Ryby, wino i szakale

Dziennikarska wizyta w dalmatyńskiej winiarni przypomina trochę handel bronią. Winiarz nie ma zazwyczaj cennika: o tym, ile jego wina kosztują, dowiadujemy się godzinę-półtorej po degustacji.

Najpierw musi przyjrzeć się jej wynikom (choćby przez ramię), zamknąć się w gabinecie na dwa kwadranse, wypić kawę, porozmawiać z księgowym i kierowcą, zapalić papierosa, zadzwonić do kilku okolicznych spółdzielni winnych („Byli u ciebie?”, „Ile im powiedziałeś?”, „No, dwóch takich, z Polski, z Krakowa…”). Cena, którą w końcu usłyszymy, ma się zwykle nijak do tej, którą udało nam się wcześniej podpatrzyć na półce sklepowej. Cena ex cellar bywa wyższa niż detaliczna. Negocjacje rozpoczynają się więc od początku. Oto chorwacki kreatywny marketing. Trochę jak z końmi – trzeba przybić grabę i przepić rakiją.

Dwóch takich z Krakowa, czyli Wojtek Gogoliński i niżej podpisany, grasują od kilku dni po Pelješcu – długim, niekończącym się niemal półwyspie w południowej Dalmacji, gdzie królują czerwone wina z odmiany plavac mali. Odwiedziliśmy tu między innymi najstarszą miejscową kooperatywę w Kunie Pelješkiej, słynną konobę (gospodę) Antunovica, znaną polskim miłośnikom kuchni z programów Roberta Makłowicza (który był nam tu – gdzie spędza z rodziną letnie miesiące – przewodnikiem i kulinarnym doradcą); degustowaliśmy porównawczo serię plawców z okolic Potomje, trafiliśmy wreszcie do gospodina Miličica, który skutecznie uwolnił nas od lęku, że w tym zakątku świata pod względem winiarskim nic nie zmienia się od kilku ostatnich dekad. Bo słowa takie jak „tradycja” i””miejscowy obyczaj” wciąż niestety bywają tu usprawiedliwieniem dla braku winiarskich ambicji, stagnacji i niebotycznych cen. Nie u Miličicia. Wbrew zaklęciom, które wciąż tu się słyszy („tylko plavac wychodzi, próbowaliśmy innych odmian, ale bez skutku”) w jego piwnicach odkryliśmy beczki z dorodnym… malbekiem, tempranillo czy petit verdot. Namacalny i smakowity dowód na to, że na półwyspie Peljesac da się wyjść poza plavac mali, choć z pewnością najlepsze tutejsze wina pochodzą z tej właśnie odmiany, spokrewnionej z zinfandelem i nierzadko utożsamianej z włoskim primitivo. Szczególnie w dwóch miejscowych „wysokich apelacjach”, a może raczej potężnych cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n...: Dingač i Postup, rozciągających się na stromych zboczach spadających wprost do morza w południowej części półwyspu.

O tym, co jedliśmy do dingaca wsłuchując się w nocny skowyt szakali w Trpnje (taka miejscowa atrakcja podnosząca nieco ciśnienie), o wspaniałych tutejszych rybach głębinowych podawanych niemal wprost z morza i białych pošipach (chorwacki furmint) z Korčuli spożywanych w Vela Luce, o Jeziorach Plitwickich i rzece Krka, kupażach Bibicia ze Skradina, a także o przyjacielu Wojtka, który w naszej obecności dokonał żywota w ladzie rybnej Konoby pod Bore, o tym wszystkim zdążymy jeszcze napisać w „Czasie Wina” albo… zamilkniemy na wieki.

Z dalmateńskiej Skradiny
Tekst i zdjęcia: Michał Bardel

Poniżej galeria z wyprawy