Rolland & Galarreta 11 pinos

Pierwsze winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) pojawiło się nagle. Drugie zresztą też. Pierwsze zaskoczyło tym, że stanęły za nim dwie wielkie osobowości, których nikt nie podejrzewał o współpracę.

Michel Rolland i Javier Galarreta stworzyli wspólnie całkowicie autorskie wino z najlepszych hiszpańskich siedlisk regionu RiojaLa Rioja – Hiszpania – reg. winiarski w pn.-środ. Hiszp.... Te nazwiska gwarantowały jakość, ale wina wcale nie wylądowały na najwyższej półce, mówiąc wprost – ledwie załapały się na średnią. I to było kolejne zaskoczenie. Dwóch wizjonerów i pionierów nowoczesnego winiarstwa połączyło swe siły, ale nie po to, by robić wina, na które trzeba się zapisywać.

Fot. ArchiwumNazwisko Galarrety być może znamy słabiej, ale na Półwyspie Iberyjskim jest uważany niemal za cudotwórcę. Kiedy Riojahiszp. czer. DOCa z regionu Rioja, prod. z wszystkich czerw.... (...) ledwie wygrzebywała się z zapaści i szoku (po laniu, jakie spuściły jej wina z Ribera del Duero) do boju ruszył Galarreta. Postanowił nie bić się z wiatrakami, wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji i wyjść na prostą. Plan zakładał robienie bardzo dobrych win w przyzwoitej cenie. Wbrew pozorom oba założenia były podobnie skomplikowane. Rioja przez dekady nie zaznała krytyki: cokolwiek tam robiono, uważano automatycznie za najlepsze, trzeba było więc pokory.

Produkcja tanich win wysokiej jakości w tym regionie była jeszcze większym wyzwaniem. Galarreta zaczął więc od biznesplanu: zainwestował w najnowszy sprzęt i beczki, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że małe rodzinne firmy lub nawet nieco większe same tego ciężaru nie udźwigną. Nie zamierzał tworzyć nowej spółdzielni – zamiast tego powstał ARAEX – dziś jedna z najważniejszych grup winiarskich w Iberii, w której najlepsze firmy z północnej Hiszpanii połączyły siły.

Kolejnym krokiem było „wymyślenie” Michela Rollanda, jednego z najsłynniejszych międzynarodowych konsultantów, robiącego wina w stylu nowoświatowym i kojarzonego głównie z Francją i Argentyną, gdzie ma kilka winiarni, oraz doradzającego dziesiątkom wytwórni na wszystkich kontynentach. Ich rioja to objawienie ostatnich kilku lat. Opiera się, co oczywiste, na odmianie tempranillo. Spotykana w całej Hiszpanii najlepsze efekty daje na chłodniejszej północy, gdyż dojrzewa wcześnie („temprano” to po hiszpańsku „wczesny”).

Jednak południe nie jest bezbronne. W hiszpańskim Lewancie mamy kilka odmian, które radzą sobie tam wybornie, bo wino robiono tam od czasów fenickich. Wydaje się, że winoroślVitis vinifera.. rośnie tutaj sama – moderująca bliskość morza i gorąc z interioru to niemal szklarniowe warunki. Mikroklimat okolicy miasteczka Albacete jest jednak taki, że nawet Arabowie niespecjalnie się tu zadomowili. Jest pełen sprzeczności – słupek rtęci może w lecie sięgać kreski z napisem 50°C, zaś zimą temperatury poniżej zera i śnieg nikogo tu nie dziwią. Odmiana bobal ma to jednak gdzieś – jest stara i wybitnie dopasowana do otoczenia. Niemniej, kiedy pojawiło się pierwsze wino z jej nazwą na etykiecie, wielu winomanów długo musiało szukać w encyklopediach, o jaki szczep chodzi. Bobal nigdy nie wysuwał się na pierwszy plan, a lokalna tradycja to wina kupażowane. Odmiana była typowym koniem pociągowym wykorzystywanym głównie do „prostowania” innych win. Świetnie gromadziła kwasy i cukry, a w dodatku niemal zawsze ma atramentową barwę. Jeśli w kupażu brakowało któregoś z tych elementów – sięgano po wino z bobala. Jest więc ta odmiana całkowitym zaprzeczeniem szlachetnego i wymagającego tempranillo. I dopiero w ostatniej dekadzie postanowiono robić z niej wina jednoodmianowe.

Robi je na wielką skalę firma Vega Tolosa, rodzinna, ale wielka wytwórnia, hołdująca praktykom organicznym. Produkowany przez nich bobal pochodzi z 80-letnich krzewów, którym nie trzeba już ograniczać wydajności – w tym wieku dają już tylko niewielkie ilości najlepszych skoncentrowanych owoców.

I jeszcze ten dylemat – które wino lepsze, to z regionu Rioja czy z okolic Albacete? Z tempranillo czy z bobala. Hm… Nie powiem, trzeba popróbować!