„Różowo mi”

Właśnie jestem po stu pięćdziesięciu różowych winach, które dane mi było oceniać w czasie tegorocznego Concours Mondial de Bruxelles.

To jeden z kilku największych konkursów winiarskich świata, przenoszący się każdego roku do innego kraju. Tym razem, po raz pierwszy w prawie dwudziestoletniej historii, zawitał do Europy Środkowo-Wschodniej, do Bratysławy.

Nieopatrznie zaznaczyłem w ankiecie konkursowej zainteresowanie winami różowymi. Konsekwencje tego były poważne. Zostałem skierowany do specjalistycznej komisji, która przez trzy dni konkursu miała za zadanie ocenić ponad sto pięćdziesiąt różnych rosés. Tylko rosés – nic ponadto. Aby ubarwić nam trochę pracę (choć barwa była wyłącznie różowa) wina występowały w dwóch kategoriach: musujące i spokojne. Pocieszenie to dla mnie było żadne i do zleconej pracy przystąpiłem bez większego entuzjazmu. W wyobraźni miałem ciągle dostojne czerwone burgundy, riojy i medoki, które mnie ominęły, nie wspominając już o chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...), sauvignon blancjedna z najbardziej rozpowszechnionych na świecie białych ... (...) i innych białych delicjach ze Starego i Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win....

Ale że od dziecka nauczony jestem, iż powierzoną robotę należy wykonywać dobrze, przystąpiłem do zadania z pełnym zaangażowaniem.

Pomyślałem sobie: może chociaż odkryję, z czego wynika „różowy fenomen”. Polega on na tym, że konsumpcja win różowych rośnie co rok o kilkadziesiąt procent. Świat powariował zupełnie (a zdaje się, że zjawisko to może przybrać formę przewlekłą) na punkcie win różowych. W dodatku zarysował się wyraźny trend: winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) różowe ma być bardzo jasne, blade i tylko lekko dotknięte kolorem. Producenci zaczęli się prześcigać, który z nich zrobi jak najjaśniejsze roséfrancuski termin określający wino różowe, który zrobił... (...). Zjawisko to szczególnie nasiliło się po publikacji książki Jamiego Iveya Smak Prowansji, opisującej zabawną pogoń za najjaśniejszym „rosiakiem” Francji.

Pod koniec drugiego dnia zrozumiałem. Może zabrzmi to tautologicznie i banalnie, ale przyczyna tkwi w różu, a dokładnie: w różnych tego różu odcieniach. Zniuansowanie odcienia robi całą seksowną różnicę pomiędzy winami. Bo przecież takie wina czerwone są – z niewielkimi wyjątkami – po prostu czerwone. Białe podobnie. Różowe nie. Każde wino różowe ma inny odcień: od bieli lekko złamanej marchewką, poprzez różne odcienie łososiowe. Poprzez malinę po jaśniejsze i ciemniejsze rubiny, nie wspominając już o jaskrawym w swej formie różu „różowej pantery”.  Doszedłem do wniosku, może trochę kontrowersyjnego, że pod względem koloru nie ma dwóch takich samych win różowych. Wynika to, po pierwsze, z różnorodności zastosowanych winogron, ale przede wszystkim ze sposobu i czasu maceracji skórek. W winach czerwonych doszukujemy się głębi, trzeciego, czwartego wymiaru. W białych szukamy ożywczej świeżości lub maślanej dojrzałości. Wino różowe czaruje nas kolorem. Różowość stanowi jego główny seksapil.

Wino różowe pije się bowiem oczami.

Zbliża się lato. To moment na róż. Świat wygląda lepiej przez różowe okulary. Świat wygląda lepiej przez kieliszek różowego wina. Nieważne, czy jest z Prowansji, Andegawenii, Węgier czy Urugwaju. Dla każdego coś różowego.