesling potrafi oddawać niuanse siedliska o wiele precyzyjniej niż jakakolwiek inna biała odmiana, idąc pod tym względem ramię w ramię z pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...), obok którego zresztą nierzadko bywa prowadzony. Wiem także, że pod względem historycznym riesling sprawdza się niezgorzej niż pod geograficznym: wina z tej odmiany mogą starzeć się równie długo jak cabernety (wiem, bo organizowałam swego czasu degustację tych samych starych roczników medoków i win mozelskich). Doceniam także i to, że dzięki swojej niebywałej ekstraktywności riesling potrafi w wielu przypadkach dać nam moc aromatów przy niezbyt wysokim alkoholu – być może zresztą dzięki temu właśnie tak znakomicie sprawdza się w parze z potrawami – o niebo lepiej niż typowe chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...).

Zarazem jednak wzrasta we mnie poczucie, że wiedzę tę będę musiała zabrać ze sobą do grobu, nie zdążywszy podzielić się nią z wielkimi tłumami konsumentów wina. Miałam wielkie ambicje, by nawracać ich masowo na rieslinga, ale coraz lepiej zdaję sobie sprawę z faktu, że riesling ma po prostu zbyt silną osobowość, by zyskać naprawdę globalną sympatię. Główny problem tkwi w tym, że w przeciwieństwie do chardonnay czy pinot grigio, ma bardzo wyrazisty nos. Wielu odrzuca go już to przez skojarzenie z cukrem resztkowym, już to dlatego, że z wiekiem niektóre rieslingi nabierają nut benzynowo-naftowych.

Być może jest tak, częściowo przez wzgląd na przemiany, jakie zaszły w niemieckim winiarstwie i klimacie, że tamtejsze rieslingi są dziś dostępne w o wiele szerszym wachlarzu stylów niż kiedyś, wiele zaś z nich to wina doskonale wykończone. Wciąż jednak sporo jest osób, które nie potrafią polubić tej nadzwyczaj stanowczej w aromatach odmiany.

Wielka szkoda, bo jakość rieslingów nigdy jeszcze w historii nie była tak wysoka. Rieslingi niemieckie przepoczwarzyły się ze słodkich kompotów lat 70. i 80. ubiegłego wieku w wina cudownie apetycznie na wszystkich zresztą poziomach słodyczy, włącznie z tymi najważniejszymi, całkowicie wytrawnymi. W gruncie rzeczy jakieś 60 procent wszystkich niemieckich rieslingów to dziś wina wytrawneokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... lub półwytrawneokreślenie wina, w którym nie cały cukier – na drodze f..., nadające się do łączenia z potrawami co najmniej tak dobrze jak białe burgundy, jeśli nie lepiej. I nie chodzi o to tylko, że się Niemczech nagle pojawiło więcej woli i zdolności, by robić wina naprawdę dobre, w pełni dojrzałeokreślenie degustacyjne stwierdzające, że wino osiągneł... (...) – sporo zdziałały tu zmiany klimatyczne.

W ostatnich latach ubiegłego wieku producenci niemieccy przechodzili fazę zachwytu nad przeciąganiem do granic możliwości momentu zbioru, co skutkowało winami o 14-procentowej mocy, etykietowanymi czasem jako Auslese(niem.) zbiór wyselekcjonowanych kiści.Jeden z 6 typów ni... (...) Trocken(niem.) wytrawne... Wydaje się jednak, że zrozumieli już, iż ta droga prowadzi donikąd – dziś bowiem niemal każdy winiarz poświęca czas przede wszystkim zachowaniu  w winie odpowiedniej równowagi.

Po drugiej stronie Renu winiarze alzaccy, czując na karku oddech niemieckiej konkurencji, również uruchomili wiele przedsięwzięć mających wypromować alzackiego rieslinga. Pogrzebali nawet w swoich ukochanych regulacjach prawnych, tak aby konsument miał pewność, że Alzacja dostarczy mu prawdziwie wytrawne wersje rieslinga.
Austria, kolejny istotny europejski producent rieslinga, przeszła niemal identyczną co Niemcy transformację, w mniej więcej tym samym czasie. W późnych latach 90. znajdziemy kilka roczników austriackich rieslingów (dotyczy to, może nawet bardziej, grünerów) tak mocno alkoholowych, że aż przesadnie oleistych i sflaczałych. W obecnym stuleciu jednak Austriacy dołożyli starań, by wytwarzać wina o wiele bardziej orzeźwiające i w 2013 roku mogli wreszcie odetchnąć z ulgą, kosztując wina z owoców o właściwej dojrzałości, po nadmiernie upalnych latach 2012 i 2011.
Dzięki dziewiętnastowiecznym uciekinierom ze Śląska (dziś to część Polski, ale wówczas Śląsk należał jeszcze do Niemiec) w Australii znajdziemy dziś więcej nasadzeń rieslinga niż w jakimkolwiek winiarskim kraju poza samymi Niemcami. Z mojej perspektywy wygląda jednak na to, że rieslingi z Południowej Australii przechodzą ostatnio pewien kryzys tożsamości. Jeszcze kilka lat temu byłam tym zrozpaczona. Wydawało się, jakby wycofał się z nich cały owoc, ustępując miejsca ciężkiej żelaznej zbroi. Z radością jednak informuję, że mniej więcej w 2010 roku owoc powrócił i w dolinach Clare oraz Eden, nie mówiąc już o starych dobrych parcelach w Zachodniej Australii i Victorii, powstają dziś jedne z najlepszych na świecie wytrawnych rieslingów.

O wiele więcej czasu zajęło dopracowanie się dobrze zrównoważonych rieslingów winiarzom Nowej Zelandii. Wiele z nich bywało odrobinę mdławych. Dziś jednak, na fali zachwytu winami mocno aromatycznymi (inspirowanej głównie przez wina z pinot gris), nietrudno znaleźć przyzwoite rieslingi pachnące kiwi – osobiście pozostaję pod urokiem tych z Marlborough, od Framingham Wines, na wszystkich poziomach słodyczy.

Najbardziej jednak oczywista rewolucja rieslinga dokonała się w Stanach Zjednoczonych. Erni Loosen znad Mozeli doszedł do porozumienia z najważniejszym producentem w stanie Waszyngton, Chateau Ste Michelle, i wspólnie rozpoczęli produkcję lokalnego Eroica Riesling, który okazał się sukcesem rynkowym w takim stopniu, że nawet producenci z Kalifornii zaczęli gwałtownie nasadzać rieslinga. Całkowity obszar winnic zajętych przez rieslinga w Kalifornii między 2003 a 2012 rokiem zwiększył się ponaddwukrotnie, w Oregonie zaś rośnie dziś niemal tyle samo rieslinga, ile chardonnay.

To przebudzenie rieslinga w USA było nader ekscytujące, szczególnie gdy odmiana ta zyskała sztandarową pozycję w Finger Lakes, w stanie Nowy York, oraz w Michigan. Coraz więcej jednak znaków na niebie i ziemi świadczy o tym, że rozpędzony pociąg „US Riesling” powoli traci parę. Nawet Kirk Wille, człowiek Loosena, przyznaje, że na rynku angielskim sprzedaż zarówno miejscowych, jak i importowanych rieslingów spada, i że „riesling pozostaje propozycją dla pojedynczych klientów. O wiele trudniej go sprzedać niż pinot grigio czy – rzecz jasna – chardonnay. Handlowcy są już wyraźnie zmęczeni zmienianiem upodobań swoich klientów i chętniej spoglądają na »nowe« rynki winne, takie jak Gruzja czy Słowenia”.

Mój Boże! Spoglądając na aktualne zestawienia handlowe, widzę, że chyba tylko Norwegowie potrafili naprawdę dostrzec zalety rieslinga.