Rodzinne sprawki

felieton ukazał się w „CW” nr 94, sierpień – wrzesień 2018 | kup ten numer | prenumerata

fot. Rawpixel.com
fot. Rawpixel.com

Jeszcze nie tak dawno temu winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) było wyznacznikiem statusu społecznego w o wiele mniejszym stopniu niż obecnie, a związana z nim kariera plasowała się o oczko lub dwa niżej w porównaniu do wolnych zawodów czy pracy w finansach. Teraz, zwłaszcza kiedy rozdaję dyplomy WSET, coraz częściej obserwuję, jak wiele osób decyduje się opuścić o wiele bardziej lukratywne posady, by spełniać marzenia o karierze w branży winiarskiej.

Jancis Robinson
Jednym z najmilej widzianych efektów ubocznych rosnącej mody na wino jest fakt, że teraz dzieci winiarzy idą w ślady rodziców o wiele chętniej niż zwykły to czynić pokolenie wstecz.

W rzeczy samej, branża winiarska jest zdominowana przez firmy rodzinne. Wiele obszarów komercyjnych znajduje się we władzy wyjątkowo nielicznych gigantów, którzy nadal nieustannie się rozrastają (niech przykładem będą piwo i alkohole mocne), ale wino jak dotąd zdołało się oprzeć tego typu tendencjom skupiającym.

Wyjątkiem pod tym względem jest Australia, kraj winiarski, dla którego wydajność zawsze zdawała się być ważniejsza niż dla innych. Dwie wielkie grupy, Treasury Wine Estates z główną marką Penfolds i Accolade ze swoim Hardys, cały czas rozwijają się prężnie. Australijscy producenci prowadzący małe firmy rodzinne muszą pracować w pocie czoła – nie tyle aby wyprodukować doskonałe wino, ile aby być w stanie znaleźć dla niego rynek zbytu.

W gąszczu regulacji prawnych USA problem jest podobny: największy dystrybutor, Southern Glazer’s, do tego stopnia zdominował rynek, że małym firmom rodzinnym ciężko jest znaleźć miejsce na półkach dla swoich produktów. To spowodowało rozwój przynoszącej o wiele większe dochody sprzedaży bezpośredniej – za pomocą list mailingowych lub poprzez strony internetowe – choć rodzi to trudności przy transporcie do niektórych stanów.

Ogólnie jednak rzecz biorąc, korporacje międzynarodowe nie odgrywają kluczowej roli przy produkcji i sprzedaży wina. W porównaniu do innych obszarów działalności komercyjnej, w branży winiarskiej rozkwita coraz więcej dynastii, nie zaś międzynarodowych gigantów.

Jakiś czas temu wybrałam się na debatę organizowaną przez Distillers Company, jedną z gildii starego Miasta Londynu, która operuje w sferze mocno zdominowanej przez wielkie firmy. Na debacie pojawił się następujący wniosek: firmy rodzinne planują długookresowo, podczas gdy spółki publiczne koncentrują się na tu i teraz.

Pośród zebranych dominowali przedstawicie z branży alkoholi mocnych, ale wniosek powyższy zgłosiła Lizzy Rudd, prezes rodzinnej firmy winiarskiej Berry Bros & Rudd. Sprzeciwił się jej Colin Gordon, wtedy jeszcze z IDV, jak zwykło się nazywać dedykowany alkoholom mocnym dział międzynarodowego Diageo.

Lizzy Rudd zwróciła uwagę, że średnia kadencja prezesów spółek publicznych wynosi od 4 do 6 lat, podczas gdy dla firm rodzinnych ten okres wynosi od 25 do 28 lat. Mówiąc szczerze, nie zawsze stanowi to zaletę. Ojciec Lizzy, John Rudd, zasiadał w radzie Berrys przez 72 lata, a plotka głosi, że nawet w wieku 92 lat nadal ma ambicję pociągać za sznurki…

Długowieczność i związki osobiste mają jednak swoje zalety. Lizzy zauważyła, że Berrys utrzymuje stosunki handlowe z niektórymi z burgundzkich winiarzy już od 35 lat. Można sobie wyobrazić, że dla spółek publicznych tego typu lojalność byłaby trudna do osiągnięcia.

Colin Gordon wysunął kontrargumenty: spółki publiczne mogą pozwolić sobie na rozwinięcie o wiele szerszego portfolio produktów w porównaniu do firm rodzinnych, a dzięki temu przeciwstawić się kaprysom mody (nie szukając daleko, któż by pomyślał, że gin stanie się tak popularny?). W dodatku zawsze obejmują większy obszar pod względem geograficznym, skuteczniej opierają się zatem kryzysom lokalnym. Ponadto, twierdził Gordon, spółki publiczne mają o wiele lepszy dostęp do gotówki i możliwość korzystania z efektów pracy działów badań i rozwoju.

Gordon przypomniał również, że IDV zostało powołane do istnienia, by zapobiec wrogiemu przejęciu (geneza typowa dla spółek publicznych). Z dumą wymienił wszystkie produkty, jakie firma stworzyła w latach 80., kiedy to przeżywała rozkwit innowacji: Bailey’s Irish Cream („największy sukces pojedynczego produktu w całej historii branży”), Malibu i… hmmm… Piat d’Or (wino stołoweprzeważnie lekkie, różnej jakości wino przeznaczone do c... (...) określane podczas kampanii reklamowej odważnie i jakże mylnie „miłością Francuzów”).

Głosowanie podjęte przed debatą jednoznacznie wykazało, że większość uczestników popiera małe firmy rodzinne. Nie uległo to większej zmianie również po debacie, kiedy równowaga głosów została nieznacznie przesunięta dzięki wiarygodnym argumentom Colina Gordona i dowcipowi jego poplecznika, Tristana Van Striena, analityka finansowego ze specjalizacją handlową. Hasło Striena brzmiało: „Krajobraz branży winiarskiej zaśmiecają zasuszone ciała drugiego pokolenia krewniaków”.

Nie ulega wątpliwości, że w niektórych regionach winiarskich, a w Burgundii zwłaszcza, pokusa sprzedaży rodzinnych posiadłości może być nie do odparcia. Zwłaszcza teraz, kiedy specjalizujące się w dobrach luksusowych koncerny LVMH i Artémis Domaines, stanowiąca wkład francuskiego miliardera François Pinaulta w branżę winiarską, podkręciły ceny działek w Côte d’Or do niewyobrażalnych wysokości.

Zazwyczaj, w myśl francuskiego prawa dziedziczenia, posiadłość staje się własnością licznych członków rodziny, z których tylko jeden lub dwóch rzeczywiście ją zamieszkuje, czuwa nad jej funkcjonowaniem i troszczy się o jej przyszłość. Dla nas zrozumiałe jest zatem, a dla duszy i tradycji Burgundii tragiczne, że bierni partnerzy skłonni są zrezygnować z regularnie wypłacanych dywidend na rzecz jednorazowego potężnego zastrzyku łatwej gotówki. Na przykład liczba dalekich krewnych posiadających udziały w sławnej na całym świecie posiadłości Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. Leflaive w Puligny-Montrachetgmina w Burgundii, w południowej części podokręgu Côte ... (...) sięga kilku tuzinów.

W kwietniu, kiedy wielki producent cavy Codorniu oparł się przejęciu przez amerykański fundusz inwestycyjny Carlyle Group (chwilę potem, jak ten ostatni wydarł Accolade z rąk australijskich inwestorów), ogłoszono, że katalońska firma pozostaje w rękach 216 członków rodziny. Wyobrażam sobie, że w takich warunkach podjęcie decyzji popartej zdecydowaną większością głosów może stanowić problem.

Jeśli firma rodzinna nie staje się przedmiotem sprzedaży, spore wyzwanie stanowi moment sukcesji. Znany na świecie producent białych burgundów, Domaine des Comtes Lafon z Meursault, musi właśnie zadecydować, kto zastąpi Dominique’a Lafona i będzie przewodzić firmie.

Osobiście cieszy mnie bardzo, że branżę winiarską napędzają biznesy rodzinne, a nie korporacje i ich często rotujący pracownicy. Oby to trwało jak najdłużej.

tłum. J. Boetzel

więcej na JancisRobinson.com